Reklama

3,80 za euro to nie żadna tragedia

Możliwe, że w perspektywie roku nie będzie potrzeby podnoszenia stóp procentowych, gdyż sytuacja nie jest klarowna - powiedział Andrzej Bratkowski z RPP.

- Sytuacja nowej RPP nie jest aż tak komfortowa, jakby się mogło wydawać, z tego względu, że ta opinia o komforcie zakładała, że jest tylko jeden kierunek zmian stóp procentowych. Obecnie, patrząc na to, co się dzieje z bardzo słabym ożywieniem gospodarczym w UE i na to, co się dzieje z kursem złotego, sytuacja nie jest tak ewidentna - powiedział. - Osobiście mam bardzo duże wątpliwości, co do scenariusza makroekonomicznego przygotowanego przez Instytut Ekonomiczny NBP (w projekcji inflacji - PAP), choć może w najmniejszym stopniu do inflacji. Zgadzam się, że w najbliższych miesiącach będzie się ona obniżała, nie umiem powiedzieć dokładnie, czy to będzie 2 proc., 1 proc., czy zatrzyma się na 2,5 proc. (...). Możliwe, że w perspektywie roku nie będzie potrzeby podnoszenia stóp procentowych - dodał.

Reklama

Lutowa projekcja zakłada, że inflacja w 2010 roku spadnie do 1,8 proc, a w 2012 roku podniesie się do 3,5 proc.

Z kolei PKB w 2010 urośnie o 3,1 proc., tak jak w 2012 roku.

Nadal nastawienie neutralne

Członek RPP powiedział, że aby nie wysyłać mylących sygnałów dla rynku, nastawienie neutralne jest naturalnym stanem dla RPP wobec dużej niepewności gospodarczej.

- Nawet, jeśli prawdopodobieństwo podwyżek stóp jest większe niż prawdopodobieństwo obniżek, to rozkład ryzyk jest bardzo spłaszczony. Chodzi o to, abyśmy nastawienia nie zmieniali o 180 stopni w ciągu kilku miesięcy. W warunkach bardzo dużej niepewności neutralne nastawienie jest naturalnym stanem, w którym Rada czeka na dalszy rozwój wydarzeń i nie wysyła rynkowi sygnałów, które mogłyby się szybko zdezaktualizować - powiedział Bratkowski.

- Lepiej jest po prostu nie wprowadzać złudnego przekonania, że wiemy, w którym kierunku to dalej pójdzie - dodał.

- Nie jest do końca wykluczone, że decyzja o zmianie stóp nastąpi łącznie ze zmianą nastawienia lub tuż po. Wydaje mi się, że pomijając sytuację gwałtownego pogorszenia zewnętrznego, to taka sytuacja stagnacyjnego wzrostu gospodarczego na zewnątrz i spokojnego ożywienia w Polsce, nie skłania mnie do myślenia, że będziemy musieli gwałtowanie działać. Najprawdopodobniej najpierw damy sygnał rynkowi, w którą stronę mamy iść, a potem będziemy iść w tą stronę. Mam nadzieję, że nie będzie tak, że damy sygnał, w którą stronę będziemy iść, a po miesiącu pójdziemy w drugą stronę - powiedział.

***

"Wzrost PKB w I poł. roku ok. 1,5-2 proc."

Wzrost PKB w I połowie roku może sięgnąć ok. 1,5-2 proc., w II połowie roku może przyspieszyć do ok. 3 proc., a za cały rok wynieść ok. 2 proc. - powiedział PAP członek RPP Andrzej Bratkowski. - Pierwsze półrocze może być słabiutkie (jeśli chodzi o wzrost PKB - PAP). Nie wiemy, jak efekt zimy zadziała na konsumentów. Nie widzę w dynamice konsumpcji jakiegoś trendu wzrostowego. Opóźnione skutki kryzysu będziemy odczuwać w I kwartale tego roku. Nie widzę też miejsca na wzrost nakładów na inwestycje w sektorze prywatnym - powiedział.

- Dane o handlu będą się pogarszać z miesiąca na miesiąc. W sumie raczej w I półroczu oczekuję, że w najlepszym razie kontrybucja eksportu netto będzie koło zera. II półrocze będzie zależeć od sytuacji zewnętrznej - jeśli tam będzie ożywienie, to mimo mocniejszego złotego eksport będzie rósł szybciej niż import i będzie poprawa w stosunku do I półrocza. Jeśli w całym roku kontrybucja będzie na poziomie 0,5 proc. to będzie dobrze, ale to równie dobrze może być -0,5 proc. albo i więcej. (...) Raczej sądzę, że w najlepszym razie bilans eksportu netto i zapasów to łącznie będzie około 0,5 proc. - dodał.

- Mam nadzieję, że poprawa sytuacji na rynku pracy spowoduje, że w II połowie roku konsumenci będą bardziej optymistyczni. Można liczyć, że II połowa roku będzie lepsza. W sumie uważam, że w I połowie zaczynam się bardziej bać o 2 proc. - 1,5 proc. W II połowie to będzie około 3 proc. W sumie około 2 proc. - dodał.

***

Szybkie wejście do EMU nawet kosztem krótkookresowego ograniczenia wzrostu

Członek RPP Andrzej Bratkowski uważa, że Polska powinna wejść do EMU nawet kosztem ograniczenia wzrostu PKB, a rok 2015 ocenia jako realistyczny dla przystąpienia do strefy euro.

- Zgadzam się z poglądem, że najpierw należy spełnić kryterium fiskalne. (...) Strefa euro ma sama pewne problemy, więc te korzyści z bardzo szybkiego wchodzenia do EMU są teraz trochę mniejsze niż w przyszłości. Pytanie o to, jakie ryzyka należy podejmować, jest otwarte. Ja jestem za tym, abyśmy szybko wchodzili do strefy euro i żeby to się odbywało kosztem krótkookresowego ograniczenia wzrostu PKB - powiedział.

- Przy obecnym scenariuszu dla polskiej gospodarki, 2015, jako rok przyjęcia euro, wydaje się być optymalny. Gdyby poprawa sytuacji gospodarczej byłaby olśniewająco szybsza, może warto byłoby się pokusić o to, aby lekko "przycisnąć i wskoczyć" na ten 2014 rok, pod warunkiem, że strefa euro uporządkuje swoje sprawy. Natomiast przy scenariuszu bardziej pesymistycznym, naszej gorszej sytuacji gospodarczej i gorszej sytuacji w strefie euro, to wtedy rzeczywiście to jest taki wariant, że może warto rok, dwa poczekać, aż sytuacja się wyklaruje - dodał.

Przy dużej zmienności FX RPP nie powinna być bardzo ortodoksyjna

W warunkach dużej zmienności kursu, RPP nie powinna być bardzo ortodoksyjna, jeśli chodzi o cel inflacyjny, a umocnienie PLN stwarza RPP większe pole manewru w polityce monetarnej - powiedział członek RPP Andrzej Bratkowski.

- W mojej ocenie podstawowy problem polega na tym, że w warunkach dużej zmienności kursu walutowego, trudno jest nam wykorzystać tendencje kursu złotego do przewidywania inflacji. Gdyby to (umocnienie - PAP) miało się utrzymać, to daje nam przestrzeń do zmian w polityce monetarnej. Uważam, że nie powinniśmy być bardzo ortodoksyjni, jeśli chodzi o bezpośredni cel inflacyjny - powiedział.

- Lepiej, aby kurs nie spieszył się z aprecjacją, wołałbym 4,0 niż 3,8. Jednak kurs na poziomie 3,80 nie jest jeszcze żadną tragedią dla gospodarki, jest ona w stanie utrzymać konkurencyjność. Z drugiej strony, gospodarka może to odzyskać, dzięki troszkę mniej restrykcyjnej polityce monetarnej, gdyż umocnienie kursu i ewentualna stabilizacja na mocnym poziomie stwarza większe pole manewru, jeśli chodzi o poziom stóp procentowych - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »