Emil Dembiński, prezes Volvo Car Poland: Spokój wróci na rynek najwcześniej w 2023 r.

Wojna na Ukrainie i pandemiczne lockdowny w Azji to dwa zjawiska hamujące produkcję, które się na siebie nakładają. Ale świat nie znosi próżni. W końcu te problemy zostaną pokonane i produkcja wróci do normy. Oby tylko sytuacja geopolityczna się uspokoiła. Po pierwsze - życzę Ukrainie wolnego i spokojnego kraju. Po drugie - stabilna sytuacja sprzyja biznesowi - mówi Interii prezes Volvo Car Poland Emil Dembiński.

Bartosz Bednarz, Interia: Jaki to będzie rok dla producentów aut?

Emil Dembiński, prezes Volvo Car Poland: Już teraz widać, że problemy z dostępnością półprzewodników się nie skończyły. A w związku z wojną na Ukrainie wiele komponentów i materiałów podrożeje. Spodziewam się, że nadal popyt będzie wyższy niż podaż, ponieważ moce produkcyjne wielu producentów pozostaną w tym roku osłabione.

Volvo Cars nie będzie dostarczać żadnych nowych samochodów na rynek rosyjski, do odwołania - podała spółka 28 lutego 2022 roku, kilka dni po inwazji Rosji na Ukrainę. Jak zmienia to plany firmy na ten rok? Z wcześniejszych prognoz wynikało, że Volvo liczyło na poprawę wyniku w 2022 r.

Reklama

- W związku z agresją Rosji na Ukrainę wykonaliśmy pewne korekty. Volvo Cars zapowiada niewielką poprawę zeszłorocznego wyniku. W Polsce skupiamy się na osiągnięciu wyniku zeszłorocznego - który był rekordowy.

Lockdowny w przemysłowych regionach Chin ze względu na wzrost zakażeń Covid-19 przełoży się na produkcję w tym roku?

- W Europie tego nie czujemy, ale w Azji koronawirus nadal jest poważnym problemem. Ogromne chińskie metropolie, które są produkcyjnymi hubami, są częściowo pozamykane. Europejska część produkcji cierpi głównie z uwagi na brak niektórych półprzewodników. Wszystko wskazuje na to, że 2022 rok to nie będzie rok odbicia sprzedaży.

W Polsce zakładacie jednak wzrost sprzedaży o 9 proc. rok do roku. Z czego wynika ta dynamika?

- Nasze modele Volvo XC60 i XC40 to prawdziwe bestsellery. Widzimy niesłabnące zainteresowanie klientów tymi autami. Mamy też rekordowo wysoki poziom zamówień, który będziemy realizować. Volvo w Polsce od lat realizuje politykę konsekwentnego, organicznego wzrostu. To jest kolejny rok realizacji tego planu.

- Rynek premium jest w uprzywilejowanej pozycji, bo jest bardziej odporny na kryzysy i zawirowania rynku. Podczas pandemii segment premium stracił mniej, niż rynek masowy. Byliśmy beneficjentami tego trendu. Z jednej strony mamy inflację, ale z drugiej - wciąż wzrost gospodarczy. Dopóki gospodarka rośnie, nie boimy się o naszą przyszłość.

Widać spadek popytu na leasing ze względu na rosnące stopy proc.?

- Wyniki dzisiejszych zmian będzie widać za 6 miesięcy i więcej. W Polsce rynek jest mierzony według rejestracji. Dlatego poziom obecnych rejestracji odzwierciedla poziom zamówień sprzed kilku miesięcy. Myślę, że segment premium nie ucierpi mocno na skutek tych zmian. 

Inflacja producencka sięgnęła blisko 16 proc. Jak to się przekłada na ceny pojazdów?

- Nasze ceny rosną wolniej od inflacji. Cały czas chcemy być konkurencyjni wobec innych graczy segmentu premium. Na ceny wpływają też różnice kursowe oraz fakt, że samochody na przestrzeni lat są lepiej wyposażone i mają więcej rozmaitych technologii.

Ile trzeba czekać na nowy samochód?

- Czas oczekiwania na nasze trzy modele, które stanowią trzon naszej sprzedaży wynosi najczęściej około 6 miesięcy. Mowa o XC60, XC40 i XC90. Są modele, których limit na ten rok już się wyczerpał - np. V90. Przez kilka miesięcy tempo produkcji było niższe niż tempo przyjmowania nowych zamówień. To głównie kwestia niedoboru półprzewodników. Ta sytuacja zacznie wracać do normy, ale wciąż nie wiemy kiedy.  Spodziewaliśmy się, że sytuacja zacznie wracać do normy w trzecim i czwartym kwartale. Jednak pełne uspokojenie rynku nastąpi najwcześniej w 2023 roku.

Wrócę jeszcze raz do Chin i tamtejszych lockdownów. Nie opóźnia się przez to powrót do "normalności"?

- Wojna na Ukrainie i pandemiczne lockdowny w Azji to dwa zjawiska hamujące produkcję, które się na siebie nakładają. Ale świat nie znosi próżni. W końcu te problemy zostaną pokonane i produkcja wróci do normy. Oby tylko sytuacja geopolityczna się uspokoiła. Po pierwsze - życzę Ukrainie wolnego i spokojnego kraju. Po drugie - stabilna sytuacja sprzyja biznesowi.  

Jak patrzycie na dynamikę wzrostu cen w 2022 r., to które surowce (i ich ceny) są dla was kluczowe?

- Te dane są niejawne. Jednak na podsumowaniu finansowym roku, nasza firma zadeklarowała, że mimo wzrostu cen materiałów marża Volvo Cars przekroczyła 7 proc. Na skutek niedoboru aut znacząco spadł poziom rabatowania.

Co dla branży oznacza wzrost cen uprawnień do emisji CO2? Obecnie obserwowany spadek cen - wynika z prognoz - jest chwilowy.

- Volvo Cars jest w niezwykle korzystnej sytuacji. Ponad 45 proc. europejskiej sprzedaży stanowią modele PHEV i BEV. Nasze fabryki są zasilane z OZE. Pracujemy nad wytapianiem stali bez użycia węgla. Od 2018 roku realizujemy politykę dążenia do ograniczenia emisji CO2 nie tylko przez auta, ale na wszystkich polach nasze działalności produkcyjnej i logistycznej.

Jak pandemia i porwane łańcuchy dostaw wpływają na plany Volvo, by do 2025 i 2030 r. osiągną udział w sprzedaży samochodów elektrycznych odpowiednio na poziomie 50 i 100 proc.?

- Jak dotąd podtrzymujemy wszystkie dotychczasowe deklaracje. 

Jak wygląda strategia utylizacji baterii? 

- Volvo Cars dąży do pracy w pełnym obiegu zamkniętym. Przewidujemy recykling baterii, wymienianych na gwarancji podzespołów, odzyskiwanie tworzyw sztucznych, etc. To nie tylko ekologia, ale i ekonomia. To się po prostu opłaca.

Przejście na produkcję samochodów elektrycznych wpłynie na rentowność biznesu?

- Zmieni się struktura przychodów. Mniej będziemy zarabiać na serwisie - bo auta elektryczne wymagają mniej wymian części mechanicznych, ale za to więcej na modelu subskrypcyjnym oraz na sprzedaży używanych aut pozostawianych w salonie w rozliczeniu.

Dlaczego udział w sprzedaży samochodów elektrycznych w Polsce jest niższy niż w innych krajach?

- W Polsce nadal nie ma mechanizmów, które sprawiałyby, że opłaca się mieć samochód bezemisyjny lub niskoemisyjny. Jednak jesteśmy wpięci do europejskiego systemu prawnego. Każde auto sprzedawane w Polsce liczy się producentom do koszyka emisji CO2. Na przestrzeni lat oferowane będą tylko samochody BEV i PHEV, ponieważ nikt nie będzie konstruował modeli tylko na polski rynek. Inna rzecz, że napędy elektryczne i zelektryfikowane bardzo zyskują przy bliższym poznaniu. Są ciche, doskonale sprawdzają się w mieście, można je ekologiczne ładować nawet w Polsce - choćby z pomocą paneli fotowoltaicznych.

Pytania zadał Bartosz Bednarz

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Volvo | samochody | rynek samochodowy | rynek motoryzacyjny
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »