Reklama

Euro - problem czy okazja?

Nie będę pisał o tym, czy warto, aby Polska przyjęła euro, gdyż wiele już o tym pisano, a większość z nas i tak ma ten temat wyrobione opinie (z natury pozytywne). Zajmę się bardziej cyniczną kwestią, czyli tym, w jaki sposób można zarobić na cudzych problemach - przy czym od razu zaznaczę, że tym, który zyska więcej, będzie przeciętny Kowalski, przymierzający się do zaciągnięcia kredytu hipotecznego.

A owe problemy to oczywiście sprawa Grecji i pozostałych krajów PIIGS (Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja i Hiszpania - przyp.red.), które stały się pierwszymi ofiarami publicznego rozdawnictwa, czyli fachowo do sprawy podchodząc - publicznych programów stymulacyjnych.

Euro to tańszy kredyt

Niezależnie od tego, jak słuszne będą tezy o unikaniu nadmiernego ryzyka walutowego, każdy myślący kredytobiorca zdaje sobie sprawę z tego, że kredyt hipoteczny w walutach obcych będzie po prostu tańszy przy spłacaniu, gdyż długoterminowo złoty będzie się umacniał (i nie jest to żadna ekonomiczna fikcja).

Reklama

Na nadmierne ryzyko wystawią się tylko ci, którzy zdecydują się wziąć kredyt na okres kilku lat, bądź zakładają, że mogą zmienić lokal na większy w najbliższych latach (i tym samym scedować spłaty kredytu na kupującego). Kredytów w euro chętnie udzielają też same banki, gdyż nie ma większych problemów z pozyskaniem finansowania na rynku (znacznie gorzej jest z frankiem).

Sami bankowcy zakładają też, że taki kredyt wiąże się z mniejszym ryzykiem ze względu na bliskie wstąpienie Polski do strefy euro (kilka lat?). Dlaczego zatem największą popularnością wśród klientów cieszy się kredyt z rządową dopłatą, czyli "Rodzina na swoim"?

Kredyt w Euro - brać czy nie? Dołącz do dyskusjiNiewątpliwie jest to wynik zawirowań na rynku walutowym z przełomu lat 2008/2009 i swoistego magnesu w postaci dopłat do połowy odsetek przez kolejne osiem lat. Należy dodać, że także haczyka, który niesie ze sobą spore ryzyko, bo mało który kredytobiorca policzył sobie wysokość raty po zakończeniu rządowych dotacji. Chyba że założymy, że po tym okresie Polska przyjmie euro (do 2018 r.).

Tymczasem już teraz miesięczne raty obu kredytów - "sponsorowanego" w złotych i zwykłego w euro - są do siebie zbliżone. Przy czym ten ostatni nie stawia żadnych ustawowych ograniczeń.

Zarobić na PIIGS-ach

W tym miejscu dochodzimy do meritum: czy można zarobić na greckich problemach? Tak, wystarczy zaciągnąć zobowiązania w euro i liczyć na to, że ta waluta wpadnie w jeszcze większe tarapaty.

Załóżmy, że George Soros, słynny finansista i spekulant, będzie miał rację i zobaczymy parytet euro do dolara. Najpewniej objawi się to poważnymi problemami nie tylko Grecji, ale też Hiszpanii i Portugalii. Strefa euro będzie miała trudny orzech do zgryzienia, co może przerodzić się w dłuższą stagnację gospodarczą. Wtedy jednak słaba waluta będzie dla niej zbawieniem. Spekulanci też będą zadowoleni, bo znajdą źródło do finansowania strategii carry-trade.

Czy to będzie oznaczać euro poniżej trzech złotych? A dlaczego nie - ostatnie tygodnie pokazały, że złoty wraz z walutami regionu pozostaje mocny, niezależnie od tego, co dzieje się na rynku EUR/USD. Fundusze po prostu, zamiast stosować klasyfikację geograficzną, zaczynają podchodzić indywidualnie do każdego kraju. A Polska, jak to ostatnio nazwał jeden z analityków zagranicznych banków, rzeczywiście zaczyna stawać się "bezpieczną przystanią" na europejskiej mapie przerostu deficytów i zadłużenia.

Sprawdź bieżące notowania walut na naszych stronach

Nie oznacza to, że sami jesteśmy bez skazy - jeszcze nie tak dawno ekonomiści masowo straszyli nas możliwością naruszenia konstytucyjnych progów długu sektora publicznego do PKB. Tyle że na rynkach finansowych od dawna jest już tak, iż wybiera się po prostu mniejsze zło, bo ideały zwyczajnie nie istnieją.

To tłumaczy, dlaczego te same banki, które nawołują Polskę do przeprowadzenia odważnych reform, jednocześnie dają dość ambitne poziomy dla dalszej aprecjacji złotego.

Czysta spekulacja czy rozważna kalkulacja? Niezależnie o tego, jaka jest odpowiedź - zamiast się tylko przyglądać i komentować, zacznijmy wyciągać wnioski i sami zarabiać.

Marek Rogalski

analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska SA

Dowiedz się więcej na temat: tym | problem | okazje | kredyt | ten

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »