Reklama

Niemcy: Pracownicy z Europy Wschodniej dyskryminowani na rynku pracy

Co drugi pracownik z Europy Wschodniej zatrudniony w Niemczech na pełnym etacie zarabia grosze, wynika ze statystyki Federalnego Urzędu Pracy.

    Nawet na pełnym etacie osoby pochodzące z krajów Europy Wschodniej zarabiają mniej, niż wynosi ustawowa najniższa płaca w Niemczech. W grudniu 2012 na takich warunkach pracowało 53 procent Europejczyków ze wschodnich krajów UE, więcej niż co drugi. W grupie niemieckich pracowników jest to niespełna 20 procent. Według definicji urzędu pracy chodzi o zarobki które wynoszą mniej niż dwie trzecie najniższej przeciętnej pensji pracowników etatowych, czyli zobowiązanych do płacenia składek na ubezpieczenie społeczne. W Niemczech ta najniższa przeciętna pensja wynosi miesięcznie 1926 euro brutto.

   

Systematyczna dyskryminacja



     Federalny Urząd Pracy (BA) przygotował tę analizę na wniosek posłanki Bundestagu Sabiny Zimmermann, wiceprzewodniczącej klubu parlamentarnego Lewicy. Wyniki analizy są jej zdaniem jednoznaczne - pracownicy ze wschodu UE są systematycznie dyskryminowani. Zdaniem Zimmermann jest to "świadectwo ubóstwa niemieckiej polityki rynku pracy". Posłanka wskazuje na pracodawców, którzy świadomie dyskryminają imigrantów. - Badanie Niemieckich Związków Zawodowych wykazało niedawno, że jedna trzecia imigrantów opłacana po jak najniższych stawkach. Otrzymują do 40 procent mniej pieniędzy - powiedziała Zimmermann na antenie rozgłośni SWR (Sued-West Rundfunk).

Reklama

Równie ważkim problemem jest niewykorzystanie potencjału, jaki tkwi w imigrantach. Wiele dobrze wykształconych osób pracuje poniżej swoich możliwości, chociażby lekarze, którzy muszą zarabiać na życie jako taksówkarze. Problemem jest uznanie kwalifikacji zawodowych w "kompetencyjnej dżungli", jaką są Niemcy. Istnieje co prawda federalna ustawa o uznawaniu zawodów, ale kraje związkowe mają jeszcze swoje własne przepisy. W efekcie nikt nie jest w stanie połapać się w tym gąszczu przepisów.

 

 Problem uznania zawodu



    16 krajów związkowych ma na przykład własne przepisy dotyczące uznania zawodu nauczyciela, wychowawcy lub inżyniera. Jest to bardzo poważnym problemem, potwierdza Rada Ekspertów Niemieckiej Fundacji ds. Integracji i Migracji (SVR). Przewodnicząca Fundacji, Christine Langenfeld, podaje przykład niemieckiego nauczyciela, który nie jest pewny, czy także po przeprowadzceniu się z Bawarii do Hesji będzie mógł pracować w swoim zawodzie. - To samo dotyczy inżynierów, ale na szczęście nie dotyczy już wychowawców, w którym to zawodzie zmieniło się już bardzo wiele - mówi Langenfeld. W przypadku wychowawców kraje związkowe doszły do porozumienia i w całych Niemczech wcielone zostały w życie te same procedury uznawania tego zawodu. Niestety są to ciągle wyjątki.

    Kraje związkowe obiecują rychłą zmianę sytuacji, w tym jednolite regulacje dotyczące zawodów medycznych. Zanim to się jednak stanie, Niemcy są jedną wielką mozaiką. Stan ten najbardziej uderza w imigrantów. W pięciu z szesnastu krajów związkowych nie ma jeszcze żadnego przepisu, który by gwarantował imigrantom prawo do wszczęcia procedury uznania ich zawodu. W efekcie, jak skomentował "Handelsblatt": "Często zarabiają mało, chociaż są obecni w najbardziej newralgicznych dziedzinach systemu społecznego, choćby przy opiece nad osobami starszymi".

    AFP, tagesschau.de / Elżbieta Stasik, red. odp.: Bartosz Dudek, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »