Reklama

Praca: Ruszają zbiory borówki amerykańskiej

Ruszają zbiory najwcześniejszej odmiany borówki amerykańskiej w Polsce. Pierwsze w lipcu, późniejsze trwają nawet do października. Tysiące pracowników z Ukrainy i Białorusi przyjeżdżają na te zbiory gdzie zostaną poddani testowi na COVID-19. Koszty badań pokrywa Skarb Państwa.

Nawet dwa tysiące osób z zagranicy - głównie z Ukrainy i Białorusi, którzy przyjeżdżają do pracy sezonowej przy zbiorze borówki amerykańskiej w Podlaskiem, będzie przebadanych na koronawirusa w ramach prowadzonej akcji z udziałem sanepidu, wojsk obrony terytorialnej, urzędu wojewódzkiego i KRUS.

Reklama

To pracownicy dużego gospodarstwa w Białousach. W środę takim badaniom jest poddawanych kilkaset osób. Wymazy do badań pobierają żołnierze 1. Podlaskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Akcja trwa od kilku dni - poinformowano w środę na konferencji prasowej w gospodarstwie w Białousach. Wszystko ma służyć zapewnieniu bezpieczeństwa sanitarnego i sprawnemu przeprowadzeniu zbiorów borówki.

Właściciel plantacji Jerzy Wilczewski poinformował, że pracownicy sezonowi pracują przy zbiorze borówki amerykańskiej na obszarze ok. 600 ha. To jedna z największych takich plantacji w Europie. Pracownicy zbierają owoce z ok. 2,5 mln krzewów borówki. Owoce trafiają na wiele rynków zagranicznych.

Obecnie przy zbiorze borówki na plantacji w Białousach pracuje ok. 900 osób. Mieszkają w przygotowanych dla nich mieszkaniach w blokach, na plantacje są przywożeni dwoma autobusami. Poszczególne grupy pracowników nie kontaktują się ze sobą, po każdym przewozie grupy osób, autobus - zgodnie z przepisami i wytycznymi - jest dezynfekowany. Maseczek ochronnych używają jedynie szefowie grup (brygad), pracownicy nie, w terenie, w trakcie pracy zachowywany jest wymagany dystans społeczny - poinformował Jerzy Wilczewski.

Wojewoda podlaski Bohdan Paszkowski powiedział, że zezwolenie na pracę w tym gospodarstwie ma około dwóch tysięcy osób z zagranicy, głównie z Ukrainy, ale też z Białorusi.

"Biorąc po uwagę konieczność pomocy w rolnictwie (..) dokonane zostały na szczeblu centralnym ustalenia dotyczące procesu zapewnienia bezpieczeństwa sanitarnego właśnie w takich gospodarstwach. Są w tym zakresie określone zasady przyjęte przez ministra zdrowia, ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz Głównego Inspektora Sanitarnego" - mówił wojewoda. Wyjaśnił, że według tych wytycznych, osoby, które przyjechały z zagranicy mogą jednocześnie odbywać 14-dniową kwarantannę, pracując w gospodarstwie i poruszając się tylko po jego terenie. Są po przyjeździe do gospodarstwa badane na koronawirusa. Koszty tych testów pokrywa Skarb Państwa.

Testy pracownikom w Białousach, na miejscu, w gospodarstwie, pobierają żołnierze 1. Podlaskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Badania są przeprowadzane w czterech lokalizacjach w tym gospodarstwie. Dowódca 1 PBOT płk Sławomir Kocanowski poinformował, ze terytorialsi pobrali dotąd na tej plantacji ok. 450 wymazów do badań, w środę będzie wykonanych kolejnych 250.

Zastępca Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Białymstoku Paweł Buczko dodał, że chodzi o to, by wyniki badań były szybko i w jednym czasie. Testy są wożone do laboratorium w Warszawie. Dodał, że gdyby okazało się, że ktoś z pracowników jest chory na COVID19, na miejscu, w gospodarstwie jest przygotowane izolatorium.

Wojewoda Bohdan Paszkowski dodał, ze dotąd nie potwierdzono koronawirusa u żadnego z pracowników sezonowych plantacji. "Mam nadzieję, że ta sytuacja sanitarna będzie się utrzymywała" - dodał.

Właściciel plantacji Jerzy Wilczewski mówił, że obawiał się, jak będzie wyglądała sytuacja gospodarstwa w związku z pandemią koronawirusa. Były obawy, czy pracownicy sezonowi przyjadą do pracy. Mówił, że wiele osób regularnie przyjeżdża tu pracować, od kilkunastu lat. Wyraził zadowolenie, że osoby te chcą pracować. Mówi, że do pracy przy zbiorze owoców przyjeżdżają z Ukrainy osoby wielu zawodów, wymieniał np. lekarzy, pielęgniarki, nauczycieli, którzy przyjeżdżają do Polski dodatkowo zarobić.

- Chcemy by konsumenci, zwłaszcza młodzież, wiedzieli, że borówka jest uprawiana w Polsce, jest ona hitem naszego eksportu, bo ma wyjątkowe walory smakowe. W Polsce mamy bardzo dobry klimat do uprawy owoców jagodowych - mówi na początku lipca Witold Boguta, prezes zarządu Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw.

Popularność borówki systematycznie rośnie. W sezonie 2019 już 71 proc, Polaków jadło borówkę, to siedem osób na dziesięć. Danych dostarczył, podsumowujący sezon, sondaż Kantar realizowany w ramach "Narodowych badań konsumpcji warzyw i owoców".  Borówka amerykańska, to właściwie borówka wysoka, bo tak brzmi jej poprawna nazwa, pochodzi z USA i Kanady. Na polski grunt przeszczepiono ją dopiero II wojnie światowej, ale nie była wtedy zbyt popularna.

Próbne uprawy nie udawały się. Jednak w wyniku starań hodowców i botaników, powstały nowe odmiany borówki amerykańskiej, które są bardziej odporne na choroby i świetnie sprawdzają się w naszych warunkach klimatycznych. Najwcześniejsze odmiany borówki zaczynają owocowanie już w lipcu, najpóźniejsze - dopiero w październiku.

Powierzchnia tej uprawy w naszym kraju wynosi ok 5,5 tys. hektarów. Większość z tego trafia na eksport. Nasz kraj jest drugim, po Hiszpanii, producentem borówki w Unii Europejskiej. Ceny borówki amerykańskiej na rynkach hurtowych w połowie lipca br. wynosiły, na Lubelskim rynku hurtowym Elizówka kilogram borówki kosztował 34-42 zł, na rynku w Broniszach trzeba było zapłacić 50-55 zł/kg.







Dowiedz się więcej na temat: praca | praca sezonowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »