Reklama

Ksiądz Kossen: Lamenty przemysłu mięsnego to nonsens

Trzy miesiące temu przez Niemcy przeszła fala oburzenia sytuacją pracowników ubojni. Ksiądz Peter Kossen* stał się wówczas znany jako "adwokat" zatrudnionych tam cudzoziemców. W rozmowie z "DW" wyjaśnia dlaczego.

Za swoje zaangażowanie na ich rzecz ten 52-letni ksiądz katolicki został odznaczony Orderem Zasługi Nadrenii Północnej-Westfalii przez premiera tego kraju związkowego Armina Lascheta. 23 sierpnia jest ustanowionym przez Narody Zjednoczone Międzynarodowym Dniem Pamięci o Handlu Niewolnikami i jego Zniesieniu.

Deutsche Welle: Czy zdaniem księdza sytuacja w przemyśle mięsnym uległa jakimś strukturalnym zmianom na lepsze, czy może stara się on tylko przeczekać niewygodną dla siebie falę krytyki?

Ksiądz Kossen: - Podjęto pewne środki ostrożności, żeby uniknąć ogłoszenia ponownego lockdownu, do którego doszło w wielu ubojniach. Jeżeli taki zakład zostaje zamknięty na wiele tygodni, ma to oczywiście dla niego katastrofalne skutki finansowe. Wydaje się, że teraz ich pracownicy są regularnie testowani na koronawirusa. Ale ze strony przemysłu mięsnego słychać także lamentowanie, że wskutek tego wszystkiego produkcja staje się nieopłacalna. Uważam to za pozbawione sensu.

- Sytuacja mieszkaniowa robotników cudzoziemskich zmienia sie bardzo powoli. To zrozumiałe, bo trudno jest zmienić od razu to, co zaniedbywano i tolerowano przez długie lata, wydając ich świadomie na pastwę właścicieli nieruchomości, którzy ich wykorzystywali. Trudno jest znaleźć od razu lokal zasługujący w pełni na miano mieszkania, w którym da się żyć w godziwych warunkach. Ale mimo to, coś się jednak ruszyło. Z drugiej strony sytuacja robotników sezonowych w przemyśle mięsnym, ale także w rolnictwie, moim zdaniem jednak wciąż pozostawia wiele do życzenia.

Koncerny zobowiązały się, że same ją poprawią.

- Właśnie na tym polega część problemu. W moim przekonaniu koncerny tu i ówdzie robią coś na pokaz. Na przykład zmniejszają w jedym z zakładów liczbę pracowników leasingowych albo sezonowych i zastępują ich stałą załogą. Ale w innym zakładzie, należącym do tego samego koncernu, wszystko przebiega tak samo, jak do tej pory.

- Takie deklaracje dobrej woli nie są przejawem zmiany podejścia do działalności gospodarczej, ani dowodem humanizmu ze strony wielkich firm. Służą im za listek figowy, którym chcą omamić opinię publiczną i polityków. Tymczasem za tą zasłoną wszystko pozostaje bez zmian. Koncerny starają się także uniknąć wprowadzenia nowych ustaw, regulujących sytuację pracowników zagranicznych. A takie ustawy są pilnie potrzebne.

Czy są politycy podzielający zdanie księdza w tej sprawie?

- Gdy w miejscu, w którym wcześniej pełniłem posługę duszpasterską, w Landzie Oldenburskim, zacząłem protestować przeciwko sytuacji w przemyśle mięsnym i zwracać na nią uwagę opinii publicznej, lokalni politycy byli przeciwko mnie i twierdzili, że mówię coś, na czym się zupełnie nie znam. Ale już wtedy miałem kontakty z rządem krajowym Dolnej Saksonii. Jej premier Stephan Weil zainteresował się moją ekspertyzą. W tej chwili mam kontakt z ministrem pracy w rządzie Nadrenii Północnej-Westfalii Karlem-Josefem Laumannem i szefową kancelarii okręgu administracyjnego w Muenster Dorothee Feller. Kilka dni temu poprosił mnie o rozmowę telefoniczną federalny minister pracy Hubertus Heil, która doszła do skutku. Na tych szczeblach władzy coś się zatem dzieje.

Zaangażowanie księdza zdaje sie robić wrażenie na wielu ludziach, niezależnie od tego, czy są związani z Kościołem czy nie. Podoba im się duchowny, który tak wyraźnie opowiada się po stronie ludzi żyjących w jakimś sensie na marginesie społeczeństwa. Dlaczego ksiądz to robi?

- Najchętniej odpowiedziałbym na to pytanie w duchu biblijnym. W naszej tradycji judeo-chrześcijańskiej wiele mówi się o prorokach zwracających szczególną uwagę na zagrożenia związane z zaniedbywaniem przez chrześcijan obojga płci ich obowiązków wobec bliźnich, jak również ich obowiązków wobec społeczeństwa jako wspólnoty, w której żyją. Wszyscy oni stale mówili, że nie należy żyć na koszt innych.

- Chciałbym też powołać się na słowa papieża Franciszka, który wezwał duchownych, by udali się do ludzi żyjących na marginesie społeczeństwa i bliżej zainteresowali się ich losem. Staram się to czynić. Dlatego łatwiej jest mnie spotkać tam niż w kręgach klasy średniej. To prawda, że się z niej wywodzę i jako ksiądz prowadzę bardzo mieszczańskie życie. Ale staram się interesować ludźmi, którym powodzi się znacznie gorzej niż mnie i występować w ich obronie.

Taka postawa pasuje do wielu oficjalnych deklaracji Kościoła katolickiego.

- Ale w środowisku mieszczańskim nie wszystkim się ona podoba. O wiele łatwiej przychodzi nam zaaprobować socjalne zaangażowanie się Kościoła gdzieś w Ameryce Południowej, Afryce albo w Azji. Im dalej od nas, tym lepiej, bo tak jest znacznie wygodniej. Gdy jednak duchowni zwracają uwagę na różne problemy występujące w naszym bezpośrednim sąsiedztwie, wtedy burzą nasz spokój ducha, bo przyzwyczailiśmy się do myśli, że u nas takie sytuacje nie powinny się zdarzać. Ale się zdarzają, także w Niemczech, z czym wielu ludziom trudno jest się pogodzić. Nie chcą, żeby nazywać rzeczy po imieniu i nie chcą, żeby księża wytykali zaniedbania politykom. W klasycznym podziale politycznym na prawicę i lewicę taka postawa pasuje do lewicy. No cóż, niech tak będzie.

Kościół się zmienia. Czy chciałby ksiądz, żeby duchowni silniej angażowali się w problemy społeczne, także w innych krajach? Albo żeby po stronie księdza wyraźnie stanął któryś z biskupów?

- Tak, oczywiście. Kościołowi można zarzucić wiele zaniedbań, ale jego wyraźne opowiedzenie się po stronie ludzi uciskanych jest tym, czego nasze społeczeństwo się po nim spodziewa i czego oczekuje od nas, duchownych. Oczekuje, że będziemy pełnili rolę lobby dla tych, którzy innego lobby nie mają i mieć nie mogą. To jest podstawowe zadanie Kościoła i to jest, że tak to ujmę, prawdziwe DNA wszystkich chrześcijan. Bieda, niesprawiedliwość, społeczna znieczulica muszą budzić oburzenie Kościoła i wszystkich wiernych oraz mobilizować ich do działania. Tym się kieruję w mojej misji i nie mogę zaprzestać tego, co robię. Co więcej, uważam, że taka postawa powinna być powszechna.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

- Kościół jest graczem globalnym. Możemy ułatwiać nawiązywanie różnych kontaktów, dysponujemy różnymi organizacjami pomocy działającymi w skali światowej, możemy tworzyć sieci najrozmaitszych powiązań i szerzyć solidarność. Tej idei jesteśmy wierni i staramy się ją wcielać w życie. W niektórych częściach świata taka postawa grozi śmiercią, ale jako Kościół, powtarzam, musimy być lobby dla każdego, kto nie ma żadnego innego wsparcia i kto żyje na marginesie życia.

Z Peterem Kossenem rozmawiał Christoph Strack

*Peter Kossen, ur. 1968 w Wildeshausen w Dolnej Saksonii, jest niemieckim księdzem w Kościele rzymsko-katolickim, znanym ze zwalczania wszelkich form współczesnego niewolnictwa i działań na rzecz godnych i sprawiedliwych warunków pracy.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »