Reklama

Afera KNF

Analiza Interii (2): Terapia Getinu będzie kosztować jeszcze 700 mln zł

Terapia Getin Noble Banku mająca przywrócić go do zdrowia powinna kosztować jeszcze ok. 700 mln zł i to pod warunkiem, że nie pojawią się nowe straty.

Reklama

Ale choć bank toczony jest od paru lat ciężką chorobą, nie znaczy to, że jest ona śmiertelna. Z naszego badania tomograficznego wynika, że jeśli terapia się uda, ma szansę wyzdrowieć.

Poniedziałkowy komunikat Komitetu Stabilności Finansowej oznacza, że gdyby ludzie zaczęli masowo wypłacać depozyty z Getin lub Idea Banku, Narodowy Bank Polski dostarczy im płynności, czyli gotowy jest do akcji reanimacyjnej na wypadek zawału. To powinno skutecznie ochronić oba banki, choć skali paniki nie można przewidzieć. Ale pozostaje pytanie, czy toczy je rak i w jakim jest stadium. Terminalnym?

To, że są chore - wiadomo. Bo lekarz, czyli w tym wypadku nadzór finansowy postawił już taką diagnozę. W jaki sposób? Zmuszając je do wprowadzenia programów naprawczych. Getin prowadzi program naprawczy od 2016 roku, skorygowany w roku ubiegłym, a Idea Bank rozpoczął program w tym roku. Oba mają spowodować, że banki wrócą do zdrowia. Co ważne - oba banki z powodu przechodzonej terapii nie płacą podatku bankowego.

W jaki sposób bank popada w ciężką chorobę?

Jeśli źle ocenia ryzyko przez długi czas. Nawet fachowcy używają sformułowania, że bank może mieć zbyt duży "apetyt na ryzyko". A zbyt duży apetyt może spowodować bardzo poważne konsekwencje. Taki apetyt miały banki Leszka Czarneckiego. Grały ostro, bo chciały jak najwięcej zarabiać, czasem reguły gry naciągały, a czasem - łamały.

Przykład? Kredyty frankowe. Wiadomo, że udzielały ich niemal wszystkie banki. Ale tylko Getin udzielał takich kredytów ludziom, którzy nie dostaliby kredytu we frankach nigdzie indziej. Czyli osobom, które inne banki oceniły za zbyt ryzykowne. Dawał też wyższy kredyt, i oczywiście - droższy.

Droższy i to znacząco, bo w czasach przed kryzysem Getin ustalał spread walutowy nawet na 15 proc. To znaczy, że kredytobiorca w wyniku przewalutowania franków na złote dostawał o 15 proc. mniejszą kwotę niż była na umowie, a płacił raty w złotych o 15 proc. wyższe niż wynikało to z kursu franka. Wielkim ciosem dla zysków banku na tych kredytach była ustawa "antyspreadowa" obowiązująca od 2011 roku, która pozwoliła kredytobiorcom frankowym wpłacać raty kredytowe bezpośrednio we frankach.

Każdy bank podejmuje czasem złe decyzje kredytowe czy inwestycyjne, a ryzyko wypada z szafy, gdy nadchodzi zła koniunktura. Fachowcy mówią, że ryzyko się wtedy "materializuje". Na czym to polega? Po prostu ludzie i przedsiębiorstwa mają coraz większe kłopoty ze spłatą kredytów. A ponieważ Getin dawał kredyty we frankach ludziom uboższym i po znacznie wyższej cenie, trudno się dziwić, że na koniec zeszłego roku na nieco ponad 13 mld zł kredytów we frankach wartość nieregularnych wynosiła ponad 1,8 mld zł, a więc prawie 14 proc. W całym polskim sektorze bankowym jest to na koniec września 3,3 proc.

Prawo zobowiązuje banki do tego, żeby same zadbały o swoją odporność nawet na najcięższą chorobę. Tą szczepionką jest kapitał. Kapitał służy do tego, żeby bank mógł nim pokryć straty. Przepisy dokładnie regulują, ile bank powinien mieć kapitału w stosunku do wszystkich operacji związanych z ryzykiem.

Jakie to ryzyko? Niespłacony kredyt, atak cyberprzestępców, niespodziewana kara za nadużycia, niewywiązanie się kontrahenta z umowy - wszystko to obszary, gdzie bank stąpa po niepewnym gruncie. Ostatni globalny kryzys finansowy pokazał, że wiele banków miało za mało kapitału, by stawić czoła stratom. Dlatego w wielu krajach za straty banków musieli płacić podatnicy. Po kryzysie nie tylko w Polsce, ale ma całym świcie zwiększane są wymogi kapitałowe, na ogół poprzez nowo ustanawiane prawo. I banki muszą za tym nadążać.

Unijne standardy

Już w 2014 roku po europejskich stres testach, czyli dokładnym badaniu bezpieczeństwa banków (wzięło w nich udział aż 15 polskich instytucji), okazało się, że Getin nadąża z trudem. Wykazał wówczas, że do spełnienia wymogów bezpieczeństwa brakuje mu nieco ponad 260 mln zł kapitału. Tę dziurę zasypał zyskami za 2014 rok. Bo jeszcze wtedy miał zyski.

O tym, jak się liczy i księguje poszczególne pozycje bilansu, decyduje nie tylko prawo, które upoważnia nadzorcę, żeby wymagał od banków coraz wyższych kapitałów. Decyduje o tym także międzynarodowe gremium mędrców-księgowych. Wydaje ono co pewien czas tak zwane standardy rachunkowości, do których banki muszą się stosować.

Po ostatnim kryzysie gremium to złapało się za głowy, kiedy zobaczyło jak straty pożerają kapitały. Mędrcy zaczęli się zastanawiać, jak spowodować, żeby banki nie kierowały się jedynie chęcią zysku w najbliższym kwartale czy roku, ale patrzyły dalej w przyszłość, która niekoniecznie musi być różowa. I wymyślili Międzynarodowy Standard Sprawozdawczości Finansowej nr 9. Standard ten od początku roku obowiązuje wszystkie banki w Europie - także Getin Noble. Dla jego zysków okazał się jednak morderczy.

Generalnie standard ten działa tak, że bank znacznie wcześniej, niż było to do tej pory, powinien sprawdzać, czy kredyt się nie zepsuł - czy jego spłaty są wciąż regularne. A jeśli kredyt jest spłacany z opóźnieniami, powinien - natychmiast - utworzyć rezerwę na pokrycie nawet tych strat, do których jeszcze nie doszło, ale które mogłyby powstać aż do końca spłaty. Im więcej bank będzie udzielał bardziej ryzykownych i gorzej spłacanych kredytów, tym więcej ma utworzyć rezerw. A większe rezerwy to mniejsze zyski.

Ale okazuje się, że jest jeszcze jedna sprawa bardzo ważna dla banków. Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych przeprowadziła badania, z których wynika, że ludzie znacznie lepiej spłacają swoje zobowiązania wobec tych instytucji, które postępują wobec nich przyjaźnie. Gdy mają do czynienia z "ostrym graczem", ich "moralność finansowa" maleje.

Okazało się, że za 2017 rok sam Getin miał - głównie dlatego, że musiał tworzyć dodatkowe rezerwy - 566 mln zł straty, podczas gdy jeszcze rok wcześniej jego zysk wynosił ponad 92 mln zł. Po I półroczu 2018 strata grupy wyniosła ponad 163 mln zł. Znacznie pogarszają się także wskaźniki kapitałowe. Na koniec 2016 roku bank miał łączny współczynnik kapitałowy w wysokości 15,1 proc. wszystkich ekspozycji na ryzyko, na koniec zeszłego roku zaledwie 12,4 proc., a po I półroczu tego roku już tyko 11,7 proc.

Oprócz tego, że w Getin Noble w miarę tworzenia rezerw na niespłacane kredyty rosną straty, wraz z nimi topnieje kapitał. A równocześnie - dla wszystkich banków w Polsce - rosną wymagania, by miały coraz większe kapitały. I tak podniesienie wag ryzyka na kredyty we frankach spowodowało zwiększenie wymogu o ponad pół miliarda zł. Getin musi mieć - podobnie jak inne banki - wymagane przez prawo dodatkowe bufory kapitałowe w związku z różnymi rodzajami ryzyka. Bank sam policzył, że powinien mieć łączne kapitały w wysokości 14,17 proc. wszystkich swoich ekspozycji na ryzyko. A to znaczy, że ma prawie 2,5 punktu procentowego mniej. Jaka to kwota? Niemal równo jeden miliard i 88 mln zł.

Interes publiczny ważniejszy niż prawo własności

Zanim odpowiemy na pytanie, czy bank jest definitywnie chory, przyjrzyjmy się temu, co robi się ze śmiertelnie chorym bankiem. Żeby nie ratować go z pieniędzy podatników, Unia Europejska wprowadziła dyrektywę BRR, przewidującą tak zwaną u nas przymusową restrukturyzację, czyli resolution. Nakazuje ona, żeby odpowiedzialny organ państwowy, a w Polsce jest to Bankowy Fundusz Gwarancyjny, stworzył plany upadłości - także tej szczególnego rodzaju - dla wszystkich banków.

I BFG takie plany stworzył pod koniec zeszłego roku. Nie tylko dla Getinu rzecz jasna. Swój "plan Zdzisława" (od imienia prezesa BFG Zdzisława Sokala) ma też PKO BP, Pekao i wszystkie inne instytucje. Dodajmy, że plany te - zgodnie z prawem - są tajne, znane tylko BFG i zarządowi banku. Ale główny akcjonariusz Getinu powinien jednak o ich istnieniu wiedzieć, kiedy rozmawiał z szefem KNF.

BRR to surowe prawo, bo umożliwia nawet całkowite wywłaszczenie właścicieli banku. To pierwsze takie prawo w Europie, które mówi, że interes publiczny jest ważniejszy niż prawo własności. Uruchomiony proces resolution jest niezaskarżalny do sądu, choć właściciel, jeśli poczuje się pokrzywdzony, po zakończeniu całej operacji może przedstawić swoje roszczenia. Resolution może być uruchomiona, gdy bank jest śmiertelnie chory, a równocześnie przeprowadzenie szybkiej likwidacji lub sprzedaży jest w interesie publicznym. A więc na przykład, żeby do strat nie musieli się dokładać podatnicy.

Co ważne, "plan Zdzisława" uruchamiany jest na wniosek nadzoru, czyli KNF, choć potem całą procedurę pochówku banku prowadzi BFG. Jej były przewodniczący Marek Chrzanowski, rozmawiając z właścicielem Getinu Leszkiem Czarneckim, miał wszystkie karty w ręku.

BFG mówi jednak wyraźnie: nie wszystkie banki zostały objęte planami resolution. Podstawowy scenariusz dla większości instytucji to zwykła upadłość. Jeśli już resolution, to scenariusz dla wielkich banków, których upadłość zatrzęsłaby całym polskim systemem finansowym. A KNF w końcu lipca ogłosiła, że Getin już nie jest bankiem systemowo ważnym.

Stąd już tylko krok do osławionej poprawki wniesionej w czasie drugiego czytania w Sejmie do projektu ustawy o wzmocnieniu nadzoru finansowego. Przewiduje ona jeszcze krótszą niż resolution ścieżkę likwidacji banku i wychodzi dość daleko poza europejskie prawo. Mówi, że jeśli fundusze własne banku (czyli kapitał) zmniejszą się poniżej wymaganego przez prawo poziomu, może on zostać - tylko na mocy decyzji nadzoru - przejęty przez inny bank, o ile tamten będzie tego chciał. Minimalny poziom funduszy własnych to 8 proc. ekspozycji na ryzyko. Getinowi do tego scenariusza jeszcze trochę brakuje.

Znany prawnik zajmujący się prawem finansowym w rozmowie z Interią zwraca jeszcze uwagę na jeden szczegół. Były przewodniczący KNF w rozmowie z Leszkiem Czarneckim straszy go "planem Zdzisława", a to by oznaczało, że według diagnozy nadzoru Getin jest chory śmiertelnie. A tymczasem Komitet Stabilności Finansowej gwarantuje bankowi dostarczanie płynności. Bankowi centralnemu nie wolno dostarczać pieniędzy bankowi, o którym wie, że jest bankrutem. To sprzeczność.

Liczne pytania pozostają

Wróćmy więc jeszcze raz do pytania, czy Getin jest śmiertelnie chory? Co pokazała nasza tomografia przeprowadzona gdy za akcje banku płacono we wtorek 21 groszy, czyli mniej niż 8 proc. ich wartości nominalnej. Cała instytucja warta była nieco ponad 200 mln zł. Diagnoza jest taka: bank jest ciężko chory, ale jeszcze nie śmiertelnie.

Przed wejściem choroby w śmiertelne stadium ma go uratować program naprawczy, zwany Planem Ochrony Kapitału. Leszek Czarnecki zobowiązał się, że obejmie akcje lub zagwarantuje inne instrumenty mające wzmocnić kapitał Getinu o miliard złotych do końca przyszłego roku. Do tej pory objął akcje o wartości 390 mln zł.

Czy to znaczy, że Getin Noble wyzdrowieje? Niekoniecznie. Nasza diagnoza nie jest w stanie odpowiedzieć, jaki będzie rozwój choroby. Temu trzeba będzie się pilnie przyglądać. Nie można wykluczyć, że na przykład powtórka z terapii będzie jeszcze konieczna. Trzeba czytać uważnie sprawozdania banku (najbliższe 29 listopada), postępy w realizacji Planu Ochrony Kapitału i ocenę ich przez nadzór. O ile ten ostatni odzyska utraconą po aferze wiarygodność.

CZYTAJ RAPORT O AFERZE KNF

Czy przerzuty choroby Getinu mogą zarazić nasz system bankowy? Raczej nie. NBP dwa razy do roku publikuje "Raporty o stabilności systemu finansowego" i zaznacza w nich, że banki są w Polsce stosunkowo mało ze sobą powiązane wzajemnymi ekspozycjami i mało są też powiązane z resztą systemu finansowego. A to znaczy, że nawet gdyby Getin w niekontrolowany sposób upadł, możliwość "zarażenia się" innych banków byłaby niewielka.

Ale jest jeszcze inny aspekt sprawy. Jesteśmy w szczycie koniunktury, a polskie banki mają stosunkowo dużo złych kredytów. Wszyscy przewidują spowolnienie. I wtedy ujawni się cała prawda o tym, w jaki sposób działa dzieło mędrców-księgowych, czyli nowy standard MSSF 9. Specjaliści mówią, że pokaże on swoje pełne oblicze. Zyski stopnieją, bo trzeba będzie tworzyć bardzo dużo rezerw.

W ostatnich europejskich stres testach wzięły udział dwa polskie banki - PKO BP i Pekao - i oba znalazły się w czołówce najbezpieczniejszych w Europie. Ale tu też jest zła wiadomość. Bo gdyby w Polsce doszło nawet do dość łagodnej recesji, straty silnego jak żubr Pekao przekroczyłyby znacznie miliard zł. A co dopiero byłoby w przypadku znacznie słabszych banków?

- Na przyszły rok jesteśmy optymistami. Druga połowa 2020 roku jest dla nas jednak zupełną niewiadomą - mówi Interii prezes jednego z największych polskich banków.

A polityka nadzoru powinna patrzeć na sytuację banków długoterminowo.

Jacek Ramotowski

CZYTAJ RAPORT O AFERZE KNF

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »