Reklama

Philipp Plein: Jeśli nie jesteś głośny, to nie istniejesz

- Jeśli nie jesteś głośny, to nie istniejesz, nikt na ciebie nie zwraca uwagi. My nie jesteśmy tymi, którzy mają największe na świecie billboardy, którzy mogą pozwolić sobie na reklamy w każdym zaułku albo którzy mają największe na świecie sklepy. Musimy być inni, wyróżniać się. I to jest sposób, w jaki kreujemy naszą markę - mówi w rozmowie z Interią światowej sławy projektant Philipp Plein, który nie boi się grać kolorami, sezonowością, bieżącymi trendami. - W modzie muszę się wymyślać na nowo, od zera cztery razy w roku - dodaje. I jak podkreśla: przyszłość jest w nowych technologiach, takich jak kryptowaluty czy metaverse.

Ewa Wysocka, Bartosz Bednarz, Interia: W zeszłym tygodniu oficjalnie otworzyłeś swój pierwszy butik w Warszawie. Co cię przekonało, że Polska jest dobrym rynkiem dla ekspansji i rozwoju twojego biznesu?

Philipp Plein: - To bardzo proste. To nie jest tak, że my wybraliśmy Polskę. To Polska wybrała nas.

Brzmi jakby to był jeden z ważniejszych dla ciebie rynków.

- Mamy na świecie ponad 100 butików. Mamy sklepy w miastach, o których prawdopodobnie nie słyszeliście: w Dalian, Chengdu, ale też w Singapurze, Szanghaju, Beijing, Hong Kongu, Los Angeles, Las Vegas, Nowym Jorku, Miami, Barcelonie, Mediolanie, Rzymie, Dusseldorfie, Berlinie, Amsterdamie... Ale nie mieliśmy do tej pory w Polsce. To po pierwsze.

Reklama

W 2016 r. The New York Times ogłosił Cię "jednym z najbardziej bezkompromisowych maksymalistów" w branży modowej. Czy uważasz, że to stwierdzenie jest nadal aktualne w 2022 roku?

- Wiem, że dziennikarz kiedyś tak napisał. Rozmawiałem z nimi niedawno przez telefon, jakoś miesiąc temu. On kompletnie zmienił opinię o projektach Philipp Plein. Każdy z nas: ty, ja zmieniamy się, rozwijamy, angażujemy się, dojrzewamy - czasem w dobrą, czasem w złą stronę. I myślę, że projekty Philippe Plein odnoszą sukces ponieważ są inne niż większość otaczających nas marek.

Czytaj również: Relacje z otwarcia butiku Philippa Pleina w Warszawie 

O sukces na tym rynku trudno.

- Jak na każdym innym. Przemysł modowy, podobnie jak wszystkie inne, ale ja nie będę mówić o przemyśle samochodowym - o to musicie pytać Elona Muska - jest branżą bardzo konkurencyjną. Jest bardzo ciężkim biznesem. Dookoła mnie jest wiele wielkich grup, nawet nie marek, tylko grup modowych, tj. Louis Vuitton, Kering Group, Billion Dollar. To konglomeraty modowe, które bardzo chronią swój biznes. I oni nie potrzebują nowych marek mody na rynku, nie chcą nowej konkurencji. Więc ten biznes jest bardzo konkurencyjny i żeby w tym przemyśle odnieść sukces, musisz być albo bardzo, bardzo, bardzo bogaty - a ja taki nie jestem; albo musisz być bardzo, bardzo, bardzo elastycznym, szybkim i świadomym, gotowym na chwytanie nadarzających się okazji. Ponieważ wykreowanie marki jest dzisiaj niemal niemożliwe.

Tobie się jednak udało.

- Próbowałem i można powiedzieć, że jakimś cudem odniosłem sukces. W tym biznesie łut szczęścia nie istnieje. Wszystko to ciężka praca i poświęcenie. Philipp Plein powstał jako maksymalistyczna marka modowa. I to jest marka, która jest głośna. Ponieważ, jeśli nie jesteś głośny, to nie istniejesz, nikt na ciebie nie zwraca uwagi. My nie jesteśmy tymi, którzy mają największe na świecie bilboardy, którzy mogą pozwolić sobie na reklamy w każdym zaułku albo którzy mają największe na świecie sklepy. Musimy być inni, wyróżniać się. I to jest sposób, w jaki my kreujemy naszą markę, wpasowując się w niszę.

O to wyróżnienie się chodzi, żeby było o tobie głośno?

- Moda to wejście na bardzo konkurencyjny rynek, na którym właściwie wszystko już istnieje. Powiedzmy wprost - nikt nie potrzebuje nowych marek mody, nikt nie potrzebuje kolejnej kurtki, kolejnej torby, rozumiesz? Musisz się wyróżniać. W tym widzimy naszą szansę i tacy właśnie jesteśmy. To robiliśmy i będziemy to robić, bo w tym widzimy naszą przyszłość. I dlatego zawsze powtarzamy: urodziliśmy się by być czymś innym. I to powód, dlaczego wciąż istniejemy.

Czy właśnie przez bycie niszowym jesteście tak popularni w Polsce? 

- Nie wiem jakie są dokładne powody popularności naszej marki w Polsce. Ale, wiesz, opowiem ci trochę więcej, jak ta marka się rozwijała. Kiedy zaczynasz projekt taki jak nowa marka modowa, najpierw musisz wybrać nazwę: Philipp Plein albo Patrick Plein, cokolwiek. Ale wtedy pojawia się problem - nikt nie zna tej nazwy. A kiedy nikt nie zna nazwy, to nikt nie zna marki. 

Wtedy istniejesz. 

- Od początku Philipp Plein był przede wszystkim produktem, a nie po prostu nazwą. Przez pierwsze lata tylko sprzedawałem produkty, a nie moje imię. Do dzisiaj Philipp Plein jest przede wszystkim marką zorientowaną na produkt. Każdy z nich jest w pewnym sensie sygnowany, zawiera swoje indywidualne detale, szczegóły, których nie znajdziesz wszędzie. I to robi różnicę. Jeśli rozejrzysz się po salonie, spójrz - dla przykładu - na kurtkę, która wisi na manekinie. To nie jest po prostu czarna, skórzana kurtka. Masz na niej metalowe litery "Plein", którymi została ozdobiona, masz czaszkę, wyraźne obszycia. Ona ma wiele indywidualnych detali i one czynią ten produkt niepowtarzalnym. Kiedy popatrzysz na buty, to nie są zwykłe białe sneakersy. One są wysadzane ćwiekami. To ważne i potrzebne by tworzyć coś, co wpasowuje się w moją niszę i co doceniają nasi klienci.

I Polacy produkty z tej niszy zapragnęli dla siebie?

Kiedy inni cierpią, by utrzymać się na tym samym poziomie gospodarczym lub nawet tracą, Polska rośnie, i to buduje dobre wrażenie. Marki konsumenckie chcą tu sprzedawać swoje produkty. To świetna zmiana. Jesteście krajem o bardzo pozytywnym rozwoju. Kiedy ludzie zaczynają lepiej zarabiać, i widzimy to też na innych rynkach na świecie, są bardziej skłonni do wydawania pieniędzy. To część gry. Zaczynają kupować nowe samochody, mieszkania, wyjeżdżać na wakacje, odwiedzać restauracje. I tak to się kręci.

Jeśli chodzi o produkty, które tworzysz, jak byś je nazwał - postmodernistyczną modą? 

- Myślę, że my jesteśmy z jednej strony bardzo współcześni, ale z drugiej strony, nie mogę powiedzieć, że ponadczasowi, bo przecież tworzymy "modną" modę. A tworząc ją musisz wymyślać coś od nowa, każdego sezonu, każdego roku. Mamy obecnie cztery sezony - wiosna, lato, jesień, zima. I cztery razy w roku startuję od początku. To jest coś, co sprawia, że branża modowa jest tak skomplikowana i trudna. Nie wiem czy kiedykolwiek się nad tym zastanawialiście, ale jeśli macie takie marki jak Coca-Cola, możecie je sprzedawać przez 50 lat wprowadzając drobne zmiany raz na jakiś czas. Czasem aktualizujesz wygląd, dodajesz, że nie ma cukru, co pięć lat coś tam zmieniasz. Ale w modzie muszę się wymyślać na nowo, od zera. Bo cztery razy w roku muszę sprzedać coś, co ci się spodoba, wiosną, latem, jesienią i zimą. I jak to mogę zrobić? Za każdym razem muszę pokazać coś nowego. Inaczej powiesz, widziałam to już w zeszłym sezonie, kupiłam coś podobnego rok temu, mam już taki model w domu. Moim zadaniem jest wymyślanie od początku, przez cały czas, co sezon czegoś nowego. Dlatego nie powiedziałbym, że jesteśmy w Philipp Plein ponadczasowi. W świecie mody są marki ponadczasowe, klasyczne kroje. Możesz je nosić co roku i nigdy się nie zestarzeją. Ale z "modną" modą musisz grać kolorami, sezonowością, bieżącymi trendami. Cóż mogę powiedzieć: jesteśmy współczesną szybko reagującą na zmiany modą.

Minęło dwa i pół roku od wybuchu pandemii Covid-19. Teraz trwa wojna na Ukrainie. Jak to wpływa na twój proces twórczy i biznes ogółem?

- Oczywiście, że to na mnie wpływa. Na nas wszystkich to wpływa. Przede wszystkim na naszą psychikę, bo kiedy na świecie dzieje się coś złego, ludzie zaczynają się bać, stają się nerwowi i przestają wydawać pieniądze. Czują że to nie jest dobry moment na wyjście z domu, na świętowanie i robienie czegokolwiek.

- Bez znaczenia czy mówimy o wojnie teraz, czy wcześniej o pandemii - to jest coś, czego nie można było przewidzieć. Kiedy zajmujesz się globalnym biznesem, zawsze znajdą się na świecie sytuacje, które będą mieć wpływ na to, co robisz. W jednej części świata może akurat dojść do kryzysu finansowego, to może być też globalny kryzys. To, co stało się w przypadku Covid-19, to było coś czego świat wcześniej nie widział, takiego globalnego lockdownu, globalnego uderzenia w gospodarkę i w ludzi.

Jak sobie z takim ryzykiem radzisz?

- Byli ludzie, którzy wykorzystali ten okres, zarobili na tym dużo pieniędzy. Widzieliśmy to, że niektórzy stali się jeszcze bogatsi w czasie covidu, rozwinęli swoje biznesy, ale 95 proc. przemysłu ucierpiało.

- Muszę przyznać, że jestem firmą, która się samodzielnie finansuje. Nie mam bogatego taty, bogatej mamy, inwestorów... Nie mam nawet kredytu w banku jako firma. I to daje nam możliwość bycia niezależnym, ale równocześnie naraża nas na ryzyko. Od razu czujemy wpływ różnych sytuacji na świecie na nasz biznes. Musimy umieć się bronić, jak każdy.

Czy możemy płacić w warszawskim butiku w kryptowalucie? 

- Jeszcze nie. Akceptujemy kryptowaluty na naszej stronie internetowej i również w wielu naszych sklepach, ale jeszcze nie w Warszawie.

Co takiego atrakcyjnego jest w kryptowalutach? 

- Zaraz ci powiem...

...duża zmienność nie pomaga w prowadzeniu biznesu. Zwłaszcza, gdy szybko dana waluta traci na wartości może robić się nieciekawie.

- Zależy jak na to patrzysz. Dolar też traci. Jeśli mieszkasz w Ameryce i dostajesz pensję w dolarach, nawet tego nie odczujesz.

- Zaczęliśmy akceptować płatności w kryptowalutach w 2021, w sierpniu na naszej stronie internetowej, jako jedna z pierwszych marek na świecie. Uznaliśmy, że to dobry sposób na marketing, na komunikację, na pokazanie że nadążamy za trendami. Bardzo szybko zorientowaliśmy się, że to przyciąga uwagę. Byłem pod wrażeniem, kiedy przekonałem się, jak wiele osób używa kryptowalut niemal codziennie, płaci nimi za codzienne wydatki. Byłem zaskoczony tak wielkim sukcesem, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że kryptowaluty są czymś wielkim, czego nie da się już zatrzymać. Ludzie używają kryptowalut. A jest już ich tak wiele, że to ruch, który jest nie do zatrzymania.

Klienci przychodzą i płacą bitcoinami?

- My akceptujemy na stronie internetowej ponad 24 kryptowaluty, ale ze wszystkich transakcji, które są nimi dokonywane, bitcoin jest na pierwszym miejscu.

- "Krypto" ma wiele zalet, możemy zagłębić się w ten temat, dyskutować i filozofować o kryptowalutach: czy są dobre czy złe. Czy ludzie powinni czy nie powinni wspierać rozwój kryptowalut, ale to byłaby zupełnie inna dyskusja, którą moglibyśmy przeprowadzić, gdybyśmy mieli więcej czasu. Ale wracając do tematu, w Warszawie prawdopodobnie zaakceptujemy płatności w kryptowalutach, bo akceptujemy w większości naszych sklepów.

Nie boisz się, że dzisiaj kryptowaluty są a jutro ich miejsce może zająć coś zupełnie innego?

- W niektórych krajach kryptowaluty są zakazane, ale coraz więcej otwiera się na nie. Musisz patrzeć na kryptowaluty jak na waluty tj. dolar; musisz wykazać trochę cierpliwości, bo aktualnie ceny rosną i spadają, ale niewiele możesz z tego wywnioskować. Trzeba patrzeć na to w perspektywie długoterminowej. Jeśli patrzysz na zachowanie kryptowalut w ciągu ostatnich dwóch-trzech miesięcy, prawdopodobnie to nie odda skali zjawiska. Spójrz z perspektywy ostatnich pięciu lat, zobacz, gdzie wtedy one były i gdzie są dzisiaj. 

Mataverse jest przyszłością? 

- Metaverse jest przyszłością dla każdego rodzaju biznesu, jest przyszłością dla e-commerce i internetu. To kolejna rewolucja, którą można porównać do czasów, kiedy radio zostało zastąpione przez telewizję. To był wielki krok. Wyobraź sobie, że mogłeś nagle patrzeć, widzieć na ekranie ruszające się obrazy. Najpierw były one czarno-białe, potem stały się kolorowe. Przejście z radia na telewizję było wielkim krokiem. I internet idzie prosto w stronę metaverse. Myślę, że osiągnięcie pełnego potencjału metaverse zajmie nie dłużej niż 3-4 lata. Internet tworzył się na przestrzeni ostatnich 20 lat, ale technologia nie rozwijała się tak szybko jak dzisiaj.

- Z postępem technologicznym jaki mamy dzisiaj i możliwościami rozwoju - w 3-4 lata dojdziemy do poziomu, w którym nie będziemy w stanie wyobrazić sobie świata bez Metaverse.

Podobnie jak trudno dzisiaj wyobrazić sobie życia bez smartfona?

- To stworzy kompletnie nowy świat, bardzo uzależniający, świat równoległy, w którym możliwe, że w przyszłości będziemy spędzać więcej czasu niż w świecie rzeczywistym, bo może się okazać, że będzie atrakcyjniejszy. Jeśli jesteś mężczyzną, będziesz mógł być kobietę. Jeśli jesteś kobietą będziesz w stanie zamienić się w mężczyznę, w smoka albo zostać sobą. Będziesz mógł zmienić tożsamość, będziesz mógł robić rzeczy, które są nieosiągalne w świecie realnym. Moglibyśmy robić to, co teraz: siedzieć i prowadzić tę rozmowę ale też, w tym samym czasie, polecieć na Hawaje, usiąść na plaży i tam rozmawiać.

- Świat wirtualny stanie bardzo realistyczny. Będziesz mógł wziąć coś do ręki, dotknąć czegoś, coś zrobić. W metaverse będziesz mógł uprawiać sport, pójść do wirtualnej siłowni. Ludzie zaczną budować swój drugi świat. Innym pytaniem jest: czy to dobrze, czy źle, co powinno to wszystko wspierać, a co nie. Ale metaverse jako "doświadczanie" będzie czymś wyjątkowym, będzie wyjściem z jednowymiarowego do trójwymiarowego internetu, wejściem w inną rzeczywistość. I to rzeczywistość bez granic. Na razie te doświadczenia są bardzo ograniczone i dlatego ludzie nie zaczęli masowo się tym interesować. Technologia wciąż nie pozwala na odpowiednio dużą rozdzielczość. Teraz można wejść do metaverse tylko przez stacjonarne urządzenia, nie możesz używać aplikacji mobilnych w telefonach lub iPadach. Długo to trwa i masz dostęp do niewielkiej ilość treści, ale musisz pamiętać, że internet na początku też był pusty. Metaverse będzie rozwijał się szybciej niż sobie to możesz wyobrazić. To będzie rewolucja. Trudno mi to nawet ubrać w słowa. Ale kompletnie zmieni to sposób w jaki pracujemy, w jaki się komunikujemy i w jaki spędzamy czas.

Ewa Wysocka, Bartosz Bednarz

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »