Reklama

Prasa: Szef niemieckiego MSW szantażuje Komisję Europejską

Europa boi się dalszego napływu Rumunów i Bułgarów, posądzając ich o "turystykę socjalną". To główny temat piątkowych (6.12.13) komentarzy niemieckiej prasy.

"Koelner Stadt-Anzeiger" pisze: "Jeżeli Bułgaria i Rumunia nie mają euro, to ich mieszkańcy pofatygują się po nie tutaj. Nikt nie może im tego mieć za złe. Można robić jak minister Friedrich albo premier Cameron: utrudniać im warunki przyjazdu, ale powstrzymać ich się nie da. Można traktować to jak »turystykę socjalną«, albo zadać pytanie, czy Europa nie jest już tak bardzo z sobą spleciona, że potrzebny byłby europejski transfer socjalny". 

"Volksstimme" z Magdeburga zaznacza, że "Rumunia i Bułgaria nie mają na razie co liczyć na wejście do obszaru Schengen, co nie służy akurat europejskiej integracji. Ale jeżeli otwarcie granic kryje w sobie niebezpieczeństwo dla innych krajów członkowskich, lepiej jest z tego zrezygnować. Nikt nie może przecież stawiać żądania włączenia go do obszaru Schengen, trzeba sobie na to zasłużyć. Inaczej jest w odniesieniu do swobody podejmowania pracy. Ta została zagwarantowana tym obydwu państwom i wejdzie w życie z początkiem przyszłego roku. Ilu Bułgarów i Rumunów z niej faktycznie skorzysta, tego jeszcze nie wiadomo. Ale to nie powstrzymuje brytyjskiego premiera Camerona przed tym, aby teraz już rozgrzewać nastroje przeciwko fikcyjnemu napływowi mas. London myśli o restrykcjach przeciwko tym niepożądanym Europejczykom z Bałkanów, jednocześnie poddając w wątpliwość wszystkie unijne swobody. To nie rozwiązuje problemów, tylko stwarza nowe konflikty". 

Reklama

"Ministrowi Friedrichowi powinno dać do myślenia, że tylko premier Cameron podchwycił jego ideę i jeszcze ją nawet trochę »podkręcił«" - pisze "Mittelbayerische Zeitung". "Brytyjski premier domagając się ograniczenia swobód zamierza się siekierą na jedno z najcenniejszych, podstawowych praw UE. Ale ono nie podlega negocjacji. Kto ciągnie korzyści ze swobody przepływu towarów i usług na wewnątrzeuropejskim rynku, ten musi pogodzić się z tym, że z tych swobód korzystają także obywatele. 

"Frankfurter Rundschau" uważa, że "Niemiecki minister spraw wewnętrznych szantażuje Komisję Europejską. Jeżeli nie postaracie się o to, żeby Rumuni i Bułgarzy zostali tam, gdzie powinni, my uregulujemy to na swój sposób. Niemcy, Wielka Brytania, Holandia i Austria byłyby szczęśliwe, gdyby w centrum Europy była możliwość stworzenia twierdzy odgradzającej ją od rzekomego napływu biedy z obrzeży Europy. Przy czym, jak udowadniają naukowe analizy, nie ma w ogóle miejsca żaden, opisywany przez ministra Friedricha zmasowany napływ Rumunów i Bułgarów, którzy chcą wykorzystywać nasz system socjalny. Friedrich i premier Wielkiej Brytanii David Cameron chcą ukarać tych biedaków koczujących pod niemieckimi mostami czy w brytyjskich stacjach metra, by odstraszyć innych. Cenne dobro, jakim jest europejska solidarność, której wyrazem jest także swoboda przemieszczania się i osiedlania, jest coraz mizerniejsza". 

"Nuernberger Nachrichten" twierdzi, że "Minister Friedrich apeluje do pierwotnego instynktu strachu przed obcymi. Są to przeżytki z czasów kamienia łupanego, które wtedy w ludziach powstały, i dlatego tak łatwo do nich dotrzeć. Postępowanie Friedricha może przysporzyć mu nawet głosów w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ale odruchy z prehistorycznych czasów dziś na nic się zdają Niemcom, a wręcz im szkodzą: kompleksowy świat potrzebuje bardziej zróżnicowanej argumentacji. Zasłużyli na nią sami ludzie, o których chodzi. Wszystko inne jest politycznie nie na miejscu".

Małgorzata Matzke, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »