Reklama

Mamy duże bezrobocie a firmy szukają pracowników

Ponad połowa polskich pracodawców poszukuje odpowiednich pracowników - zauważa "Rzeczpospolita".

I to, pomimo dużego bezrobocia. Wniosek jest taki, że system edukacji nie jest odpowiednio dopasowany do potrzeb rynku pracy.

Reklama

Wykwalifikowani robotnicy, tacy jak murarze, cieśle i zbrojarze, ale także dobrzy, doświadczeni kucharze - to najbardziej pożądane obecnie profesje na naszym rynku. Deficyt tych ostatnich, wynika m.in. z emigracji zarobkowej.

Odwrotnie ma się sytuacja z pracownikami sektora usług finansowo-księgowych. Otwarcie w naszym kraju kilku oddziałów zagranicznych koncernów spowodowało znaczny wzrost popytu na dobrych fachowców z tej branży - kończy "Rzeczpospolita".

KOMENTARZ CZYTELNIKA INTERII.PL

Mam pytanie odnośnie do artykułu. Dlaczego we wszystkich tego typu publikacjach nagminnie pomijany jest fakt skandalicznie niskich płac i wykorzystywania pracowników przez pracodawców? A cały problem sprowadzany jest do braku szkolnictwa zawodowego. Fachowców w budownictwie na naszym rynku jest cała armia,, lecz oferowane im warunki pracy są tak skandaliczne, że albo się nie podejmują pracy w danej firmie albo szybko z niej uciekają. Statystyki zarobków w budownictwie są moim zdaniem wyssane z palca.

A teraz suche fakty.

Niedaleko mnie jest budowa, na której pracują trzy żurawie wieżowe. Operatorzy tam pracujący oprócz tego, że zarabiają połowę tych pieniędzy jakie zarabiali dwa lata temu (a to bardzo trudny i odpowiedzialny zawód), to jeszcze siedzą na czarno. Żaden z nich nie ma umowy o pracę. Mają do wyboru albo będę siedzieć w domu i przymierać głodem albo z umową o pracę dostać taką stawkę, iż na życie im nie starczy. Albo zarobią na poziomie pomocnika z miotłą sprzed dwóch lat albo będą harować na czarno...

Inspekcja pracy z reguły odwiedza tylko biuro na tej budowie i nic poza tym. Skoro na tak odpowiedzialnych stanowiskach taka jest sytuacja, to mogą sobie państwo wyobrazić jak to wygląda w brygadach cieśli, zbrojarzy i murarzy u podwykonawców.

A mieszkania na tej budowie będą sprzedawane od 6400 zł za metr. Biorąc pod uwagę lokalizację to koszmarnie drogo. I kto tu zarobi krocie? Trzy lata temu ludzie na budowach zarabiali dwa razy więcej, mieli umowę o pracę a podobne mieszkania były sprzedawane w przedziale 2000 do 3000 zł za metr. Czyżbyśmy budowali sobie klasę oligarchów jak w Rosji czy Chinach? Kosztem robotników i fachowców?

Pracowałem na budowie gdzie przez ok rok na dwóch żurawiach przewinęło się ok. 20 operatorów. Wszyscy byli na czarno. Gdy któryś z nich znalazł coś lepszego to zaraz uciekał. Niecała połowa "wyleciała" za picie. "Wyleciała" w cudzysłowiu, bo taki operator jest z reguły przesuwany na inną budowę. Pijaństwo w tym zawodzie nabrało zresztą zupełnie innego wymiaru. Alkoholik jest nieoficjalnie nawet mile widziany. Powód? W normalnych czasach operatorzy-alkoholicy w porządnych firmach byli spaleni. Teraz są mile widziani bowiem nie domagają się umowy o pracę byle tylko tą pracę mieć. Zgadzają się na niższe stawk,i no i jeszcze można takiemu wlepić karę finansową za wpadkę z piciem w trakcie pracy i jeszcze bardziej obniżyć koszty jego zatrudnienia. A bezpieczeństwo ludzi pod dźwigiem? To nie ma znaczenia. Dzisiaj można być ślepym, głuchym i kulawym byle mieć uprawnienia i przyjść pracować za pół darmo.

Ja jestem operatorem różnego typu maszyn z 12-letnim doświadczeniem. Nie chciałbym krytykować całej mojej firmy bo podobno stawki zależą tam od kierownika danej kilkunastoosobowej brygady, ale miałem tam też niemiłą niespodziankę. Pilnie poszukiwali operatora na koparkę do brygady kanalizacyjnej. Od kierownika tej brygady usłyszałem że może mi dać maksymalnie 11 zł brutto na godzinę w 3-miesięcznym okresie próbnym. To daje mi ok. 8 zł na rękę. Dwa, trzy lata temu zaczynałbym z nim rozmowę od 15 zł na rękę na tym stanowisku. A po co 3-miesięczny okres próbny dla operatora z moim stażem? Bo przez trzy miesiące można wykonać już dość konkretną robotę o potem, gdy przyjdzie czas podwyżki, kopnąć takiego operatora w d...!

Te firmy, które traktują uczciwie pracowników nie mają problemu z kadrami. A ta połowa co szuka niewolników a nie pracowników niestety ma ciągłą rotację i problemy ze zdobyciem dobrych fachowców. Ale nie mogą się nauczyć i nawet próbują ściągać pracowników z Ukrainy, bo tam pensja minimalna wynosi ok 300 zł.

Cała sytuacja na rynku jest chora. Dużo niby do tej poty solidnych firm pozbyło się pracowników zostawiając tylko kadrę kierowniczą. Zamiast tego zatrudniają podwykonawców na wyżyłowanych stawkach a ci z kolei zatrudniają ok. połowę pracowników na czarno i tak koło się zamyka.

Mógłbym o tym pisać i pisać podając konkretne firmy i budowy, ale czy to kogoś w ogóle interesuje? Wy, dziennikarze, póki co nie macie tego problemu i całą sytuację próbujecie zwalić na nasze kulawe szkolnictwo. Ono jest kulawe, lecz bardziej niż fachowców na razie brakuje uczciwych wynagrodzeń i uczciwego traktowania przez dużych pracodawców.

Anonimowy Fachowiec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »