Reklama

Polski Ład. Ulga dla klasy średniej powodem zamieszania

Polski Ład po kilku pierwszych dniach działania wymaga łatek i korekt. Zamieszanie wybuchło po tym, jak część nauczycieli i mundurowych dostało na rękę mniejsze wynagrodzenia. Ministerstwo Finansów zapowiada, że jest już gotowe rozporządzenie zmieniające technikę poboru zaliczek na podatek oraz składania PIT-2. Resort próbuje też tłumaczyć działanie skomplikowanej ulgi dla klasy średniej, bo są rozbieżności.

- Jest chaos już na początku działania Polskiego Ładu, a jakakolwiek zmiana oznacza, że trzeba wprowadzać zmiany w systemach księgowych, w sposobie rozliczeń, trzeba korygować wnioski, które kadrowcy wysłali do swoich pracowników. Teraz to wszystko trzeba będzie poprawić. Problem polega też na tym, że na razie mamy zapowiedzi, a na stronie Rządowego Centrum Legislacji nie ma rozporządzenia, o którym informuje dziś MF i trudno się merytorycznie odnieść do tego co konkretnie w nim się znajdzie - mówi Interii Małgorzata Samborska, partner i doradca podatkowy Grant Thornton.

Reklama


- To powoduje, że przepisy zagmatwają się jeszcze bardziej i będziemy łatać jedną lukę,  a jednocześnie będzie się otwierać nowa, w innym miejscu, bo nie wyobrażam sobie, żeby pracownik mógł składać PIT-2 u kilku pracodawców jednocześnie, bo może się wówczas okazać, że na koniec roku, przy składaniu zeznania podatkowego będzie miał bardzo wysoką niedopłatę podatku - dodaje ekspertka.

Jej zdaniem, trudno też zgodzić się ze wszystkimi wyjaśnieniami MF tłumaczącymi ulgę dla klasy średniej, bo częściowo są inne niż wynika to bezpośrednio z przepisów.

- Resort wyjaśnia, że w przypadku małżonków mogą oni połączyć swoje przychody i rozliczyć ulgę dla połowy sumy rocznych przychodów, o ile ta połowa mieści się w limicie między 68 412 zł a 133 692 zł. Wcześniej pojawiały się opinie części doradców podatkowych, którzy się z tym nie zgadzali, twierdząc że skoro ulga jest stosowana tylko jeśli przychody mieszczą się w przedziale kwotowym, to w sytuacji kiedy jeden z małżonków ma np. 150 tys. zł., a drugi małżonek ma 100 tys. zł, to i tak nie mogą skorzystać z tego rozwiązania, bo pierwszy z nich przekroczył limit. MF wyjaśnia, że w sytuacji dysproporcji dochodów, czyli kiedy u jednego z małżonków połowa łącznych przychodów przekracza 133 692 tys. zł, ale u drugiego jest dużo niższa, to ulga się należy. Ja się z zgadzam z interpretacją MF, jednak jest w tym wyjaśnieniu małe "ale". MF podało, że  w sytuacji gdy jeden z małżonków nie uzyskuje żadnych przychodów,  a drugi przekracza limit przychodowy, to każdy z nich zastosuje ulgę obliczoną od połowy ich wspólnych przychodów - mówi ekspertka.

- To jednak jest niemożliwe z uwagi na brzmienie przepisów określających sposób rozliczeń w przypadku wspólnego rozliczenia małżonków. Zgodnie z nimi, ulgi i odliczenia stosuje każdy z małżonków odrębnie, dokonując uprzedniego pomniejszenia o ich wysokość swoich dochodów, a to oznacza, że przy zerowym przychodzie nie ma od czego odliczyć - dodaje Małgorzata Samborska i podkreśla:  - Najnowsze wyjaśnienia MF pokazują, że chyba wcześniej nikt nie przeanalizował dokładnie tych przepisów. Stąd całe to zamieszanie - dodaje.

Ulga dla klasy średniej została zapisana w ustawie w postaci dwóch skomplikowanych algorytmów.

Mechanizm jest zawiły, bo jest ona progresywna dla pierwszego progu i degresywna dla drugiego progu przychodowego i jeśli przychody kształtują się bliżej górnej granicy to i sama ulga jest dużo niższa. Przy przychodach 133 692 zł wartość ulgi wynosi 15,5 zł odliczenia od podstawy opodatkowania, a więc jej realna wartość to 17 proc.  z 15 zł. czyli jakieś 2,50 zł.

- To  oznacza paradoksalnie, że nie tylko osoba, która przekroczy próg uprawniający do ulgi będzie miała dopłatę podatku, ale również  osoba, która dostanie premię w grudniu, zmieści się w limicie i zachowa prawo do ulgi dla klasy średniej,  bo jej przychody roczne nie przekroczą 133 692 zł, ale zmieni się jej średniomiesięczne wynagrodzenie i wysokość ulgi będzie zupełnie inna niż ta, która była naliczana przez pracodawcę w zaliczkach - tłumaczy ekspertka Grant Thornton.

Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »