Reklama

Pieniądze na transformację się znajdą, ale...

Finansowanie transformacji energetycznej nie będzie aż tak dużym problemem. Pieniądze się znajdą. Wyzwaniem jest jednak przyspieszenie realizacji celów, unijna polityka regulacyjna w zakresie gazu i niedojrzałość projektów na krajowym rynku będących częścią energetycznej rewolucji - ocenia Paweł Strączyński, wiceprezes Banku Pekao.

- Pewnym mitem jest stwierdzenie, że nie ma w Polsce pieniędzy na transformację. Źródeł jej finasowania jest wiele. Proces powinien być jednak rozłożony na 20-30 lat. Nagłe przyspieszenie, które obserwujemy, powoduje pewne obawy. Natomiast rozsądnie prowadzona transformacja rozłożona w czasie to w naszej ocenie tu klucz do sukcesu, w takim przypadku z finansowaniem nie powinno być problemu - powiedział wiceprezes Pekao podczas debaty w ramach Kongresu 590.

Przyznał, że największym problemem jest niedojrzałość projektów. A to z kolei jest efektem przyspieszenia realizacji unijnej polityki klimatycznej i wyznaczania coraz bardziej ambitnych celów. Cele te dla Polski, której energetyka oparta jest na węglu, są ogromnym wyzwaniem.

Reklama

Strączyński podkreślał, że konieczne jest zastępowanie wysłużonych jednostek węglowych blokami opalanymi gazem ziemnym. Elektrownie gazowe są stabilne i mogą pełnić rolę stabilizatora systemu energetycznego, w którym źródła odnawialne będą miały coraz większy udział.

- Gaz jest nieodzowny. Nie poradzimy sobie bez gazu, tymczasem Komisja Europejska unika jednoznacznego zajęcia stanowiska, czy jest gaz dozwolonym paliwem przejściowym czy nie i jak długo ten okres przejściowy potrwa - mówił. Tego typu regulacje unijne są kluczowe z punktu widzenia finansowania inwestycji. - Ze względu na ryzyka regulacyjne projekty gazowe są dziś - nie powiem niebankowalne - ale borykają się z problemami - dodał.

Przekonywał, że zarówno firmy jak i banki zaprezentowały strategie nakreślające kierunki rozwoju. - Pieniądze są, sektor finansowy jest przygotowany do finansowania transformacji. Musimy tylko wyeliminować czynniki ryzyka, a dziś to głównie kwestia regulacji unijnych dotyczących gazu - mówił wiceprezes Pekao.

Z kolei Jan Szewczak, członek zarządu Orlenu ds. finansowych, ma wątpliwości co do możliwości sfinansowania tak ogromnych planów. Podkreślał, że w grę wchodzą ogromne kwoty, rzędu 500 mld euro. Dodał, że nawet jeśli Unia przekaże Polsce 40-50 mld euro, będzie to kropla w morzu potrzeb. - To gigantyczny wysiłek finansowy państwa i społeczeństwa, Polaków którzy widzą, co dzieje się z cenami energii, gazu, węgla, drewna, nie mówiąc o zezwoleniach w ramach systemu ETS, gdzie mamy do czynienia ze spekulacją - mówił.

Szewczak uważa, że Komisja Europejska powinna podjąć działania, by ukrócić działania spekulacyjne na rynku ETS. - Nikt poza samymi spekulantami nad tym już nie panuje - ocenił. Dodał, że Orlen kupił certyfikaty z dwuletnim wyprzedzeniem, płacąc ok. 30 euro za tonę. Tymczasem dziś cena wynosi już ponad 60 euro za tonę, a szacuje się, że do końca roku może dobić nawet do 100 euro.

Także Strączyński zwracał uwagę na ten problem. - Półtora roku temu rynek zakładał, że cena uprawnień wyniesie ok. 30 euro w okolicach 2024-2025 roku. W 2030 r. miały one kosztować ok. 50 euro. Tymczasem ceny eksplodowały, przekraczając 64 euro. To spowodowało gwałtowne przewartościowanie większości projektów inwestycyjnych - mówił.

Uczestnicy debaty zwracali uwagę, że wszelkie procesy muszą być prowadzone w taki sposób, by nie pogłębiać ubóstwa energetycznego w Polsce. Podkreślali, że pogodzenie kwestii opłacalności prowadzenia biznesu, bezpieczeństwa energetycznego i dbałości o konsumentów to ogromne wyzwanie.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »