Reklama

Kiedy Polska wejdzie do strefy euro?

Wysyłamy Europie 53 miliony funtów dziennie

Sprawa referendum w sprawie przyszłego członkostwa w Unii Europejskiej rozdziera brytyjską koalicję. Za sprawą Liberałów w środowej mowie tronowej królowej - wytyczającej program legislacyjny rządu - zabrakło wzmianki o przygotowaniu prawnym takiego referendum. Posłowie konserwatywni odpowiedzieli buntem, żądając takiej ustawy.

Premier David Cameron toleruje ten bunt swoich posłów, a nawet ministrów, ale referendum i tak będzie zależało od zwycięstwa wyborczego konserwatystów za 2 lata i od renegocjacji traktatów z Unią Europejską, co planuje premier. Tymczasem dwaj byli kanclerze skarbu z czasów pani Thatcher wyrazili sceptycyzm, czy takie rokowania coś dadzą.

Reklama

"Według mnie, premier nie przeprowadzi żadnej poważnej reformy - nie dlatego, żeby nie chciał, tylko że inni członkowie Unii nie są gotowi pójść w tym kierunku - mówił telewizji SKY Nigel Lawson. Jego kolega, Norman Lamont mówił jeszcze ostrzej w rozmowie z BBC: "Moim zdaniem korzyści ekonomiczne z członkostwa Unii są przesadzone. Z powodzeniem przetrwalibyśmy poza nią. Wystarczą nam tylko relacje handlowe z Europą."

A jedna z przywódców młodszej generacji konserwatywnych eurosceptyków, posłanka Nadine Dorries mówiła BBC: "Wysyłamy Europie 53 miliony funtów dziennie. Za te pieniądze tyle zrobić - te pieniądze są nam potrzebne tutaj."

Dowiedz się więcej na temat: strefa euro | referendum. | referendum | Wielka Brytania
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »