Reklama

Mikołaj Placek, Oknoplast: W branży budowalnej sytuacja może być dramatyczna, przewiduję duże turbulencje

- Jeśli mnie pan pyta, czy ceny trwale spadną, to nie mam dobrej informacji. Przecież nie chodzi tylko o spadek kosztów materiałów, półproduktów, plastiku, szyb czy wzmocnień. Ceny produktów końcowych mogą chwilowo spaść, lecz jednocześnie mamy wzrost płac i to w całej Europie oraz wzrost cen energii i paliwa. Mamy brak przewidywalności na rynku, dlatego odnotowywane spadki mogą okazać się tylko przejściowe i przy zapowiadanych wzrostach kosztów energii w 2023 r. ceny znowu odbiją w górę - mówi Interii Mikołaj Placek, prezes Oknoplastu.

Bartosz Bednarz, Interia Biznes: To już trzeci rok, gdy mówienie o jakiejś stabilizacji czy przewidywalności gospodarczej nie ma większego sensu. Jak się biznes odnajduje w takich warunkach?

Mikołaj Placek, prezes Oknoplastu: - Trudne to czasy. Bardzo nieprzewidywalne. Nie wiadomo, co się za chwilę wydarzy.

Najpierw pandemia, później wojna a teraz widmo recesji...

- W pierwszym roku pandemii sytuacja była trochę nerwowa, bo nikt z nas czegoś takiego wcześniej nie przeżył, więc nie wiedzieliśmy do końca, jak postępować.

Reklama

- W przypadku recesji pojawia się wiele lęków konsumenckich i biznesowych. Na pewno dywersyfikacja geograficzna sprzedaży poprzez obecność na różnych rynkach europejskich może być receptą na ten trudny czas wyhamowania koniunktury. Muszę jednak dodać, że trudno jest się przygotować do recesji w momencie, gdy nadchodzi, bo kiedy widać ją na horyzoncie, to na działania zapobiegawcze zwykle jest już za późno. Dlatego organizacje muszą szykować się na spowolnienie gospodarcze każdego dnia i w dobrych czasach. Inaczej często na działania reaktywne może być już za późno. Stąd zawsze podkreślam, że solidne marki budowane są na mocnych fundamentach, które tworzy się w chwilach prosperity.  

Ta niepewność gospodarcza znajduje wyraz chociażby w zapasach, które firmy gromadzą?

- Tak, jest to z jednej strony utrzymywanie zapasów, lecz także kwestia np. samego planowania cen, wysokości sprzedaży. Zawsze pracujemy w oparciu o wcześniejsze założenia, natomiast obecnie częściej te dane korygujemy, ponieważ nikt nie spodziewał się takiego wzrostu kosztów materiałów, cen energii, paliw, jakie mają wpływ na transport, a finalnie na cenę produktu.

I gonicie ciągle te rosnące ceny produkcji podwyżkami cen produktów.

- Jeśli chodzi o te lata przedpandemiczne, to najpierw ceny materiałów, ceny półproduktów dla nas - a na koniec gotowych okien dla klientów - rosły raz, maksymalnie dwa razy w roku. W 2021 r. producenci z branży podnosili ceny nawet 5-6 razy. My również w pierwszym półroczu tego roku mieliśmy już kilka podwyżek. Zobaczymy, co przyniosą kolejne miesiące.

Ceny mogą dalej rosnąć?

- Sytuacja jest mocno niepewna. To, co działo się z zerwanymi łańcuchami dostaw, że trzeba było walczyć na rynku o surowce, aby mieć z czego produkować, również przełożyło się na ceny. Z punktu widzenia konsumenta taki stan rzeczy też był problematyczny, ponieważ nie można było niczego zaplanować, decydowało się z dnia na dzień ze względu na tak dynamiczne zmiany kosztów. Do tego firmy wstrzymują budowy ze względu na swoje problemy finansowe. I jeszcze dochodzi kolejny czynnik: ograniczenie wynikające ze wzrostu rat kredytów i spadek zdolności kredytowej. To wszystko odbija się na polskim rynku.  

Czyli efekt podwyżek stóp jest już dostrzegalny.

- Tak, widać wyraźnie, że popyt na rynku nieruchomości ewidentnie spada. Na razie jeszcze nie aż tak szybko, spodziewam się dużych redukcji dopiero w przyszłym roku. Wzrost stóp tak przyhamował kredyty hipoteczne, że w branży budowalnej sytuacja może być dramatyczna. Przewiduję duże turbulencje. W przypadku mojej branży mamy dwa segmenty: wymiana okien i nowe budownictwo. Szacuję, że spadek popytu może sięgnąć kilkudziesięciu, nawet do 30 procent w Polsce. Jednak nie będzie to zagrażało naszej płynności finansowej.   

30 procent nie będzie katastrofą?

- To jest dużo, natomiast porównując do recesji z 2008 r., gdy w Hiszpanii rynek okien spadł o 70 procent, nie wygląda to aż tak dramatycznie. Zobaczymy, jak sobie poradzą z tym firmy, zwłaszcza te prowadzące działalność przede wszystkim na polskim rynku. Grupa Oknoplast jest w o tyle dobrej sytuacji, że 80 procent sprzedaży całej Grupy obejmuje rynki zagraniczne, głównie europejskie. Stopy procentowe tam tak nie rosną, przynajmniej na razie.  

Stopy procentowe w biznes też uderzają.  

- 90 procent kredytów mam w euro. Nie odczuwam wzrostu stóp procentowych w Polsce właśnie z tego powodu, że 80 procent przychodów generujemy w tej walucie.

Ale EBC może dalej podnosić stopy procentowe.

- Spodziewam się wzrostu stóp procentowych, ale też tego, że nie będzie on tak szybki i duży jak w Polsce. Po pierwsze dlatego, że inflacja nie jest tak wysoka jak u nas. Po drugie Europejski Bank Centralny ma zagwozdkę w kwestii wydolności obsługi długu przez kraje Europy południowej, takie jak np. Włochy - czy gospodarki te będą w stanie sprostać spłatom w sytuacji zaciskania przez EBC polityki pieniężnej. Dlatego liczę, że nie będzie nam aż tak źle. Poza tym na rynkach Europy Zachodniej rządy uruchomiły dopłaty do wymiany okien, więc utrzymuje się popyt na ten produkt. Do tego sytuacja jest tam stabilniejsza niż w Polsce. Na rynkach Europy Zachodniej popyt jest stymulowany przez państwo. U nas jest program "Czyste powietrze", lecz w zasadzie nie funkcjonuje, ponieważ ze względu na zbyt niski pułap dochodowy, klienci nie korzystają z niego przy zakupie okien.  

Kurs złotego pana cieszy?

- Jak kurs euro/złoty wynosi 4,80, to eksporterzy na tym zyskują, ponieważ albo są w stanie obniżyć cenę albo uzyskać wyższe marże. Płacimy w euro za nasze materiały, lecz mimo wszystko i tak wyższy kurs euro jest bardziej dla nas opłacalny.

Euro w Polsce, co pan na to?

- Ucieszyłbym się, w zależności po jakim kursie nastąpiłoby przeliczenie.

Jarosław Kaczyński mówił, że euro w Niemczech - biorąc pod uwagę siłę nabywczą - to niecałe 3 złote.

- Siła nabywcza to jedno, jednak gdybyśmy mieli taki kurs, to w okolicach 3 złotych cały eksport by się nam załamał. Polskie firmy nie miałyby czego szukać za granicą. Trzeba być bardzo uważnym, po jakim kursie mielibyśmy zmienić walutę. Dzisiaj, gdy grozi nam recesja, złoty nam pomaga. Są oczywiście pewne problemy z utrzymaniem stabilnej marży, gdy mówimy o sprzedaży zagranicznej, jednak można sobie z tym poradzić.  

Dalej trzeba walczyć o materiały na rynku?

- Sytuacja z łańcuchami dostaw uległa poprawie. Nie wygląda już tak źle jak rok temu, natomiast nadal brakuje pewnych elementów, np. elektroniki, są pewne problemy z dostawami szkła. Mimo, że zachwiania w ciągłości dostaw występują, to jednak nie w takim wymiarze jak kilka miesięcy temu.

"Są dwa kluczowe problemy. Ceny prądu będą rosły (...) W dużym stopniu może to wpływać na cenę produktów końcowych. Ale o wiele większym wyzwaniem są kwestie związane z bezrobociem, które utrzymuje się na bardzo niskim poziomie. Brakuje nam w kraju rąk do pracy" - to fragment naszej rozmowy z początku 2021 r. Oba zjawiska dzisiaj przybrały na sile. Bezrobocie w Polsce jest najniższe od 32 lat. W czerwcu spadło do 4,9 proc. Z kolei ceny energii na 2023 r. na początku lipca na TGE osiągnęły poziom 1200 zł za MWh. Później ten wzrost cen tylko przyśpieszył.

- To było do przewidzenia. Jeśli mówimy o braku rąk do pracy w Polsce, to jedną z przyczyn jest utrzymywanie przez rząd programów socjalnych na wysokim poziomie. Naturalnie powoduje to spadek liczby osób chętnych do podejmowania zatrudnienia. Również sytuacja w Ukrainie znacząco ograniczyła napływ pracowników ze Wschodu. Dotyczy to przede wszystkim mężczyzn, zatrzymanych przez wojnę w ojczyźnie, których potrzebujemy do pracy fizycznej. W Grupie Oknoplast nie mamy dużych problemów z kadrami, jednak problem z niedoborem pracowników występuje na polskim rynku. Na rynkach europejskich zresztą też. Mamy w branży deficyt montażystów, zarówno w Polsce, jak i w Niemczech, Włoszech czy Francji.   

- Oprócz tego pojawia się presja płacowa, związana tak z brakiem pracowników, jak i z mocno rosnącą inflacją, której okiełznanie zależy od działań rządu.

Presja płacowa będzie hamować?

- Jeśli do końca roku spodziewamy się inflacji na poziomie kilkunastu procent, to trudno mówić o wyhamowaniu presji płacowej.

 - Już na początku roku podnieśliśmy wynagrodzenia. W przyszłym roku presja płacowa nadal będzie silna. Trzeba się do tego przyzwyczaić i po prostu sprostać sytuacji. Firmy stoją przed koniecznością reorganizacji, zwiększania efektywności, automatyzacji. Bezrobocie jest na tak niskim poziomie, że nie ma innego wyjścia. To, co było kilka lat temu, gdy mieliśmy gospodarkę opartą na niskim wynagrodzeniu, skończyło się. Pozostają innowacje i optymalizacja. Kto to zrozumiał kilka lat temu, dziś jest w trochę lepszej sytuacji zarówno w przypadku rynku wewnętrznego, jak i tych eksportowych. Kto nie zrozumiał, będzie mieć większe problemy. 

A koszty energii? Przecież już słyszymy, że w 2023 r. znowu będą podwyżki.

- Wiemy, co się dzieje i wiemy, skąd się te rosnące koszty wzięły. W głównej mierze przez wojnę. Nie jest jednak jasne, jak ceny będą się kształtować w przyszłym roku. Mówi się, że gaz zdrożeje o 500 procent, a to będzie miało ogromny wpływ na koszty prowadzenia biznesu. W przypadku okien bardzo duże ilości tego surowca zużywa się przy produkcji szkła. Natomiast stal ostatnio taniała. Jednak spodziewamy się kolejnych turbulencji w zakresie cen materiałów.  

Ceny drewna na giełdach spadły.

- I nie tylko. Natomiast obniżka cen samego drewna nie przekłada się na cenę finalnego produktu, złożonego także i z innych surowców, które akurat mogły zdrożeć. Choć w przypadku stali firmy na tyle się zatowarowały, że stoją przed koniecznością wyprzedaży magazynów, tu więc możemy spodziewać się spadków. Na razie jednak nie widzimy znaczących obniżek odnosząc to do cen, które widnieją w indeksach.

I nagle zapasy zaczną firmom ciążyć?

- Część firm zostanie z zapasami i pewnie będzie je systematycznie wyprzedawać. W kolejnych miesiącach na pewno zobaczymy faktyczny spadek cen na rynku, nie tylko w indeksie. Wszyscy chcą przecież upłynnić zapasy po odpowiedniej stawce. Jedne firmy jednak z nimi zostaną, inne nie, natomiast w zasadzie nikt już nie obniży cen na stałe.   

Jak to?

- To kwestia rodzaju branży i nieprzewidywalności naszych czasów. Na przykład huty muszą wyprzedawać zapasy, aby utrzymać produkcję na odpowiednim poziomie, żeby nie wygaszać pieców. I huty faktycznie mocno schodzą z cenami. Przetwórcy także będą musieli z czasem dostosować stawki. Pewne symptomy spowolnienia widać na rynkach zachodnich Unii Europejskiej, bo ceny materiałów poszybowały tak mocno, że zaczęto wstrzymywać budowy. Jeśli mnie pan pyta, czy ceny trwale spadną, to nie mam dobrej informacji. Przecież nie chodzi tylko o spadek kosztów materiałów, półproduktów, plastiku, szyb czy wzmocnień. Ceny produktów końcowych mogą chwilowo spaść, tak jak mówiliśmy na początku, lecz jednocześnie mamy wzrost płac i to w całej Europie oraz wzrost cen energii i paliwa. Mamy brak przewidywalności na rynku, dlatego odnotowywane spadki mogą okazać się tylko przejściowe i przy zapowiadanych wzrostach kosztów energii w 2023 r. ceny znowu odbiją w górę. W najlepszym razie mogą w przyszłym roku ustabilizować się na tym poziomie, co obecnie.  

- Nie ma możliwości powrotu do cen z 2019 r. Przypominam, że okna podrożały przez rok o około 40 procent.

Europa szykuje się do trudnej zimy. W Polsce premier apelował o ocieplanie domów.

- W Europie Zachodniej okna wymienia się właśnie po to, żeby zwiększyć energooszczędność. Proszę sobie wyobrazić, że jeśli my tu mówimy o prognozowanym kilkusetkrotnym wzroście kosztów energii, to inwestycja w okna zwróci się dziś dużo szybciej niż kiedyś. Taki zwrot zajmował przeciętnie 8-10 lat, a przy obecnej sytuacji może być nawet o połowę mniej.

Recesja już zmienia wam plany?  

- Mamy pewne obawy związane z recesją, jednak branża okienna szykuje się raczej na duże wzrosty ze względu na politykę Unii Europejskiej: ograniczanie emisji CO2, którą w dużej ilości generują budynki, energooszczędność i termomodernizację. Będzie bardzo dużo programów dofinansowań i wsparcia ze środków UE na te cele. Dlatego, mimo widma recesji, patrzymy w przyszłość z optymizmem.

Co tam słychać w Hiszpanii? Dwa lata temu przejęliście największego producenta okien na tym rynku.  

- W Hiszpanii dzieje się dobrze. Oczywiście na tym rynku także występują problemy z energią, jednak w dużej mierze nie jest to kraj zależny od Rosji. O kosztach energii tam też się tak wiele nie mówi jak w naszej części Europy. Popyt również jest dobry - mamy kilkudziesięcioprocentowe wzrosty sprzedaży. Inwestujemy, rozbudowujemy i unowocześniamy zakład, poszerzamy sieć zbytu. W zeszłym roku weszliśmy na rynek portugalski - spółka rozwija się zgodnie z przewidywaniami, a nawet szybciej.  

To już może czas na podbój Ameryki?  

- Jeszcze nie. Turbulencje związane z pandemią, widmem recesji, powodują, że plany te zostały przeze mnie wstrzymane. Jednak myślę o tamtych kierunkach, nie rezygnuję z nich na dobre. W Hiszpanii ogranicza mnie to samo, co w Polsce - moce produkcyjne. Popyt był tak duży, że nie nadążaliśmy z produkcją.

O giełdzie pan nie myśli?

- Kontynuujemy swój 5-letni plan inwestycyjny. Zbudowaliśmy halę, nową fabrykę aluminium, duży magazyn wyrobów gotowych. Budujemy magazyn wysokiego składowania do profili i w ciągu dwóch lat powinniśmy zakończyć tę rundę inwestycyjną. Będziemy oczywiście przeznaczać środki na potrzeby nowych mocy produkcyjnych. Dokończymy to, co zostało zaplanowane. Nie rozważam wejścia na giełdę, firmy decydują się na to, gdy potrzebują finansowania. My nie mamy takich potrzeb na ten moment. Korzystamy ze środków własnych i kredytów.

W 2021 r. mieliście 1,330 mld zł przychodu. Ten rok będzie lepszy?

- Tak zakładam. Pierwsze półrocze 2022 to dobry czas pod kątem sprzedaży w Grupie Oknoplast. Sprawdza się przyjęta przez nas polityka i wdrożone projekty zarządcze oraz elastyczność. Jak również biznesowa odwaga i niepodejmowanie pochopnych decyzji. Mimo dalszej niestabilnej sytuacji na rynku, potęgowanej wydarzeniami na Ukrainie, sprzedaż przekroczyła zakładane plany. W pierwszym półroczu 2022 roku przychody Grupy wzrosły rok do roku o 37 proc., osiągając poziom 872 mln zł. Dzięki takim wynikom, obrót grupy systematycznie rośnie w kierunku zakładanego na 2022 rok 1,6 mld zł.

Kontynuujemy ekspansję na rynkach, na których do tej pory funkcjonujemy, czyli Unii Europejskiej. Tam chcemy zwiększać swój udział poprzez rozwój nie tylko marki Oknoplast, lecz i kolejnych trzech marek: Aluhaus, WnD oraz hiszpańskiego Hermet10. Na rynkach zagranicznych UE sytuacja jest znacznie bardziej ustabilizowana, dzięki czemu nie odczuwamy negatywnych skutków zmniejszonego popytu. Cały czas się rozwijamy - nasz dział Research and Development systematycznie pracuje nad ulepszeniami oferowanych rozwiązań, śledząc trendy i podążając za potrzebami klientów. Jako jedna z nielicznych firm stale przekazujemy 5 proc. od obrot na badania i udoskonalenie produktów.

Rozmawiał Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »