Reklama

Jadwiga Emilewicz: Skończmy wreszcie z węglową ideologią

Każdy, kto głębiej niż na poziomie ideologicznym mówi o energetyce wie, że poziom wydobycia węgla spada niezależnie od planów, niezależnie od deklaracji politycznych. Powodem są wysokie koszty i niekonkurencyjność tego sektora. Zmniejszają się też potrzeby samej branży energetycznej - mówi Interii Jadwiga Emilewicz, była wicepremier i minister rozwoju, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Gospodarki Zeroemisyjnej i Europejskiego Zielonego Ładu.

Bartosz Bednarz, Interia:  Czy ogłoszony przez rząd Krajowy Plan Odbudowy jest wystarczająco ambitny w swoich założeniach dotyczących zielonej transformacji? 

Reklama

Jadwiga Emilewicz, b. wicepremier i minister rozwoju, posłanka na Sejm, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Gospodarki Zeroemisyjnej i Europejskiego Zielonego Ładu: W obszarze zielonej transformacji nowych projektów w KPO nie ma. Jest kontynuacja wsparcia programów prosumenckich, termomodernizacja oraz program Czyste Powietrze. Z nowości - wsparcie inwestycji w farmy wiatrowe, na które planuje się wydać 437 mln euro oraz spółdzielnie energetyczne. Można było pójść odważniej. Ale trzeba też pamiętać o wymagających ramach czasowych KPO - inwestycje muszą zakończyć się do 2026 r. Myślę, że pojawią się jeszcze projekty w części pożyczkowej, która nadal nie jest zaprojektowana. Dla dużych firm finansowanie zwrotne jest na pewno atrakcyjną ofertą

Można było pójść odważniej w inwestycje?

- Duże przedsięwzięcia mogły wejść do KPO pod warunkiem, że są już dojrzałe. KPO jest też obarczony warunkiem przeprowadzenia reform horyzontalnych. Wyobrażam siebie, że jest to np. ustawa odblokowująca inwestycje w energię wiatrową na lądzie. Czyli po pierwsze jej przyjęcie przez parlament, a po drugie - uruchomienie projektów inwestycyjnych, także publicznych. Na to potrzeba czasu.


Komisja Europejska nie musi jednak zobaczyć konkretnych liczb, co się zmieni? Tego w KPO dzisiaj nie ma.

- Komisja oczekuje policzalnych efektów wprowadzanych reform. Każda inwestycja powinna przynieść konkretny gospodarczy czy środowiskowy efekt. Plan Odbudowy na pewno wymaga uzupełnienia w tym obszarze. Ostateczny dokument jesteśmy zobowiązani przesłać do Komisji do końca kwietnia i jestem pewna, że wskaźniki inwestycyjne na pewno się tam znajdą.

Zobacz również: Janusz Kowalski: Możemy przegrać najbliższe wybory

Co się dzieje ze wspomnianą ustawą odległościową?

- Prace nad nią zakończyliśmy jeszcze w Ministerstwie Rozwoju. Pandemia przerwała jej wejście na ścieżkę legislacyjną. Biorąc pod uwagę 770 mld PLN wynegocjowanych przez premiera Morawieckiego oraz harmonogram wdrażania KPO nie mamy czasu na długi proces legislacyjny. Ścieżka dekarbonizacyjna przyjęta przez Polskę na ostatnim szczycie Rady UE także musi zostać odzwierciedlona w legislacji. Mam zatem gotową nowelizację, którą chciałabym przeprowadzić przez Parlament. Ustawa obok odblokowania inwestycji w energetykę wiatrową na lądzie wprowadza rozwiązania ułatwiające skorzystanie z energii słonecznej osobom mieszkającym we wspólnotach i spółdzielniach mieszkaniowych. Czyli mieszkańcom budynków wielorodzinnych, który do tej pory nie mogli korzystać z dobrodziejstw fotowoltaicznej rewolucji przetaczającej się przez Polskę. To korzystny, bardzo obywatelski projekt. Najpierw ustawę zaprezentuję na posiedzeniu Zespołu ds. Gospodarki Zeroemisyjnej i Europejskiego Zielonego Ładu.

Najbliższe zaplanowane jest na 9 marca.

- Tak. Będziemy rozmawiać o kosztach wytwarzania energii ze źródeł konwencjonalnych oraz z OZE. Wtedy pokażę projekt ustawy i tak rozpoczniemy dyskusję. Nie możemy już dłużej czekać. Biorąc pod uwagę KPO, nową perspektywę finansową i Fundusz Sprawiedliwej Transformacji - nie mamy czasu na to, by tej ustawy w Polsce nie było. Bez niej nie będziemy w stanie skorzystać w pełni z ogromnych środków, które trafią do Polski w ciągu najbliższych lat.

Co jest w projekcie?

- Ustawa składa się z dwóch części. Pierwsza - to właśnie przepisy, które odblokowałyby możliwość inwestowania w źródła wiatrowe na lądzie, uelastycznienie zasady 10h poprzez oddanie gminom możliwości odstąpienia od ogólnej zasady i wprowadzenia lokalnie mniejszej lub większej dopuszczalnej odległości od zabudowań. Dzięki temu gminy odzyskają możliwość wydawania pozwoleń na budowę domów w ramach ścisłej zabudowy na swoim obszarze, co po wprowadzeniu zasady 10h stało się w niektórych miejscach niemożliwe. W proces lokowania elektrowni wiatrowych w większym stopniu włączeni będą mieszkańcy, którzy już na etapie planowania inwestycji będą mogli przestawić swoje wątpliwości. Dodatkowo ustawa wprowadza większy nadzór nad stanem technicznym instalacji przez Urząd Dozoru Technicznego. Druga część - ułatwia instalacje fotowoltaiczne (PV) na budynkach wielorodzinnych i wprowadza korzystny system rozliczenia za energię dla właścicieli lokali w takich wspólnotach.


Z wypowiedzi wicepremiera Jarosława Gowina z połowy lutego wynikało, że ustawą odległościową miałaby się zająć niedługo Rada Ministrów. Anna Kornecka, wiceminister rozwoju sugerowała ostatnio, że możliwa jest liberalizacja ustawy odległościowej. Czyli jak - są dwa różne projekty?  

- Program Energia+ ogłaszaliśmy z Jarosławem Gowinem na konwencji programowej 13 stycznia 2019 r. Tam zapowiadaliśmy zarówno rewolucję prosumencką, która w Polsce dla domów jednorodzinnych już się wydarzyła, jak i korektę ustawy odległościowej. Nie dziwi mnie zatem "zielony" kurs premiera Gowina. Jednak - tak jak powiedziałam - nie mamy dziś czasu na długą ścieżkę rządową. Od rekonstrukcji minęło już niemal pół roku, a ustawa nie została jeszcze nawet wpisana do wykazu prac Rady Ministrów. Myślę, że dobrze przygotowany projekt poselski znajdzie poparcie ponad podziałami politycznymi.

Pani liczy na konstruktywną dyskusję nad projektem w Sejmie, czy znów jednak polityka weźmie górę?

- Wierzę, że w Sejmie projekt spotka się z dobrym przyjęciem z dwóch powodów. Po pierwsze, deklaracja polityczna rządu jest jasna w tym zakresie. Premier Morawiecki określił cele Polski w zakresie transformacji energetycznej w konkluzjach grudniowego szczytu Rady Europejskiej. Rozmawiałam też o tej ustawie w grudniu z premierem Jarosławem Kaczyńskim. Po drugie, myślę że zrozumienie dla pilnej potrzeby transformacji energetycznej w parlamencie ma konstytucyjną większość.

Rysuje się taki obraz: neutralność klimatyczna UE do 2050 r.; 55-proc. redukcja emisji dwutlenku węgla do 2030 r. Jest na to szeroka zgoda dzisiaj?

- Mamy dziś dwa elementy istotne dla tej transformacji. Po pierwsze powszechną świadomość wysokich kosztów społecznych energetyki węglowej. Co do tego dziś w Polsce nie ma wątpliwości. Jakość powietrza, degradacja ekosystemów na terenach wydobywczych, pustynnienie, obniżenie luster jezior, przedwczesne zgony - to nie są abstrakcyjne hasła o zabarwieniu ideologicznym. To są fakty. Po drugie - każdy, kto głębiej niż na poziomie ideologicznym, mówi o energetyce - wie, że poziom wydobycia węgla spada niezależnie od planów, niezależnie od deklaracji politycznych. Powodem są wysokie koszty i niekonkurencyjność tego sektora. Zmniejszają się też potrzeby samej branży energetycznej.


Co do węgla wciąż wielu mogłoby się z panią jednak nie zgodzić.

- W 2017 r. Tauron wydobył ok. 6,5 mln ton węgla. W 2018 już tylko 4,8 mln ton z powodu trudnych warunków geologicznych. Jastrzębska Spółka Węglowa wydobywa węgiel koksujący, uznany przez UE za surowiec strategiczny i wyłączony z systemu ETS, co trzeba przyznać sprawiedliwie jest zasługą wszystkich polskich eurodeputowanych. Ale przy okazji także ze względów geologicznych JSW musi wydobyć węgiel energetyczny. Spółka chce ograniczyć wydobycie z 4 do 2 mln.

Dostęp do węgla jest kluczowy, mówią niektórzy, to zasób strategiczny.

- Odpowiedziałabym na to tak: niech węgiel będzie surowcem strategicznym, niech tak zostanie, ale jako głęboka rezerwa. Tylko 15 proc. krajowych zasobów węgla stanowią te opłacalne. Pozostałe są na takiej głębokości, że sensowność wydobycia jest coraz mniejsza.

Poseł Janusz Kowalski, a do niedawna jeszcze wiceminister aktywów państwowych, mówi wprost: To, że Polska wytwarza energię i ciepło z węgla jest naszym atutem.

- Średnia głębokość kopalni wynosi w Polsce 700 metrów. Maksymalna 1200 metrów. W Chinach średnio jest to 460 metrów. W Indiach 150 metrów. Jak chcemy z tym konkurować?

Obawiam się, że nie o konkurencję tu chodzi.

- Polski węgiel jest znacznie droższy niż ten sprowadzany z odległych Mozambiku, Kolumbii czy Kazachstanu.


I Rosji.

- Niestety też. To efekt rachunku ekonomicznego. I chociażby dlatego trzeba zmienić źródła energii, aby budować nasze bezpieczeństwo energetyczne w oparciu o racjonalne ekonomicznie i dostępne źródła. Wydobywanie węgla z tak głębokich pokładów sprawia, że staje się on niesamowicie drogi. W 2019 roku cena węgla energetycznego na giełdzie w Amsterdamie spadła do 46 dolarów za tonę. W tym samym czasie polski węgiel tej samej kaloryczności kosztował 79 dolarów za tonę, czyli był 70 proc. droższy. I jeszcze jeden przelicznik. W 2018 r. 32 tys. górników w USA wydobyło 346 mln ton węgla. W Polsce w tym samym czasie 80 tys. ludzi wyfedrowało 60 mln ton. To są twarde dane. Fakty. Nie ideologia.

Bloki energetyczne trzeba zamykać.

- Jest zgoda w PiS, co do racjonalnej oceny stanu gry. Polski system elektroenergetyczny pracuje ostatnimi oparami sił. Opiera się on wciąż w 84-proc. na węglu. Warto podkreślać, że aż 70 z 90 bloków węglowych, które wykorzystujemy, przekroczyło planowany czas eksploatacji. Liczba awarii i remontów rośnie z każdym rokiem. Ubywa mocy - bloki nie pracują, są wyłączane ze względu na niesprawność. 1 stycznia tego roku wygaszono stare bloki węglowe o łącznej mocy 1645 MW. W Tauronie, PGE i ZE PAK w ciągu najbliższych dwóch lat zniknie 2,5 tys. MW, czyli 5 proc. łącznej mocy wytwórczych w Polsce. I tak będzie przez kolejnych 10 lat. To znowu fakty.


Posłowie Solidarnej Polski podejrzewam, że o tym wiedzą, ale jednak - wymieniają wiele argumentów przeciw transformacji energetycznej: utrata suwerenności energetycznej Polski, rosnące ceny energii i ciepła, co uderzy w gospodarstwa domowe i firmy, co może prowadzić do ich upadku, brak bezpieczeństwa energetycznego. To szkodliwa retoryka czy wyczucie nastrojów społecznych?

- To przede wszystkim retoryka oparta na emocjach, a nie danych. Zachęcam kolegów z Solidarnej Polski do konserwatywnego, zielonego zwrotu, ponieważ on społecznie już się dokonał. W przeciwnym razie Poseł Kowalski pozostanie jak człowiek z czerwoną flagą biegnący przed omnibusem parowym w Wielkiej Brytanii w 1865. Wtedy właśnie woźnice powozów przerażeni utratą zysków doprowadzili do uchwalenia tzw. Red Flag Act, aby spowolnić rozwój nowych środków transportu. Jak pokazała historia - człowiek z czerwoną flagą nie zatrzymał rozwoju motoryzacji. OZE są decyzją racjonalną. Nie musimy przekonywać w Polsce do tego, że spalanie paliw kopalnych jest szkodliwe dla nas tu i teraz. Dane statystyczne zapadalności na choroby układu oddechowego są nieubłagane. Smog zabija. Prawdopodobnie 5 mln źródeł ciepła powinniśmy wymienić, żeby zacząć oddychać świeżym powietrzem.

Mam wątpliwości co do społecznego zrozumienia problemu. Wymiana tzw. kopciuchów leży.

- Nie leży, ale posuwa się zbyt wolno. Mam nadzieję, że Polska skorzysta z "nowej fali renowacji", czyli potężnego strumienia finansowania termomodernizacji budynków w Europie. Ostatnio Główny Urząd Nadzoru Budowlanego zapowiedział, że 1 lipca ruszy centralny rejestr źródeł ciepła w budynkach. To jest wielki przełom. Wiele razy byłam pytana, ile potrzeba pieniędzy, żeby zlikwidować wszystkie "kopciuchy" w Polsce. Do tej pory taka ocena nie była możliwa. Próbowaliśmy, wykorzystując informacje m.in. od Alarmów Smogowych szacować koszty. Rejestr pozwoli dokładnie określić potrzeby finansowe na rozwiązanie tego problemu.

- Przemysłu do transformacji nie musimy przekonywać. On za "czarną" energię płaci dzisiaj wielokrotnie więcej niż za "zieloną". Dodatkowo porównuje ceny energii na rynkach hurtowych i widzi, że w Polsce płaci się za nią więcej niż w Europie Zachodniej. Ponadto systemy bankowe przestroiły się na całym świecie na "zielone" inwestycje. W Wielkiej Brytanii, która nie jest już częścią UE, powstaje właśnie autonomiczny system handlu emisjami podobny do systemu EU ETS. W USA, gdzie nie ma EU ETS, zamknięto w ciągu ostatnich 10 lat 500 elektrowni węglowych. Odchodzenie od paliw kopalnych jest globalnym trendem.

To jeszcze jeden argument. Poseł Kowalski liczył ostatnio, że przy cenie uprawnień do emisji na poziomie średnio 50 euro za tonę do roku 2030 Polska straci w EU ETS 110 mld zł.  

- Poseł Kowalski nie zauważa, że budżet państwa korzysta na handlu uprawnieniami. W ubiegłym roku Polska sprzedała CO2 za 14 mld zł! Poza tym pan poseł nie podaje kosztów które do 2030 r. będziemy musieli ponieść na modernizację starych bloków węglowych. Dlatego ta wartość jest podwójnie fałszywa. Inwestycje w system elektroenergetyczny w Polsce - bez względu na system europejski - musimy zrealizować. System ETS to rzeczywiście opodatkowanie emisji dwutlenku węgla, które tym samym uprzywilejowuje źródła odnawialne. Nie można jednak nie dostrzegać rosnącej opłacalności OZE. To technologie, które w przeciwieństwie do węglowych są na początku swego cyklu życia. Koszt masztów czy turbin wiatrowych, paneli fotowoltaicznych spada przy jednoczesnym wzroście ich efektywności. Kiedy zaczynaliśmy rozmawiać o ogniwach fotowoltaicznych w MR w 2017 - ich opłacalność była niska, ponieważ producenci szacowali ich sprawność na 10 lat. Dzisiaj mówi się o 25 latach gwarancji.

KPO to "groźba kolonizacji Polski" - twierdzi z kolei minister Michał Wójcik. 

- Najpierw utrata suwerenności, teraz kolonizacja... Zapytajmy inaczej: Na jaką kolonizację skazują nas posłowie Solidarnej Polski, podważając sensowność transformacji energetycznej? Dziś jesteśmy uzależnieni technologicznie w produkcji energii z węgla od Simensa, Toshiby czy GE. Wszystkie one w ubiegłym roku ogłosiły zakończenie inwestycji w technologie węglowe. Osoby, które mówią: stawiajmy na węgiel - skazują nas na uzależnienie od technologii chińskich i hinduskich. Na taką kolonizację trudno się zgodzić.

Przed chwilą padły słowa, że transformacja energetyczna łączy scenę polityczną w Polsce. Nie wynika to wprost patrząc na skład zespołu ds. gospodarki zeroemisyjnej, którym pani kieruje.

- Zainteresowanie jest coraz większe. Spotykamy się co tydzień, co wcale nie jest normą dla innych zespołów. Moją ambicją jest to, żeby był to zespół skupiający wszystkie siły parlamentarne. Transformacja wymaga konsensusu politycznego. Panele fotowoltaiczne na dachach domów jednorodzinnych przyłącza się szybko, ale inwestycje wielkoskalowe wymagają czasu wykraczającego poza jedną kadencję. Paradoksalnie zapowiadany przez Premiera Morawieckiego "Nowy ład" w sensie politycznym może zbudować się wokół transformacji energetycznej. Trudno sobie wyobrazić, by posłowie opozycji byli przeciwko większej produkcji energii z OZE. Prawdopodobnie większą dyskusję może wywołać zapisane w Polityce Energetycznej Państwa 2040 6 bloków elektrowni jądrowych.


Przypominam sobie, że za rządów PO powstała spółka PGE EJ, która miała elektrownię atomową wybudować.

- Dlatego nie sądzę, że Koalicja Obywatelska będzie protestować przeciwko projektowi, którego sama nie była w stanie zrealizować. Ze wstydem stwierdzam, że jedną z największych porażek całej klasy politycznej transformacji po ‘89 r. jest to, że nie udało się elektrowni jądrowej zbudować.

Czyli to słuszny kierunek by iść w stroną energetyki atomowej?

- Więcej mocy z OZE wymaga stabilnych źródeł w podstawie. Taką stabilność dziś gwarantują nieelastyczne, nisko sprawne i szkodliwe dla środowiska bloki węglowe. Na pewno najczystszą alternatywą są elektrownie jądrowe. Ale to projekt, który wymaga woli politycznej i zdeterminowanego menedżera projektu. Problemów do rozwiązania jest mnóstwo. Decyzja o lokalizacji wymaga zgody Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Do tego wybór partnera technologicznego, montaż finansowy.

- Z drugiej strony, realizacja takiej inwestycji to szansa na nowe dyplomatyczne otwarcie i przestrzeń do ciekawej debaty technologiczno-politycznej na forum UE z udziałem Francji, Niemiec i Polski.

Kto jest dzisiaj tym menedżerem, który mógłby wybudować elektrownię atomową?

- Jeśli pierwszy blok ma zostać uruchomiony w 2033 to menedżera powinniśmy poznać już za chwilę. Zarówno premier Morawiecki, jak i Kaczyńskim są głęboko przekonani, że 38-milionowe państwo, bez sejsmicznych niepokojów musi inwestować w atom.


Pani by się podjęła tego zadania?

- Nie. To nie są moje kompetencje. Na szczęście mamy w Polsce naukowców, inżynierów, którzy obsługują reaktor "Maria" w Świerku, działa Instytut Fizyki Jądrowej PAN. Sam minister Michał Kurtyka ma dużo do powiedzenia nie tylko jako zawiadowca polityki klimatycznej, ale też ekspert w zakresie energetyki jądrowej.

Czy zmiany w programie "Mój prąd" są potrzebne?

- Jeszcze nie dziś. Ale biorąc pod uwagę coraz niższe ceny paneli fotowoltaicznych warto przestroić instrument wsparcia. Ograniczyć dofinansowanie paneli fotowoltaicznych, a dotować magazyny energii. Kolejnym krokiem jest też stworzenie podobnego rozwiązania w obszarze pomp ciepła. Jest to rodzima branża, która ma szanse się rozwijać nie tylko na polskim rynku.  Ponad 400 tys. gospodarstw domowych zainstalowało na swoich dachach elektrownie słoneczne. Dzięki czemu ich rachunki za prąd spadły nawet do 20 zł za miesiąc. Jeśli ktoś ma wątpliwości, na co stawia dziś statystyczny Polak, to ja zapewniam, że jest to OZE. Myślę, że dyskusję o tym, w którym kierunku ma iść energetyka naprawdę mamy w Zjednoczonej Prawicy za sobą. Zazieleniaj albo giń. Ekonomia i zdrowy rozsądek mówią same za siebie.

Rozmawiał Bartosz Bednarz

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »