Reklama

Medisept: Spada popyt na środki dezynfekcyjne

Wybuch pandemii koronawirusa spowodował gwałtowny wzrost zapotrzebowania rynku na środki do dezynfekcji. Teraz popyt spada, a liczba producentów preparatów biobójczych nie maleje. O tym, jaka przyszłość czeka rynek środków dezynfekcyjnych i w jaki sposób konsument może uchronić się przed zakupem podrabianych produktów mówi Przemysław Śnieżyńskim, prezes firmy Medisept.

Dominika Pietrzyk, Interia: Czy możecie sprostać teraz popytowi na środki dezynfekcyjne?

Reklama

Przemysław Śnieżyński, prezes Medisept: - Bez najmniejszego problemu. Obserwuję, że zapotrzebowanie bardzo się zmniejszyło. Myślę, że jest to spowodowane dwoma czynnikami. Pierwszy to ogromna ilość nowych rejestracji środków biobójczych, jak również duża podaż środków wytwarzanych nie do końca zgodnie z prawem. Z drugiej strony, cała sytuacja pandemiczna w Polsce przebiegała stosunkowo dobrze i o ile półtora miesiąca temu mieliśmy panikę, to teraz część społeczeństwa zastanawia się, czy ten koronawirus w ogóle istnieje.

Jaki jest wzrost waszej produkcji rok do roku?

- Mówimy właściwie o tych trzech miesiącach od marca do maja. Zwiększyliśmy produkcję kilkakrotnie. Przed pandemią pracowaliśmy na jedną zmianę przez 5 dni w tygodniu, a przez te trzy miesiące pracowaliśmy na trzy zmiany przez 5-7 dni w tygodniu, co może obrazować wzrost produkcji.

Czy sprzedaż środków dezynfekcyjnych spadła?

- Tak, zdecydowanie zapotrzebowanie zmalało. Popyt na środki dezynfekcyjne został w dużej mierze zaspokojony. Oceniam, że w placówkach medycznych zgromadzono zapas na 2-3 miesiące. Mamy takie informacje ze strony szpitali. Myślę, że bardzo podobna sytuacja występuje w przypadku prywatnej służby zdrowia i konsumentów.

Wspomniał pan o nowych produktach dezynfekcyjnych, które wprowadzono do obrotu w ostatnich miesiącach. Czy rynek bardzo się rozrósł?

- Dzisiaj mamy na rynku taką sytuację, że jest wielu producentów, którzy korzystają z uproszczonej procedury rejestracji środków biobójczych i którzy nie mają żadnego doświadczenia w ich produkcji, a oprócz tego pojawiła się masa firm, które z dezynfekcją nie mają nic wspólnego.

- Według naszych informacji, złożono ok. 2,5 tys. wniosków o rejestrację nowych produktów w przyspieszonej procedurze pandemicznej, która będzie trwała 180 dni od połowy marca. W normalnych warunkach trzeba przeprowadzić badania produktu w certyfikowanych laboratoriach. Na przykład nasz produkt do dezynfekcji rąk przygotowywaliśmy przez 3 lata. Obecnie w skróconej procedurze, która obowiązuje do połowy września, producent może oświadczyć, że ktoś inny produkuje środek biobójczy o takim składzie jak produkt, który chce zarejestrować. Taki producent wypełnia wniosek i nie jest ważne, czy wcześniej produkował środki biobójcze. Może zacząć produkcję bez konieczności poddania preparatu badaniom laboratoryjnym. Takich wniosków zarejestrowano już ok. 1,5 tysiąca, a według mojej wiedzy kolejne tysiąc leży na stole.

- Oprócz tego na rynku pojawiła się masa produktów antybakteryjnych, które nie wiadomo, jakie normy spełniają. To najczęściej produkty kosmetyczne, a w sytuacji gdy społeczeństwo jest niewyedukowane w kwestii działania substancji biobójczych, część konsumentów wybiera takie produkty. To też wpływa na zmniejszenie popytu na certyfikowane środki dezynfekcyjne.

Czy wobec tego - pana zdaniem - uproszczona procedura rejestracji środków dezynfekcyjnych była potrzebna?

- Jak najbardziej. Był czas, że my sami zabiegaliśmy o to, żeby pojawiła się taka uproszczona procedura na czas pandemii i fantastycznie, że się pojawiła. Z jednej strony jestem producentem środków dezynfekcyjnych, ale z drugiej strony wiem, że wirus stanowi poważne zagrożenie. Gdybym miał ocenić, to ta droga była właściwa i dobrze się stało. Komunikowaliśmy się zresztą z Ministerstwem Zdrowia w marcu i byliśmy w grupie firm lobbujących za tym, żeby taka procedura się pojawiła.

Czy ona daje gwarancję jakości produktu?

- To odwołanie się do uczciwości poszczególnych producentów. Uogólnienia byłyby krzywdzące. Ale kiedy patrzę, jaki poziom cen obowiązuje teraz na rynku i wiem jakich surowców należy użyć, żeby wyprodukować skuteczny środek biobójczy, to myślę, że albo ktoś do tego dokłada, albo deklaruje coś innego niż to, co jest napisane na opakowaniu. A zwyczajny konsument nie jest w stanie tego sprawdzić.

Pojawiły się ostrzeżenia dotyczące nielegalnych produktów, które uchodzą za środki do dezynfekcji. Jaka jest skala tego zjawiska?

- Nikt nie jest w stanie tego ocenić. My spotkaliśmy się z kilkudziesięcioma tego typu przypadkami. Znalazłem w gazetce dużej renomowanej sieci sklepów ofertę na produkt do dezynfekcji, który według mojej oceny nie miał nic wspólnego ze środkami biobójczymi. W dwóch dużych sieciach handlowych pojawiły się oferty produktów do dezynfekcji, które były środkami kosmetycznymi bez certyfikatu. To są sytuacje, na które może zareagować Główny Inspektorat Sanitarny. Odnotowaliśmy około 30 przypadków produktów deklarowanych jako skuteczne w zetknięciu z wirusem. Ale to jedynie mętne deklaracje.

Co w sytuacji kiedy GIS wykryje nieprawidłowości?

- Istnieją przepisy, które regulują sytuację podmiotu wprowadzającego środek biobójczy do obrotu. Ustawodawca szeroko podszedł do tematu, bo takim podmiotem może być importer, producent, ale też sieć handlowa. Za wprowadzanie nielegalnego środka biobójczego na rynek, albo takiego który uchodzi za środek biobójczy, a nim nie jest, grozi kara grzywny lub pozbawienia wolności do lat 2.

Zgłaszaliście takie przypadki do GIS-u?

- Zgłaszaliśmy w przypadku firm, które podrabiały nasze produkty.

To czym różni się środek dezynfekcyjny od środka kosmetycznego?

- To tak jakbyśmy porównywali leki i suplementy diety. Wyroby biobójcze bada się i opracowuje zgodnie z precyzyjnymi wytycznymi, bo jeżeli chcemy udowodnić działanie wirusobójcze, to istnieją określone procedury badawcze. My na przykład bardzo dokładnie badamy surowce, z których produkujemy środki. Te surowce są w 100 proc. przez nas przebadane. Cały proces produkcji i  uzyskiwanie wyrobu końcowego jest ściśle kontrolowane i udokumentowane na każdym etapie.

W jaki sposób konsument ma rozpoznać, że dany produkt jest środkiem dezynfekcyjnym?

- Na każdym produkcie biobójczym powinien być podany numer pozwolenia i to jest rzecz, która powinna konsumenta w dużej mierze zabezpieczyć. Generalnie przyjmujemy, że produkt ma działanie wirusobójcze w stosunku do COVID-u., kiedy zawiera powyżej 70 proc. alkoholu etylowego, albo powyżej 60 proc. alkoholu izopropylowego. Wszystkie produkty, które mają niższą zawartość alkoholu mogą nasuwać wątpliwości dotyczące ich skuteczności. Proszę sobie wyobrazić jakie to są czasami "fajne" i "wyrafinowane" preparaty... Dobrze jest używać środków wyprodukowanych w firmach, które mają o tym pojęcie. Profesjonalne środki dezynfekcyjne, oprócz certyfikatu poświadczającego właściwości biobójcze, zawierają substancje pielęgnujące skórę. Personel medyczny używa ich kilkadziesiąt razy dziennie. Po dobrym środku dezynfekcyjnym dłonie są bardziej zadbane niż przed jego użyciem. To ważne, bo używając produktów podrażniających skórę, możemy otworzyć dodatkowe wrota zakażenia. Wszystkie miejsca gdzie nie mamy skóry, albo jest ona uszkodzona lub spękana to miejsca, przez które wirus może dostać się do organizmu.

Czy nie jest trochę tak, że ostrzega pan przed podróbkami i nielegalnymi środkami dezynfekcyjnymi, bo ich producenci zabierają wam klientów?

- Nasz sposób działania i myślenia jest taki, żeby ludzi edukować i to nie jest pomysł, który został skrojony na tę pandemię. My cały czas działamy w tym duchu. Jest tak wielu producentów, którzy działają zgodnie z przepisami, że my i tak rozwoju tego rynku nie jesteśmy w stanie zahamować. To się już stało. Uważam jednak, że w każdym miejscu i czasie należy mówić ludziom, jaka jest rzeczywistość, bo niemówienie o tym jakie parametry powinien mieć preparat do dezynfekcji, działa na szkodę społeczeństwa. Jeżeli ludzie sądzą, że używają środków, które są skuteczne, a takie w rzeczywistości nie są, to wyrządzamy sobie jako społeczeństwu ogromną szkodę. Nie mówimy, że inni są źli, a my dobrzy. My mówimy o kryteriach i zostawiamy klientom decyzję.

Rynek środków dezynfekcyjnych bardzo się rozrósł. Teraz przeżywa dobre chwile, ale pandemia kiedyś się skończy, a popyt mocno spadnie. Czy ta duża konkurencja i wysyp nowych producentów nie będą dla was problemem w przyszłości? Teraz jest dobrze, ale co dalej...

- Recepta jest bardzo prosta. Trzeba być tylko najlepszym. My proponujemy rozwiązania o wysokim standardzie profesjonalnej dezynfekcji szpitalnej. Obejmują one produkt, doradztwo i implementację w miejscach, które do tej pory nie wymagały dezynfekcji. Zaufanie klientów od lat budujemy również poprzez zaangażowanie Mediseptu w projekty edukacyjne. Konkurowałem przed pandemią z ogromnymi, międzynarodowymi koncernami z setkami milionów euro przychodów i z tymi firmami dawałem radę. Cały czas rośniemy. Zmieniły się warunki. Pojawiła się cała masa firm, którym wydaje się, że dezynfekcja to ławy kawałek chleba. Czas pokaże, jaka jest rzeczywistość. Ile spośród tych 2,5 tys. producentów, którzy złożyli wnioski o rejestrację produktu, przetrwa. Ich pozwolenia na produkcję są czasowe, a później będą musieli dysponować własnymi badaniami. Jestem ciekaw, ile firm zdecyduje się zrobić te kosztowne badania i stanąć do równej walki.

Rozmawiała Dominika Pietrzyk

Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | Polska
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »