Reklama

Polski e-commerce - w kraju rozwój, dalej - hamowanie

Choć polski e-commerce jest jednym z liderów w Europie, to większość naszych firm ma problem z wyjściem na inne rynki. Tyle że większość barier jest w głowach - przekonuje Borys Skraba, prezes firmy Strix.

  • Tylko 5 proc. polskich firm sprzedaje on-line w innych krajach UE
  • W UE gorszy wynik od nas mają tylko Rumunia i Bułgaria
  • 38 proc. polskich menadżerów e-commerce narzeka na brak wiedzy o innych rynkach

E-commerce szansą na przetrwanie kryzysu

- W Polsce mamy dwucyfrowe wzrosty e-commerce rok do roku, nasz rynek jest jednym z liderów w Europie. Zbliża się jednak kryzys, ludzie będą mniej kupować, trzeba więc szukać innych możliwości rozwoju. Zapytaliśmy więc e-commerce menadżerów, czyli ludzi, którzy na co dzień zarządzają sklepami internetowymi, co uważają za hamulec w ich ekspansji na inne rynki. E-commerce wydaje się idealnym narzędziem, by wyjść ze sprzedażą za granicę, nie trzeba otwierać sklepów czy podpisywać umów najmu - w teorii wystarczy przetłumaczyć opisy produktów, zainwestować w marketing i wysyłać je z Polski do Niemiec czy do Francji. Okazuje się jednak, że nie jest to wcale takie proste.

Reklama

Magiczny pierwszy krok

- Tylko połowa polskich sklepów prowadzi sprzedaż za granicą lub rozważa taką możliwość. Jako powód podają brak specyficznej wiedzy dotyczącej danego rynku. W istocie chodzi raczej o obawy przedsiębiorców, a nie o istotne różnice - owszem, klienci np. w Niemczech zachowują się trochę inaczej niż w Polsce, inne rzeczy finalnie decydują o zakupie, ale tak naprawdę mówimy o barierach w głowach naszych przedsiębiorców. Raport pokazuje że firmy, które zaczęły sprzedawać choć w jednym obcym kraju, nie mają już problemów z wejściem na kolejne rynki.

Mniejszy dystans, większy koszt

- Na pewno wiele firm po prostu woli najpierw wykorzystać wszystkie szanse na rynku krajowym, który bardzo dynamicznie się rozwija. W Polsce możemy tanio i szybko dostarczyć towary, nie jest też trudna obsługa zwrotów. Podobnie wysłanie towaru np. do Niemiec nie jest problemem, ale już jego zwrot staje się bardziej skomplikowany, a co dopiero, gdy mówimy o wielu bardziej odległych rynkach. 36 proc. firm sprzedających przez internet narzeka właśnie na bariery logistyczne i wysokie koszty wysyłek. Z Berlina jest o wiele bliżej do Szczecina niż do Monachium, a jednak przesyłka, która przekracza granicę, jest dużo droższa. Warto jednak pamiętać, że niemiecki rynek e-commerce jest 4-5 razy większy od polskiego i nieobecność na nim to utrata naprawdę dużych możliwości.

Kryzys jako okazja?

- Wejście na dany rynek to także nakłady na marketing - firmy przyznają, że mają kłopot z oszacowaniem tych kosztów, a teraz należy jeszcze spodziewać się ich zmniejszania. Z drugiej strony kryzys to dobra okazja, by znaleźć własne miejsce na jakimś dość ciasnym rynku.

A może partner na miejscu?

- Może warto zacząć od wejścia na rynki czeski i słowacki - mniejsze, ale dość proste i bliskie mentalnie czy kulturowo. Część firm znajduje też partnera na miejscu, który bierze na siebie kwestie logistyczne, wysyłki i zwroty. Warto jednak pamiętać, że zdobywanie własnych doświadczeń, nawet popełnianie błędów, jest ostatecznie bezcenne.

Rozmawiał Wojciech Szeląg

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »