Reklama

Pracownicy kradną, pracodawcy tracą miliardy

Pracownicy, okradający firmę, muszą się w Niemczech liczyć z rozwiązaniem umowy bez wypowiedzenia nawet, jeśli przywłaszczyli sobie tylko tak drobne przedmioty, jak długopis czy notatnik.

Jeden z pracowników kontraktowych zatrudnionych u Daimlera regularnie wynosił z zakładu odbiorniki GPS. Jego żona stała na czatach. Według prokuratury 29-letni mechatronik ukradł ponad 2500 urządzeń nawigacyjnych o wartości ok. 1,5 mln euro, by następnie sprzedać je przez internet.

Reklama

W piątek, 23 stycznia sprawa ma się dalej toczyć przed Sądem Krajowym Badenii-Wirtembergii.

Straty idą w miliardy euro

- Kradzieże na tak szeroką skalę zdarzają się raczej rzadko - uważa Frank Marzluf z firmy doradczej Deloitte. Typowym sprawcą jest według niego cieszący się względnym zaufaniem pracodawcy wieloletni pracownik, który dobrze zna słabości swojej firmy.

Według Marzlufa nieprawidłowości mają miejsce w prawie wszystkich firmach. - Do oszustw, kradzieży i defraudacji dochodzi w 50-70 procent firm - uważa ekspert. Firma doradcza KPMG ocenia, że w ciągu ostatnich dwóch lat niemieckie firmy zatrudniające powyżej 50 pracowników poniosły wskutek kradzieży i sprzeniewierzenia straty rzędu 7 mld euro.

Jaki pan taki kram?

- Wszystko, co można sprzedać osobie prywatnej, jest atrakcyjne - twierdzi Stefan Heissner, ekspert z międzynarodowej firmy doradczej Ernst & Young. W jego przekonaniu szczególnie poszkodowany jest handel. Pracownicy kradną zwłaszcza artykuły elektroniczne, choć również odzież. Całkowite udaremnienie kradzieży jest według niego niemożliwe.

Źródeł kradzieży w firmach ekspert dopatruje się zarówno w czynnikach systemowych, jak niskich płacach, a także w kulturze przedsiębiorstwa. Jeżeli szef z nonszalancją podchodzi do przepisów prawa, pracownicy też będą mieli trudności z rozróżnianiem, co moje a co twoje, uważa Heissner. Kontrolowanie kieszeni i toreb nie jest jego zdaniem dobrym sposobem na zdobywanie lojalności pracowników.

- W Niemczech nawet najdrobniejsze kradzieże mogą teoretycznie doprowadzić do rozwiązania umowy bez wypowiedzenia - mówi Verena Braeckeler-Kogel z kancelarii Simmons & Simmons. W praktyce przeważnie dokładnie się rozważa każdą taką sprawę.

- Kradzież przedmiotu o wartości 5 euro przez osobę pracującą w danej firmie od niespełna roku, może być wystarczającym powodem do rozwiązania z nią umowy o pracę - twierdzi. W innym przypadku, za przywłaszczenie sobie 500 euro pracodawca może udzielić nagany pracownikowi, który jest zatrudniony w firmie od 25 lat, nigdy negatywnie nie podpadł i liczy ponad 50 lat. Nie ma też obowiązku złożenia doniesienia o przestępstwie.

Natomiast tak spektakularne przypadki kradzieży, jak u Daimlera, mogą mieć swój finał w sądzie. Rzecznik Daimlera oświadczył jednak, że firma również w przyszłości nie zamierza zwiększać kontroli pracowników.

dpa / Iwona D. Metzner, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »