Podwyżki cen biletów kolejowych. "Polska polityka transportowa idzie pod prąd tendencji w UE"

- Krajowe podróże autem, a nawet samolotem, stają się tańsze niż przejazdy koleją. W wielu krajach UE budżety wspierają komunikacje zbiorową, a my idziemy pod prąd - ocenia Adrian Furgalski, szef Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

  • PKP Intercity podniosły ceny biletów na przejazdy pociągami Twoich Linii Kolejowych (TLK), Express InterCity (EIC) oraz Express InterCity Premium (EIP). Zdrożały odpowiednio o 11,8, 17,4 i 17,8 proc. 
  • Rząd nie decyduje się na zmniejszenie VAT-u na prąd używany przez kolej oraz opłat za dostęp do infrastruktury
  • Przejazdy drogowe i loty krajowe stają się bardziej atrakcyjne od kolei
  • Państwa UE wspierają transport zbiorowy, nie żałując dopłat do biletów
  • Kolejowa część projektu CPK opiera się na "nierealnych założeniach" - twierdzi Adrian Furgalski. 

Reklama

Rząd: Podwyżki mogły być jeszcze większe

- Podczas sejmowej debaty na temat podwyżek cen biletów w PKP Intercity wiele mówiono o wysokich cenach energii i o Putinie. Padł jeden konkret - że podwyżki byłyby jeszcze większe (nawet o 50 proc.), gdyby nie dopłata prawie 600 mln zł z rezerwy premiera. Przedstawiciele rządu nie powiedzieli nic o przewozach samorządowych ani o przewozach towarowych, które też przecież korzystają z energii trakcyjnej. Polska razem z innymi krajami wywalczyła unijną zgodę na stawkę 0 proc. VAT na bilety pasażerskie, ale rząd nieprawidłowo złożył stosowny wniosek, dlatego został on odrzucony przez Brukselę - mówi Adrian Furgalski. 

Rozmówca Interii Biznes wskazuje, jakie rozwiązania mógłby zastosować rząd, aby złagodzić wpływ wzrostu cen energii na przewoźników kolejowych, a w efekcie także pasażerów. 

- Można jeszcze obniżyć VAT i podatek akcyzowy na energię trakcyjną do unijnych minimów, można obniżyć stawki dostępu do infrastruktury kolejowej, które są najwyższe w Europie gdy stawki za przewozy drogowe są jednymi z najniższych w UE. Efekt jest taki, że np. trasę Poznań-Warszawa bardziej opłaca się pokonać samochodem i to przy jednym podróżnym, a co dopiero przy pełnym aucie. Oczywiście można miesiąc przed podróżą wstać w środku nocy i polować na tańsze bilety, ale na pewno nie na tym powinien polegać zrównoważony rozwój transportu w naszym kraju - przekonuje.

Samochód i samolot tańsze od kolei

Szef Zespołu Doradców Gospodarczych TOR zauważa, że na wzrost cen biletów kolejowych zareagowali już przewoźnicy autobusowi i lotniczy. 

- Dochodzi do paradoksu - podróż ze Szczecina do Krakowa staje się tańsza, gdy wybieramy samolot. Oczywiście nikt nie podstawi nagle 100-200 samolotów na tej trasie, ale już jest odpowiedź LOT-u - ceny rejsów krajowych w jedną stronę bez bagażu zaczynają się już od 99 zł. Nowe połączenia otwierają też przewoźnicy autobusowi. IC odpowie, że przecież wprowadzono ulgi na przejazdy rodzinne lub grupowe 2-6 osób, kłopot w tym, że im bliżej daty wyjazdu, tym tych ulg jest mniej, a są terminy - ferie, wakacje, długie weekendy - gdy ulgi zupełnie się likwiduje - mówi. 

Ekspert dodaje, że polskie władze nie poświęcają kolejom wystarczającej uwagi, ponieważ skupiają się na rozbudowie sieci dróg. Wyjaśnia także, co mogłoby skłonić ludzi do wyboru pociągu zamiast własnego auta. 

- Rząd za 300 mld zł przyjął program budowy dróg, by dojść do sieci 8 tys. km, gdy tymczasem inwestycje kolejowe stoją, bo brak pieniędzy unijnych - mamy przecież konflikt z UE - ani żadnych pieniędzy ze źródeł krajowych. Kolej jest więc poszkodowana podwójnie - zarówno jeśli chodzi o ceny biletów, jak i rozwój infrastruktury. Żeby ludzie wybierali pociąg to musi on być nie tylko czysty i ładny, ale także mieć atrakcyjny czas przejazdu, a do tego inwestycje w infrastrukturę są niezbędne, tyle że ich właśnie nie ma - podkreśla Furgalski. 

Europa wspiera transport zbiorowy

Szef TOR-u wymienił rozwiązania, które stosują europejskie kraje, aby promować transport zbiorowy "w praktyce, a nie hasłami". 

- W Niemczech mamy bilet za 49 euro na prawie wszystkie trasy, w Hiszpanii bezpłatne bilety na odcinki do 300 km i dopłaty z budżetu do przewozów autobusowych - wszystko to zmniejsza ruch samochodów, ale także obniża inflację. W Austrii też jest bilet roczny - jeśli korzystamy z niego codziennie to każdy przejazd kosztuje... 3 euro. Oczywiście oznacza to wydatki dla budżetu, ale korzyści są zdecydowanie większe. Nie mówię że trzeba te rozwiązania przenosić w identycznej formie, ale warto byłoby włączyć się w ten europejski trend - stwierdza rozmówca Interii Biznes.

Adrian Furgalski zauważa, że podróż pociągiem jest bardziej ekologiczna niż autem lub samolotem, nawet pomimo tego, że jest on zasilany "brudną" energią. 

- Rządzący podkreślają że kolej jest bardziej ekologiczna. W Polsce zelektryfikowana jest większość tras, nawet powyżej średniej europejskiej. Nawet jeśli mamy u nas do czynienia najczęściej z "brudną" energią, to i tak pociąg jest bardziej ekologiczny niż transport samochodowy, zwłaszcza w miastach. Wciąż nie uwzględniamy w naszych kalkulacjach kosztów leczenia tysięcy ludzi z powodu smogu, ani tego, że zabija on nawet 100 tys. Polaków rocznie. Szkody spowodowane przez wypadki drogowe szacowane są na 40 mld zł rocznie. To sumy o wiele większe niż te potrzebne na inwestycje kolejowe, z każdego punktu widzenia warto ponieść te nakłady - mówi. 

Ceny biletów a opłacalność pociągów do CPK

Flagową inwestycją rządu w zakresie kolei są trasy planowane, aby zapewnić dogodny dojazd do Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK). Zdaniem eksperta, opłacalność części z nich wymaga głębszych analiz. 

- Mamy jeszcze trochę czasu na przemyślenie projektu CPK, bo nie wierzę w jego realizację w 2027 czy 2028 roku, już prędzej mówimy o roku 2033. Zależy to też od wyniku wyborów, przecież cała opozycja mówi o zatrzymaniu budowy lotniska i weryfikacji sensu projektu budowy systemu kolei wielkich prędkości tj. 250 km/h. Takie pociągi, które miałyby dowozić pasażerów z całej Polski na nowe lotnisko, wymagają większej ilości prądu, a on nie będzie taniał i nie tak szybko przejdziemy na prąd ze źródeł odnawianych. Potrzeba też namysłu nad tym ile tych linii kolejowych chcemy zbudować. Połączenie CPK z Wrocławiem czy Poznaniem ma oczywiście uzasadnienie, ale już pomysł budowy szybkiej kolei do Giżycka pod hasłem walki z wykluczeniem komunikacyjnym samo Ministerstwo Infrastruktury uznało za bzdurę. Szacunki mówią o 2 tys. pasażerów na tej trasie na dobę, a żeby się to opłacało trzeba aż 25 tys. pasażerów - wylicza Furgalski. 

Rozmówca Interii Biznes podkreśla, że wiele pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi. 

- Materiały są albo ich nie ma, a jak są to - nie wiedzieć czemu - utajnione. Zakłada się wzrost liczby pasażerów kolei dalekobieżnej do 120 mln rocznie - na jakiej podstawie? Dziś z rekordowych 59 mln pasażerów pociągów rocznie tylko co dziesiąty korzysta z najdroższych połączeń EIP (czyli Pendolino) i EIC - czyli potencjalnie tylko 6 mln pasażerów gotowych jest zapłacić za bilety kolejowe naprawdę sporo. Trzeba to wszystko policzyć, nie wystarczą kolorowe oferty lotów z CPK do Australii czy Chin - podsumowuje.

Rozmawiał Wojciech Szeląg

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »