Reklama

Imigranci w natarciu

Potrzebni czy niepotrzebni? Cenni czy niedoceniani? Obciążenie dla budżetu państwa czy demograficzny ratunek? Wydajni i pracowici, ale często także rozpuszczeni życiem na obfitym "socjalu" emigranci z Europy Środkowo-Wschodniej przysparzają rządom krajów na Zachodzie wielu rozterek.

Choć raczej należałoby się zastanowić, czy - jak zostało to określone przez Davida Camerona - "karygodne" wpuszczenie setek tysięcy emigrantów można przekuć w dobrą długookresową inwestycję.

Reklama

Z drugiej strony może to właśnie pozostawiane kraje powinny zmienić politykę, wykorzystać tę antyimigracyjną histerię i przyciągnąć emigrantów z powrotem do ojczyzny.

Wszyscy jesteśmy imigrantami

Swobodny przepływ ludzi to jedna z podstawowych zasad zagwarantowanych w traktatach Wspólnoty Europejskiej. Mimo to według danych statystycznych tylko 3 proc. Europejczyków mieszka w innym kraju niż się urodziło. Z drugiej strony zjawisko migracji, szczególnie migracji zarobkowej, nasiliło się po poszerzeniu Unii Europejskiej o kraje Europy Środkowo-Wschodniej.

Choć zmienia się natężenie, to tendencja pozostaje niezmienna. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej najczęściej wybierają kraje tzw. starej Unii (UE 15 - kraje tworzące Unię Europejską przed akcesją nowych członków w 2004 roku).  

W raporcie CEED1 "Migration in the 21st century from the perspective of CEE countries - an opportunity or a threat?" ("Migracja w XXI wieku z perspektywy krajów Europy Środkowo-Wschodniej - szansa czy zagrożenie?") podzielono kraje nowej Unii (przyjęte po 2004 r.) wg potencjału emigracyjnego przeliczanego jako zmiana procentowa liczby mieszkańców emigrujących w latach 2004 - 2012 (tabela 1).

Rumunia, Litwa, Łotwa oraz Chorwacja odznaczają się wysokim potencjałem emigracyjnym. Polska, Estonia, Słowacja, czy Bułgaria mają średni potencjał. Natomiast Czechy, Węgry, czy Słowacja reprezentują grupę o niższym potencjale emigracyjnym. Największą zmianę procentową w latach 2004 - 2012 zanotowano kolejno na Łotwie (450 proc.), Litwie (400 proc.) i w Rumunii (340 proc.).

W Polsce wskaźnik ten wyniósł 210 procent, co uplasowało nas w czołówce krajów dotkniętych zjawiskiem emigracji. Omawiany raport zwraca również uwagę, że przekroczone zostały przewidywania dotyczące skali emigracji czynione przed rozszerzeniem Wspólnoty.

Do czynników determinujących emigrację zaliczane są zarobki, stabilność prawa oraz ogólna ocena sprawności państwa (zaufanie do instytucji publicznych, służby zdrowia, itp.). Te czynniki definiują także różnice pod względem wyżej opisanego poziomu potencjału emigracyjnego.  

Szansa czy wyzwanie

W krótkim i średnim przedziale czasowym na korzyści z migracji może liczyć zarówno kraj wysyłający, jak i kraj przyjmujący. W krótkim okresie środki wpływające do państwowego budżetu od obywateli za granicą wspierają rodzimą gospodarkę. Z kolei w długim okresie przeważają negatywne skutki, tj. na emigracji obywateli cierpi system ubezpieczeń społecznych i emerytalny.

Bilans zysków i strat podobnie wygląda w Polsce. Biorąc pod uwagę okres 10 letniej "euroemigracji", Polska zyskała nie tylko na spadku stopy bezrobocia, ale również na 36-miliardowym wpływie do budżetu. W 2012 r. transfery pieniężne Polaków za granicą wynosiły ok. 1,4 proc. PKB (tabela 2).

Jednak według prognoz koszty emigracji przewyższą tymczasowe krótkookresowe korzyści. Starzejące się społeczeństwo będzie potrzebowało wykształconych i czynnych zawodowo obywateli, którzy będą pracować na powiększającą się grupę emerytów.

Kwestia korzyści czy niekorzyści związanych z emigracją jest związana z jakością potencjału populacyjnego w kraju. Jeśli kraj wysyłający traci potencjał populacyjny zdolny do podjęcia pracy i podnoszenia produktywności w kraju, to traci również gospodarczo.

Natomiast jeśli emigrujący mieszkańcy nie mogą znaleźć pracy w rodzimym kraju, w którym brakuje dobrych perspektyw życiowych, to emigracja nie tylko zwiększa szansę na lepsze życie wyjeżdżającym, ale i ułatwia sytuację w kraju, zmniejszając trudności i napięcia społeczne. Można nawet posunąć się o stwierdzenie, że to swojego rodzaju system eksportu bezrobocia do krajów oferujących opiekę socjalną na wysokim poziomie.

Bilet w jedną stronę?

Choć dotychczas polska gospodarka zyskiwała na emigracji, to z tych właśnie powodów emigracja jest ryzykowna w przyszłości. Tym bardziej, że 1,8 mln Polaków, którzy wyemigrowali w 2012 r., stanowiło ok. 10 proc. ludności czynnej zawodowo. Pochodzący raczej z małych miast emigrujący są w wieku 25-40 lat, co może spotęgować potencjalne obecne problemy z podażą pracy czy problemy demograficzne w przyszłości.

Założenie, że emigrujący zatęsknią za ojczyzną, może się okazać zbyt optymistyczne. Liczba osób emigrujących rośnie, natomiast liczba powrotów, a także ich udział w całkowitej imigracji maleje (tabela 3). Dla migrujących z Europy Środkowo-Wschodniej kraje UE-15 oferują lepszy standard życia niż ich ojczyzny. Również "programy powrotowe" wprowadzane przez rządy opuszczanych krajów okazują się fiaskiem. 

Home sweet home

Żeby nie wpaść w pułapkę migracyjną, należy zadbać o kapitał ludzki Polaków i polskich emigrantów. Tak, żeby wykształceni i kreatywni emigranci po ewentualnym powrocie do kraju mogli stanowić akcelerator zmian kulturowo-mentalnych w ojczyźnie.

Wymaga to w szczególności przyciągnięcia z powrotem ekspatów (specjalistów pracujących za granicą) obrazujących postkomunistyczny drenaż mózgów w poszukiwaniu lepszej rzeczywistości. Należałoby zainwestować w odpowiednią politykę sprzyjającą rozwojowi zawodowemu czy chociażby w usprawnienie systemu stypendialnego dla młodych, zdolnych i przedsiębiorczych opuszczających kraj.

Należy również pamiętać o osobach, które za granicą wykonują prace sezonowe lub te za płacę minimalną. Do takich prac wyjeżdżają w szczególności osoby o niskich kwalifikacjach z biedniejszych i niezurbanizowanych regionów. Niestety są to często także osoby o wyższych kwalifikacjach, które deprecjonują się z czasem.

Często również fizyczny charakter pracy, jej wysoka intensywność, czy organizacja pobytu za granicą (brak znajomych, osamotnienie, zbiorowe zakwaterowanie) nie sprzyjają nawet nauce języka obcego. Emigranci, nie widząc perspektyw w ojczyźnie, zasilają szeregi najniższej klasy społecznej, często kończąc na marginesie społecznym.

Wahadłowy model emigracji z państw Europy Środkowo-Wschodniej powinien zainteresować zarówno kraje wysyłające i przyjmujące, choć ostateczna decyzja i tak należy do emigrujących.

Marta Czekaj

1 CEED Institute jest think-tankiem, którego celem jest promocja osiągnięć i potencjału gospodarczego państw Europy Środkowej i Wschodniej. Organizacja została założona przez Jana Kulczyka.

 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »