Reklama

Togetair 2021. Bez gazu Polska nie udźwignie transformacji

Po tym jak Niemcy wyłączą energetykę konwencjonalną i jądrową, bilansowanie krajowego systemu importem prądu z Niemiec będzie ograniczone, co oznacza wzrost ryzyka blackoutu - ocenia Paweł Strączyński, prezes Tauronu. Dlatego konieczna jest budowa w Polsce bloków opalanych gazem, które będą zastępować jednostki węglowe. W dalszej przyszłości będą one mogły być dostosowywane do wodoru.

Reklama

- Jeśli do 2050 r. mielibyśmy osiągnąć neutralność klimatyczną, to już dziś musimy rozpocząć intensywne działania inwestycyjne. Paliwem docelowym będzie wodór pozyskiwany ekologicznie. Dzisiejsze technologie wodorowe nie są ekonomicznie uzasadnione. Oczekujemy, że taka technologia się pojawi. Do czasu wdrożenia efektywnych technologii zielonego wodoru, niezbędne jest zastosowanie gazu jako paliwa przejściowego - powiedział Strączyński podczas debaty, która odbyła się w ramach szczytu klimatycznego Togetair 2021.

Reklama

Dodał, że jeśli nie zbudujemy szybko dużych mocy gazowych, stabilność krajowego systemu będzie zachwiana. Stare bloki węglowe, najmniej wydajne, będą zamykane, tym bardziej, że ceny uprawnień do emisji CO2 rosną w szybkim tempie. W środę uprawnienia doszły do 45 euro za tonę, a to nie koniec wzrostów. Produkcja energii z węgla w tym warunkach zwyczajnie się nie opłaca.

- Niemcy chcą wyłączyć energetykę jądrową i konwencjonalną. (...) Dla nas oznacza to, że naturalna techniczna możliwość zbilansowania systemu importem, który pochodził głównie z Niemiec, zostanie ograniczona. Ryzyko blackoutu  w Polsce znacząco wzrośnie - poinformował prezes Tauronu. W przyszłości krajowy system ustabilizuje atom, ale - jak zaznaczył Strączyński, to pieśń przyszłości. Pierwszy blok, zgodnie z zapowiedziami rządu, ma powstać w 2033 roku. Prezes zaznaczył przy tym, że trzeba się liczyć z opóźnieniami w tego typu inwestycjach.

Paliwem przyszłości ma być wodór, ale technologie wodorowe będą dopiero opracowywane. Na ten cel będą kierowane ogromne środki z budżetu unijnego. Jacek Jaworski z Instytutu Nafty i Gazu szacuje, że o przemysłowym zastosowaniu zielonego wodoru będziemy mogli mówić dopiero w okolicach 2030 roku.

Ostrożne podejście Unii do gazu budzi niepokój w Polsce, która poczyniła - i realizuje dalej - duże inwestycje w infrastrukturę gazową: w sieć, interkonektory na granicy z sąsiadami, w terminal gazowy w Świnoujściu i gazociąg Baltic Pipe, który ma być gotowy jesienią 2022 roku (połączy on  złoża gazowe w Norwegii z polskim systemem przesyłowym).

Jacek Jaworski z Instytutu Nafty i Gazu informował, że krajowe systemy gazownicze były budowane z myślą o transporcie metanu. Liczy on na to, że system gazowniczy okaże się w przyszłości zdatny do przesyłu mieszaniny gazu z wodorem. Transport samego wodoru wymagałby powstania zupełnie innej infrastruktury. Paweł Jakubowski, prezes Naftoserwisu, podkreśla, że wodór to gaz trudny, przenikliwy, wymagający jeśli chodzi o transport i magazynowanie.

Zdaniem Jaworskiego, możliwa będzie w przyszłości budowa rurociągów do transportu wodoru w postaci autonomicznych systemów, systemów zamkniętych. - Byłyby to sieci w enklawach gospodarczych, przemysłowych. Niezależnie od tego obecnymi połączeniami transportowana mogłaby być mieszanina gazu z wodorem - mówił.

Monika Borkowska

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »