Reklama

Felieton Gwiazdowskiego: Bohaterska walka z recesją

"Większość ekonomistów zakłada już, że wkrótce będziemy obserwować w Polsce recesję". Z tym się prawie zgadzam. Poprawiłbym tylko "już" na "dopiero" teraz. Bo prędkość z jaką Rada Polityki Pieniężnej zaczęła się wspinać pod stromą górę stóp procentowych przy rozpędzającej się już szybko inflacji oraz skłonności przedsiębiorców do przerzucania na klientów podwyższonych im przez Polski (Nie)ład podatków, połączona z niepewnością o losy Ukrainy, dawała pewność, że skończy się to wszystko recesją.

Teraz mamy nowe dane. W czerwcu inflacja wzrosła do 15,6%. Za to wskaźnik aktywności finansowej (PMI) spadł do 44 punktów - o 4,1 punktów bazowych miesiąc do miesiąca, choć już przed miesiącem był słaby. To zresztą czwarty miesiąc spadku PMI i jednocześnie drugi, w którym znajduje się on poniżej poziomu 50 punktów uznawanego powszechnie za krytyczny. Spadek PMI jest skutkiem spadku produkcji bieżącej i spadku nowych zamówień na produkcję niezbędnych do produkcji przyszłej - co oznacza, że w kolejnych miesiącach dalej będzie ona spadać.

Reklama

Znowu więc praktyka obaliła teorię, zgodnie z którą przy pomocy luzowania polityki pieniężnej można osiągnąć wzrost gospodarczy. Przez jakiś czas można, ale nie stale.

Za to waluty się umocniły. To z kolei oznacza, że złoty osłabł. Euro po 4,8 a dolar po 4,7. To dobra wiadomość. Ale tylko dla eksporterów. Jak w 2009 roku. Byliśmy wówczas "zieloną wyspą" właśnie dzięki temu, że nominalny, liczony wartościowo w złotych, wolumen eksportu wzrósł. Ale dla równowagi to zła wiadomość dla importerów. "Orlen" importujący ropę naftową "się wyżywi" - jak rząd. Gorzej z jego klientami. Zwłaszcza, że i sama ropa naftowa drożeje. I drożeć będzie, bo bez trzeciego producenta ropy i gazu na - czyli Rosji - bilans energetyczny świata się nie spina. W odróżnieniu od nas Chiny, Indie czy Afryka nie mają powodu by nie kupować ropy z Rosji. Cena ropy arabskiej też więc wzrośnie.

W takich to warunkach "ekonomiści przewidują, że koniec cyklu podwyżek stóp procentowych jest coraz bliższy, bo zbliża się także szczyt inflacji". No ale jak to? W jaki to sposób stopy procentowe ustalane w Polsce przez Radę Polityki Pieniężnej wpływają na pandemię, przerwane łańcuch dostaw, wojnę na Ukrainie i ceny surowców energetycznych, które ekonomiści ci uważają za główną przyczynę inflacji? Czyżby przewidywali, że wojna się skończy, zboże z Ukrainy zostanie na światowe rynki dostarczone, Nord Stream 2 będzie uruchomiony i ceny ropy i gazu spadną? Czy może jednak inflacja jest zjawiskiem pieniężnym?

Ponoć "recesja powinna obniżyć popyt konsumpcyjny, czyli wewnętrzny czynnik napędzający dynamikę cen". Ale jak to, że recesja? Recesja - sięgnijmy do podręczników, z których uczą się ekonomiści - "to zjawisko makroekonomiczne polegające na tym, że tempo wzrostu gospodarczego zostaje znacznie zahamowane" skutkiem czego "dochodzi do spadku produktu krajowego brutto (PKB)". To teraz definicja owego PKB. "Jest to łączna wyrażona w pieniądzu wartość wszystkich dóbr i usług wytworzonych w danym kraju". Jak pieniędzy, przy pomocy których można "wyrazić wartość" dóbr i usług, jest na rynku więcej, to przecież one "wyrażają" (licząc "w pieniądzu") wyższą wartość tej samej ilości dóbr i usług, a w pewnym momencie nawet mniejsza ilość tych dóbr i usług ma większą wartość "wyrażoną w pieniądzu".

Ponoć "polityka pieniężna tłumi inflację niezależnie od jej przyczyny". Cud! Po prostu cud. Polityka pieniężna działa tylko w jedną stronę. Inflację tłumi, ale jej nie wywołuje.

Ale jest w tych podręcznikach do ekonomii i taka teza, że choć "recesja może mieć różne przyczyny" to "jedną z najczęstszych jest zła polityka monetarna i nadmierna ingerencja państwa w gospodarkę. A kataklizmy i wojny mogą doprowadzić do recesji pośrednio". Otóż to właśnie! Ale to wyczytałem w podręcznikach pisanych w czasach, gdy arkusze kalkulacyjne nie były jeszcze tak popularne, a używanie tych, które były wymagało pewnych umiejętności. Dziś Excel potrafi dość długo zapobiegać recesji.

Skoro jednak "już" większość ekonomistów zakłada, że będzie recesja, to spójrzmy do podręczników ekonomii jak radzą walczyć z recesją, do której teoretycznie nie powinno dojść, gdyby te wszystkie doskonałe przecież narzędzia, którymi dysponują były wykorzystywane dobrze. Radzą te podręczniki zastosować narzędzia polityki antyrecesyjnej. Jak:

■ obniżenie podatków od przedsiębiorstw, które przyczynia się to do zwiększenia wielkości inwestycji w dobra trwałego użytku;

■ zmniejszenie wydatków socjalnych, które pozwala zahamować powiększenia się deficytu budżetowego i [ UWAGA, UWAGA!]

■ obniżenie stóp procentowych!

Walcząc z recesją, która nas czeka "wkrótce", będziemy obniżać te stopy procentowe, które właśnie teraz podnosimy w celu walki z inflacją wywołaną ich obniżaniem.

Pomyśleć, że podręczniki radzą, by policy mix, czyli wypadkowa decyzji władz odpowiedzialnych za politykę pieniężną i władz odpowiedzialnych za politykę fiskalną była "właściwa". Ale jak ją właściwie zmiksować skoro w podręcznikach piszą, że pożyczanie pieniędzy, które trafiają na rynek wprost z komputerów bankowych to polityka "fiskalna" - z czego naśmiewałem się w felietonie z ubiegłego tygodnia.

Robert Gwiazdowski

Adwokat, prof. Uczelni Łazarskiego

Autor felietonu prezentuje własne poglądy i opinie

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia Messengerem o kolejnych felietonach Roberta Gwiazdowskiego kliknij tutaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »