Reklama

O co tyle hałasu?!

W klubach, pubach, dyskotekach, podczas imprez otwartych typu Open Air, a także na coraz bardziej popularnych tak zwanych eventach jest głośno! Czasem bardzo głośno. Pracuje tam też na co dzień i odwiedza je służbowo potężna armia ludzi.

W całej Polsce można ich liczyć w dziesiątkach tysięcy. To barmani, osoby obsługujące stoliki, ochrona, osoby związane z nagłośnieniem sali, koncertu, DJ'e, pracownicy robiący promocje etc. Wszystkie te osoby są wyeksponowane na poziom hałasu w znakomitej większości wymagający ochrony indywidualnej.

Badania wykazały, że średnie natężenie dźwięku w klubach muzycznych to 95-97 dB i dobija do nawet 110 dB na parkiecie, gdzie się tańczy. Według Dyrektywy Europejskiej, największy poziom hałasu, na jaki może być narażony pracownik w czasie ośmiogodzinnego dnia pracy, wynosi 85 decybeli (dB). Mówi też ona, że na życzenie pracownika (kto o tym wie?) przy hałasie w zakresie 80dB-85dB pracodawca musi udostępnić ochronniki pracownikowi i przeszkolić go z występującego zagrożenia.

Przy wzroście poziomu dźwięku zmniejsza się dozwolony czas, w którym można być narażonym na hałas bez ryzyka utraty słuchu. Jak długo więc zgodnie z prawem pracy można przebywać bez ochrony we wzmiankowanym wyżej hałasie 97dB? Otóż - tylko do 30 minut!

Przyjrzyjmy się kilku zawodom. W uśrednieniu natężenie dźwięku, na które pracujący są eksponowani, wygląda następująco:

  • ochrona - 96dB,
  • barmani - 92dB,
  • pracownicy obsługi - 92dB,
  • DJ - 96dB,
  • pracownicy promocji - 90dB.

Pracują po wiele godzin, a kto z nich nosi ochronniki słuchu? Idę w zakład, że żaden! Interesującym faktem jest, że Państwowa Inspekcja Pracy jakby zapomniała, że są to miejsca pracy i podlegają dokładnie takim samym rygorom, jak praca w przemyśle.

Ryzyko utraty słuchu jest związane ze stażem pracy. Już po roku obserwuje się drobne ubytki słuchu. Po 10 latach pracy większość osób, które się nie chroniły nie słyszy... jest głucha!

Pomimo tych danych panuje powszechne przekonanie, że ekspozycja na hałas w miejscach, w których spędza się czas wolny lub bawi nie zagraża słuchowi. Nic bardziej mylnego. Na dodatek świadomość zagrożenia pośród pracowników jest żadna lub bardzo niska. Poniżej typowe, nazwijmy je klasycznym, nieporozumienie co do zagrożenia hałasem:

"To mnie nie boli, więc jak może zniszczyć słuch?"

Słuch dostosowuje się do zewnętrznych warunków dźwiękowych "od ręki". Jeżeli jest to spory hałas, słuch go subiektywnie wytłumi, aby zmniejszyć dyskomfort. Może to wyglądać jak przyzwyczajenie się do warunków, ale w rzeczywistości i tak "dostajemy swoje po uszach". Coś z tym przyzwyczajeniem jest na rzeczy, bo po prostu nasz mózg przesyła mniej informacji, aby oszczędzić nam dyskomfortu, więc czujemy, że nie jest już tak głośno.

Może więc nie jest to aż tak złe dla mojego słuchu? Hmm, pomyślmy przez chwilę. Wszak narząd słuchu bombardowany jest cały czas takim samym natężeniem hałasu, chyba więc jednak aż tak dobrze nie jest.

Kiedy wchodzę np. do klubu muzycznego w czasie imprezy, przez chwilę nie słyszę własnych myśli, po chwili jednak wydaje mi się, że nie jest aż tak głośno i nawet krzycząc, da się porozmawiać, więc posiedzieć można. To duży błąd, za który uszy wystawią mi (nam) rachunek już wieczorem, kiedy wróciwszy z imprezy położę się do łóżka i zechcę zasnąć. A tu budzik - dzwoni mi w uszach. To tzw. kac akustyczny i zarazem sygnał, że hałasu było za wiele. Ważne więc, aby w ocenie natężenia hałasu kierować się swoim pierwszym wrażeniem.

Innym powodem, dla którego brak bólu nie jest najlepszym wskaźnikiem zagrożenia jest to, że nawet średnie wartości natężenia dźwięku mogą pogorszyć nasz słuch, pod warunkiem przedłużanej w czasie na niego ekspozycji.

Jeszcze gorszą wiadomością jest, że ten przedłużony czas nie musi być ciągły, wystarczy, że jest kumulatywny. Cztery razy po pół godziny w klubie z przerwą na papierosa na zewnątrz to praktycznie to samo w sensie ekspozycji na hałas, co spędzone tam dwie godziny bez przerwy. Już poziom dźwięku o natężeniu 82 dB może być szkodliwy, jeżeli bombarduje nas przez cały dzień.

Nasz słuch jest bardziej czuły niż się wielu osobom wydaje, a odpowiedzialna za to jest ewolucja, która nagradza tych, co dobrze słyszeli. Kto za naszych przodków dzięki dobremu słuchowi ocalił swoje życie (a tylko dzięki nim możemy czytać ten tekst), przekazał dalej w genach lepszą jego jakość. Główna bowiem jego funkcja to ostrzeganie przed nadciągającym niebezpieczeństwem.

Dźwięki natury są relatywnie ciche, słuch więc wyewoluował na hałas nie większy niż sporadyczny strzał pioruna czy też ryk prehistorycznej bestii i absolutnie nie jest przygotowany na moc wzmacniaczy, ustawione na maksymalną głośność odtwarzacze mp3, walenie w bębny, czy potężny dźwięk kreowany przez flet piccolo zaraz obok ucha.

"Jestem w tym hałasie tylko przez chwilę"

Spójrzmy na to od strony matematycznej. Stwierdzenie powyższe to druga strona równania o zagrożeniu, które mówi nam, że przy wzroście poziomu dźwięku zmniejsza się dozwolony czas, w którym można w nim przebywać bezpiecznie. Na przykład w hałasie 110 dB (czego egzemplifikacją może być dobrze nagłośniony koncert rockowy czy dyskoteka) możesz przebywać bez ryzyka utarty słuchu zaledwie - UWAGA! - pół minuty, napiszmy jeszcze raz wytłuszczonym drukiem: pół minuty.

A kto z nas wychodzi z koncertu po połowie minuty? Ekspozycja w takiej sytuacji liczy się w godzinach! W niektórych sytuacjach perkusja może wygenerować podobny poziom dźwięku. Mogą też wystąpić przypadkowe bardzo mocne dźwięki, takie jak zwarcia, które uszkadzają słuch w jednej chwili. Nie sądź więc pochopnie, że to, co trwa krótko, jest bezpieczne.

"Pracuję tu już od lat bez większych problemów, więc prawdopodobnie jest to bezpieczne"

Nie polegaj na takiej logice. W rzeczywistości im dłużej przebywasz nawet w umiarkowanym hałasie, tym większe jest prawdopodobieństwo, że będziesz miał problem ze słyszeniem. Wynika to z dobrze udokumentowanego faktu, że ubytek słuchu się kumuluje. Jeżeli pracujesz w hałaśliwym miejscu, a po pracy grasz z kolegami w zespole, to liczy się całodzienna dawka hałasu. Koszenie trawnika w weekend czy przejażdżki Harleyem tylko dopełniają czary, która na pewno się przeleje.

Problem w tym, że trwa to długie lata i jest niezauważalne aż do któregoś dnia, kiedy np. siedząc przy stole w głośniejszej restauracji, poczujesz, że nie do końca rozumiesz, co mówi żona siedząca naprzeciw i będzie się to coraz częściej powtarzać.

De facto ten objaw niezrozumienia słów to klasyczny przykład ubytku słuchu spowodowanego ciągłą ekspozycją na hałas. Mamy wtedy problem ze zrozumieniem głosek o wysokiej częstotliwości w naszej mowie, kiedy występuje hałas w tle. Żona pyta: "Czy ci smakuje pizza?", a ty słyszysz: "..y i .makuje pi?a?".

Jeżeli więc eksponowałeś swój słuch na duży hałas i nie odczuwasz tego efektów do dzisiaj, jesteś po prostu szczęściarzem. Ale szczerze radzę, nie wystawiaj już więcej słuchu na próbę, może właśnie to jego ostanie podrygi. Podejmuj środki zaradcze, czyli ogranicz narażenie na wysoki hałas, ogranicz czas przebywania w hałasie i - co najważniejsze - noś ochronniki słuchu!

"Wiem, że mam lekkie ubytki słuchu, więc ten hałas i tak mi już więcej nie zaszkodzi"

Nic bardziej mylnego! Chroń to, co ci pozostało i to ze zdwojonym zaangażowaniem, bo tego, co straciłeś i pewnie jeszcze stracisz, już nigdy nie odzyskasz. Medycyna do dzisiaj nie znalazła sposobu na przywrócenie utraconego słuchu. Ubytek twojego słuchu jest namacalnym dowodem na to, że nie chroniłeś się wystarczająco przed hałasem jakiś czas temu, więc jeżeli dalej eksponujesz słuch na hałas, to słuch pogorszy się jeszcze bardziej. Powtórzmy więc: podejmuj środki zaradcze, czyli ogranicz narażenie na wysoki hałas, ogranicz czas przebywania w hałasie i - co najważniejsze - noś ochronniki słuchu!

Rekomendowana ochrona

Po pierwsze i najważniejsze, jeżeli hałas przekracza 85 dB, ochronniki muszą być noszone i basta! Nawet jeżeli hałas jest niższy, to i tak z całego serca zachęcam do noszenia ochronników. Ci, którzy spróbowali, wiedzą, o ile mniej zmęczeni są po pracy. O ile rzadziej boli głowa i dzwoni w uszach.

Najlepsze są takie ochronniki słuchu, które chronią przed hałasem, ale zarazem umożliwiają słyszenie mowy, co jest niezmiernie ważne w tym środowisku pracy. Na rynku dostępne są tego typu wkładki do uszu; można je nabyć za około 20 zł.

Osoby, które ze względu na pełnione funkcje, np. ochrona, muszą komunikować się w hałasie, powinny rozważyć zakup tak zwanej inteligentnej ochrony słuchu, która tłumi hałas, ale zarazem uwydatnia słyszenie mowy. Dla DJ-ów najlepsze są tak zwane dokanałowe monitory słuchu. Tłumią hałas, a zrazem umożliwiają perfekcyjny odsłuch granej muzyki.

Ucho, jak inne organy w naszym ciele, zbyt obciążone "używkami" może ulec "zużyciu", zniszczeniu. Ucho wymaga około 16 godzin odpoczynku, aby się "zresetować", wrócić do normy. Po pracy w hałasie zrób wszystko, aby wokół ciebie było cicho!

Edukacja, edukacja, edukacja!

Poziom świadomości konieczności ochrony nie jest w Polsce wysoki. Znajomość dostępnych rozwiązań ochronnych jest znikoma ze względu chociażby na nikłą penetrację tego segmentu rynku przez producentów. Publikacje na ten temat, w prasie fachowej czy popularnej, można liczyć na palcach jednej ręki.

Potrzebna jest więc skomasowana edukacja i promocja ochrony ze strony PIP, Sanepid, CIOP-PIB, producentów ochronników i osób ze statusem tak zwanego celebryty.

Skuteczna ochrona słuchu zaczyna się wtedy, gdy dobrze słyszymy!

Jacek Biedroń

dyrektor do spraw ochrony słuchu w koncernie Howard Leight by Sperian, od ponad 7 lat zajmuje się ochroną przed hałasem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »