Reklama

Praca znajdzie cię nawet w mazowieckiej głuszy

Na rynku pracy po pandemii szykuje się największa rewolucja od dwóch stuleci. Już dziś globalne firmy wprowadzają strategie zatrudnienia polegające na tym, że szukają na całym świecie ludzi, którzy świadczą pracę wyłącznie zdalnie. Do tego modelu "wirtualnej mobilności" należy przyszłość - wynika z raportu firmy doradczej Boston Consulting Group.

Masz dość swojego biura w Mordorze? A równocześnie pandemia spowodowała, że nie za bardzo widzisz szansę, by ruszyć za chlebem w świat? Nic straconego. Jeszcze trochę, a będziesz mógł znaleźć pracę w San Francisco, Kandzie, Singapurze, Australii - gdzie tylko zechcesz. I wcale nie będziesz musiał ruszać się z domu i zdejmować papuci. Nie będziesz nawet musiał kłaść się spać o świcie lub jeść śniadania razem ze słowikami albo skowronkami. Czeka nas cywilizacyjna zmiana na rynku pracy. Dla polskich pracodawców może być ona wielkim wyzwaniem.  

Od blisko dwóch stuleci Irlandczycy, Włosi, Żydzi, Polacy - cała europejska biedota marzyła o jednym - żeby przez małe okienko w dusznej kajucie pod trzecim pokładem zobaczyć Statuę Wolności. Już za parę godzin miał się zacząć amerykański sen. Z czasem Ameryka coraz mniej chętnie przyjmowała biedotę i coraz mniej jej obiecywała, ale jeszcze do pandemii pozostawała marzeniem ludzi o wysokich kwalifikacjach. Jeszcze 30 lat temu każdy biały kołnierzyk, czy mieszkał w Brazylii, Południowej Afryce, czy nawet w Wielkiej Brytanii, marzył by robić karierę w USA. Zwłaszcza w Nowym Jorku.

Reklama

Gdzie chcemy pracować?

Analitycy BCG Orsolya Kovács-Ondrejkovic, Rainer Strack, Jens Baier, Pierre Antebi, Kate Kavanagh i Ana López Gobernado przeprowadzili jesienią 2020 roku w 190 krajach badania mające pokazać, gdzie najbardziej ludzie chcieliby pracować. Wzięło w nich udział 209 tys. uczestników. Największą grupę stanowili wykształceni na poziomie licencjatu i ludzie w wielu 25-35 lat. To trzecie takie badania BCG. Wcześniejsze zostały zrealizowane w 2014 i w 2018 roku. 

Okazuje się, że ludzie na całym świecie w czasie pandemii są znacznie mniej skłonni wyjeżdżać za chlebem za granicę. W badaniu z 2014 roku niemal dwie trzecie respondentów (63,8 proc) odpowiedziało, że pracowało za granicą lub chciałoby w innym kraju pracować. W tegorocznym badaniu odsetek ten ledwo przekroczył połowę badanych i wyniósł 50,4 proc.   

Chęć do wyjazdu za granicę nie zmniejszyła się tylko w niektórych krajach - na Bliskim Wschodzi i w Afryce. Ale powody są tu oczywiste. W niektórych krajach, jak w Brazylii, we Włoszech i w Szwecji skłonność ta nawet wzrosła. Powodem tego jest ocena przez respondentów reakcji rządów tych państw na pandemię. W Polsce chęć wyjazdu za granicę spadła z 48 proc. w badaniu z 2018 roku do 40 proc. obecnie.

Na spadek skłonności do wyjazdu za chlebem największy wpływ miały pandemiczne restrykcje w podróżowaniu. Do szukania pracy poza własnym krajem zniechęca gwałtowny wzrost nacjonalizmu w wielu miejscach na świecie - stwierdza raport.

Winna pandemia

Prawdopodobnie po raz pierwszy w całej swojej historii USA przestały być największym marzeniem imigrantów. Jeśli już mieliby się ruszyć z domu, to wybraliby Kanadę. Amerykański sen przestał się wielu ludziom śnić z powodu reakcji rządu na pandemię, nacjonalistycznej polityki oraz narastających niepokojów społecznych. USA spadły na drugie miejsce w rankingu wyprzedzone przez Kanadą i z taką samą liczbą wskazań jak Australia.

W tegorocznym badaniu przebieg pandemii, zarządzanie nią i spowodowane straty rozdały karty. Respondenci badania BCG mówili wprost, że Kanada i Australia znacznie lepiej zarządzały pandemią. Są również postrzegane jako mające lepsze systemy społeczne i jako bardziej otwarte kulturowo niż USA.

"Dbają o swoich ludzi" - powiedziała analitykom BCG Sudha Lakshmi, 48-letnia menedżerka ubezpieczeń zdrowotnych z Indii. Kanadę jako dobre miejsce do życia wskazywali najczęściej ludzie z tytułem magistra lub doktora, osoby mające wysokie umiejętności cyfrowe lub inną wiedzę specjalistyczną, oraz osoby poniżej 30. roku życia.

Europejczycy najchętniej pracowaliby w Niemczech, które jednak w światowym rankingu spadły z drugiej na czwartą pozycję. Wielka Brytania, która jeszcze w 2014 roku, gdy nie było mowy o brexicie, była za USA drugim rajem na świecie, w tym roku znalazła się już na piątym miejscu. Z pierwszej dziesiątki wypadły Hiszpania, Włochy i Szwecja z powodu dramatycznego rozwoju pandemii w tych krajach. Z tego samego powodu z 7. na 9. pozycję spadła Francja. W pierwszej dziesiątce znalazły się natomiast kraje postrzegane przez respondentów jako dobrze radzące sobie z pandemią - Singapur i Nowa Zelandia. Japonia wskoczyła z tych samych powodów z 10. na 7. miejsce.

Bardzo duży sukces - w oczach respondentów - odniosła Korea Południowa. W tegorocznym badaniu znalazła się na 12. miejscu, gdy 2018 roku była 24, a w 2014 roku - 37. Przykład Korei - zdaniem autorów - najlepiej ilustruje znaczenie, jakie ludzie wskutek pandemii przywiązują do oceny jakości zarządzania kryzysem oraz dbałości państwa o zdrowie publiczne.  

Najchętniej wybieramy Londyn

W których metropoliach ludzie chcieliby najbardziej mieszkać? Choć Wielka Brytania po brexicie znacznie straciła na atrakcyjności, to wciąż na pierwszym miejscu wśród metropolii znajduje się Londyn. Na miejsce do mieszkania wybrałoby stolicę Anglii aż 18 proc. respondentów. Na drugim miejscu znalazł się Amsterdam ze wskazaniami 15 proc., a na czwartym - Berlin.

Blask Statuy Wolności wyraźnie przygasł. Na Nowy Jork wskazało 10 proc. badanych, lecz to o 6 punktów proc. mniej niż w poprzednim badaniu. Na atrakcyjności zyskały takie miasta jak Dubaj (14 proc.) i Abu Zabi (11 proc.) oraz Tokio i Singapur. Choć kraje Europy straciły na atrakcyjności, w pierwszej trzydziestce połowa najbardziej atrakcyjnych miast jest w Europie. Wskoczyły do niej też np. Seul i Pekin. 

Analitycy BCG uważają, że niższa skłonność do szukania pracy poza swoim miejsce zamieszkania stanowić będzie wyzwanie dla firm i korporacji, które łowiły talenty w sieci zarzucane w całej globalnej gospodarce. Ale powstały też zupełnie nowe możliwości, jakie stworzyła praca zdalna. Niektórzy respondenci odpowiadali, że mieli propozycję zatrudnienia od zagranicznego pracodawcy bez konieczności pojawiania się w biurze.      

BCG przewiduje, że prawdopodobnie powstanie i rozpowszechni się zupełnie nowy model "wirtualnej mobilności", gdyż respondenci badania też wyrażają nim zainteresowanie. 56,9 proc. z nich (a więc więcej niż skłonnych przenieść się fizycznie) byłoby gotowych mieszkać w kraju pochodzenia i pracować zdalnie dla firmy z zagranicy. Około jedna czwarta respondentów twierdzi, że musieliby się nad tym głębiej zastanowić, a bardzo niewielu całkiem odrzuca taki pomysł.

Amerykański sen 2.0

I tu okazuje się, że amerykański sen ma znowu siłę przyciągania, choć w wirtualnej firmie. W takim modelu pracy największy odsetek, bo jedna czwarta pytanych, byłaby skłonna zatrudnić się u pracodawcy z USA. Wśród respondentów z Polski aż 71 proc. zainteresowanych byłoby zdalną praca dla zagranicznego pracodawcy. Jest to dziesiąty najwyższy odsetek na świecie. 

Co więcej, globalne korporacje już zaczęły się z takimi możliwościami mierzyć, a niektóre opracowały nawet takie strategie zatrudniania. Zajmująca się integracją oprogramowania firma GitLab zatrudnia zdalnie 1300 pracowników w 65 krajach i w żadnym z nich nie ma biura. Dla firmy Automattic (twórcy oprogramowania stron internetowych WordPress) pracuje 1200 osób w 70 krajach.

Do pokonania jest oczywiście kilka przeszkód. Należą do nich różne w różnych krajach prawo pracy, przepisy podatkowe, standardy ochrony danych osobowych. Adaptacja kulturowa nie ma wprawdzie takiego wymiaru, jak w przypadku fizycznej przeprowadzki z Płońska na Bronx, jednak trzeba dopasować się do kultury firmy.

Jak to zrobić wirtualnie? Firmy takie jak GitLab czy Automattic uwzględniają to już w swoich strategiach. Próbują też zmierzyć się z problemem, jakim są różnice stref czasowych tworząc np. rodzaj "dziennika" online, do którego zagląda każdy członek zespołu, gdy on przejmuje pałeczkę, a inni już idą spać.   

Każda firma z Nowego Jorku lub Los Angeles zatrudniająca pracownika z Meksyku zdaje sobie sprawę z tego, iż ma on inne, czyli niższe, koszty utrzymania. Ale czy w związku z tym można płacić mu mniej niż komuś, kto pracuje na miejscu i na tym samym stanowisku? To prawdopodobnie najtrudniejsza kwestia. Automattic płaci na tym samym stanowisku wszystkim tyle samo, bez względu na to, gdzie mieszkają. Ale inni potentaci z San Francisco lub Doliny Krzemowej deklarują, że byliby skłonni płacić nawet o połowę mniej.

"Gra o talenty" przenosi się z realnej do wirtualnej przestrzeni, podobnie jak spora część rynku pracy. Raport BCG nazywa ten proces "wirtualną mobilnością". Wyraźnie widać też, że większą siłę będą w nim miały globalne korporacje niż lokalne przedsiębiorstwa.

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »