Reklama

Juan zglobalizowany?

Chińczycy znaleźli sposób na umiędzynarodowienie juana i mimo kontrowersji, owoce wydają się bardzo kuszące dla wszystkich stron.

W czerwcu 2009 roku Bank of China przeprowadził pierwszą w historii światowego i chińskiego systemu walutowo-finansowego operację transgranicznego rozliczenia międzynarodowej transakcji handlowej w juanie, a nie jak dotychczas w dolarze, euro, jenie lub w innej walucie. Jej wartość wyniosła zaledwie 13,66 mln juanów (2 mln dolarów). Po krótkim okresie niechęci firm do tego typu operacji nastąpił ich intensywny rozwój. Od tamtego czasu łączna wartość transakcji przekracza dziesiątki miliardów dolarów, a liczba przedsiębiorstw korzystających z tego rodzaju platformy transakcyjnej przekroczyła już 70 tysięcy. Bank HSBC przewiduje, że już w 2012 roku od 40 do 50 procent wszystkich transakcji handlowych między Chinami a krajami Azji będzie wyrażonych tylko w juanie. Z innego jego badania przeprowadzonego wśród przedsiębiorstw w Azji Południowo-Wschodniej wynika, że aż 69 procent firm domaga się, by banki udostępniły im zaawansowane usługi transakcji w juanie między Chinami, Hongkongiem i Tajwanem. Z kolei 57 procent oczekuje, by w związku z takimi operacjami banki, posiadające zezwolenie na operacje w chińskiej walucie, miały swoje oddziały w Chinach, w Hongkongu i na Tajwanie. 49 procent przedsiębiorstw liczy, że wszelkie formalności z tym związane będą załatwiane w jednym miejscu (banku), co znacznie oszczędzi czas i pieniądze. Tymczasem w niespełna dwa lata od pierwszej operacji rozliczenia transgraniczne w juanie dotarły do Europy, w tym także do Polski.

Reklama

Juan a la Mundell

Fakt niepełnej wymienialności juana jest przedmiotem dość ostrych sporów politycznych na linii USA-Chiny, z których jak dotąd niewiele wynika dla globalnej gospodarki. W rozwiązaniu tego konfliktu zupełnie nie pomaga koncepcja optymalnego obszaru walutowego, opracowana przez wybitnego ekonomistę, laureata Nagrody Nobla, profesora Roberta Mundella. Dokładniej chodzi o jego poglądy, jakie wyprowadza z tej teorii wobec juana, na które chętnie Chińczycy się powołują. Robert Mundell uważa, że Chiny powinny utrzymać stały kurs wymiany juana do chwili, gdy ich gospodarka o modelu eksportowym będzie posiadać zdolność rosnącą bez szkody dla równowagi całego systemu. Zdaniem profesora Roberta Mundella, wzrost oficjalnej ceny waluty krajowej względem obcych jest najmniej dokuczliwy dla obywateli danego kraju (Chin), jeśli jego PKB jest porównywalny z dochodem kraju waluty, względem którego wzrost ceny pieniądza krajowego (juana) w stosunku do zagranicznego spowodowany interwencją rządową ma być dokonany. W przeciwnym razie potencjalny beneficjent (Chiny) straci, a reszta zyska. Właśnie te badania Mundella oraz nieproporcjonalny do krajów rozwiniętych poziom technologiczny i nierównomierny rozwój gospodarczy zachodnich rejonów Chin zamieszkanych przez 800 mln ludzi, którzy nie korzystają z dobrodziejstwa postępu ekonomicznego, są dla chińskiego rządu przeciwwskazaniem do podnoszenia wartości juana. Uznał on bowiem, że skoro nie może go zrewaluować, to może być on wyeksportowany. Ogromne, prawie 3-bilionowe rezerwy walutowe doskonale się do tego nadają. Chińscy politycy zrozumieli, że zakumulowany przez trzy dekady kapitał jest doskonałym medykamentem na znoszenie napięć nadpłynności w sferze finansowej i gospodarczej wewnątrz kraju, w sytuacji niezbyt rozbudzonej wewnętrznej konsumpcji. Z kolei nisko wymienialny kurs juana w porównaniu z innymi walutami jak dolar i euro, które są "umoczone" w kryzysie, daje gwarancję stabilnego kursu, który jest zabezpieczony decyzjami administracyjnymi przez rząd w Pekinie. Choć może ta rękojmia nie wszystkich przekonuje, to na pewno jest złotym kluczem, który coraz częściej i szerzej otwiera drzwi do zagranicznych rynków. I ten właśnie casus Chińczycy chcą wykorzystać w innych regionach świata z pomocą stworzonego przez swoich ekspertów narzędzia: transgranicznych rozliczeń transakcji handlowych.

Juan po polsku

W społecznym odbiorze polsko-chińskie relacje gospodarcze postrzegane są jako nieważne lub mało znaczące, mimo że obroty handlowe z roku na rok rosną średnio o 20 procent, a w 2010 roku zamknęły się rekordową kwotą ponad 12 mld dolarów. Dobrą stroną jest to, że ograniczenie dyskusji do wąskiego grona fachowców stwarza dobre warunki dla rozwoju juana w Polsce. Z drugiej strony brak szerokiej debaty nadal utrzymuje niską świadomość społeczną, co raczej sprzyja utrwalaniu stereotypów, a nie wykorzystywaniu szans przez polskie firmy i polskich przedsiębiorców. To obojętne środowisko w Polsce zdecydował się zmienić bank HSBC. - Od ponad 146 lat bank HSBC jest obecny na rynku chińskim, a operacje cross-border są znane tam od blisko 2 lat - mówi Andrzej Puta, dyrektor Departamentu Finansowania Handlu banku HSBC w Polsce. - Handel światowy w kontekście Chin się zmienia. Większy udział Chin w handlu występuje w tzw. interregional partner, gdzie Chiny wiodą prym. W efekcie rozprzestrzenianie się waluty chińskiej stało się naturalne, a proces ten zaczął przenikać na inne kontynenty poza Azję. Dziś Grupa HSBC oferuje te rozliczenia w 37 krajach na świecie i na 6 kontynentach. Europa, z uwagi na swoje obroty z Chinami przekraczającymi setki miliardów dolarów, jest naturalnym środowiskiem dla tego typu operacji. Jak zaznacza dyrektor Puta, takie kraje jak Wielka Brytania, Francja, Niemcy ze względu na skalę wymiany handlowej z Państwem Środka były pierwszymi, gdzie pojawiły się rozliczenia cross-border. Tuż po nich były Polska i Czechy. - Trzeba pamiętać, że wartość dodana takich operacji jest wtedy, kiedy dynamika handlu z Chinami jest bardzo wysoka - podkreśla Andrzej Puta. Bank HSBC nie ukrywa, że za wprowadzeniem juana na polski rynek nie stoi jedynie idea, ale ogromny biznes. - Chcemy zagospodarować firmy, które importują z Chin do Polski. To jest bardzo duża nisza i wydaje się nam, że jesteśmy w stanie ją pozyskać - zapewnia Paweł Kusiak, dyrektor zarządzający Pionem Bankowości Komercyjnej banku HSBC w Polsce. - Prognoza na najbliższe lata jest taka, że wymiana w handlu z Chinami będzie rosła. Zrobiliśmy analizę i z naszej perspektywy polski rynek jest bardzo obiecujący, nie tylko dla MŚP, ale także dla spółek-córek spółek globalnych, które inwestują w Polsce, bądź dopiero zainwestują. Dla Polski Chiny są, po Rosji i Niemczech, trzecim krajem, pod względem wielkości importu. Ale na tle pozostałych dwóch to Państwo Środka odznacza się stabilnością gospodarczą, wysokim tempem wzrostu, dysponuje ogromnym kapitałem i odznacza się wysokim wskaźnikiem proinwestycyjnym. Dlatego HSBC, który ma chińskie korzenie, jest o wiele łatwiej wprowadzać produkty wyrażone w juanie niż każdemu innemu na świecie bankowi. - Strategia HSBC polega na obserwowaniu i działaniu lokalnym. Juan jest taką walutą, która będzie odgrywać coraz większą rolę w przyszłości. Na polskim rynku naszą rolą jest promowanie. Chcemy pokazywać polskim przedsiębiorcom zalety rozwiązań oraz narzędzi, dzięki którym będą bardziej efektywne - mówi Paweł Kusiak.

Juan w praktyce

By mogły być przeprowadzane transakcje cross-border przez bank HSBC polskie firmy muszą spełniać poniższe warunki: 1. Firma musi mieć konto w juanach, w ramach którego będą możliwe przelewy przychodzące i wychodzące. 2. Firma musi korzystać z produktów i usług w zakresie finansowania handlu, czyli akredytywy, inkaso, gwarancje zarówno po stronie importowej jak i eksportowej. 3. Produkty zabezpieczające ryzyko kursowe - w tej chwili są to transakcje spotowe, czyli kupno-sprzedaż juana. Będą też dostępne tzw. MDE. Z kolei od chińskiej firmy prawo chińskie wymaga spełnienia jednego podstawowego warunku: musi być ona ujawniona w specjalnym wykazie przedsiębiorstw: Mainland Designated Enterprises (MDE), co świadczy, że posiada licencję na międzynarodowe transakcje handlowe wyrażone w juanie. Jest to niezwykle ważne, bowiem nawet gdy polskie przedsiębiorstwo otworzy sobie konto w juanie, a chińska firma nie będzie na liście MDE, to wtedy w świetle prawa chińskiego nie będzie jej wolno przeprowadzić takiej transakcji, czyli otrzymać juana lub go wysłać. Istnieje możliwość obejścia tego bezwzględnego warunku. Mianowicie chińska spółka nie znajdująca się w wykazie Mainland Designated Enterprises może wystąpić do chińskiego banku centralnego - Ludowego Banku Chin oraz do chińskiego nadzoru bankowego - China Banking Regulatory Commission (CBRC) z wnioskiem o wyrażenie zgody na tego typu transakcje. Ta rygorystyczna procedura dotyczy tylko produkcji przemysłowej. Inaczej jest w sektorze usługowym. Tu prawo chińskie przewiduje dość liberalne procedury, zezwalające na współpracę z firmami, które są na listach MDE i których na nich nie ma. Kolejną okoliczność, o której polski bank, przedsiębiorca i firma muszą pamiętać przy dokonywaniu transakcji cross-border, to taka, że między Polską a Chinami jest 6-godzinna różnica czasu. Uwaga jest bardzo ważna, ponieważ standardowa transakcja na rynku walutowym średnio trwa dwa dni. Jeśli więc po drodze są na przykład trzy banki pośredniczące, to wydłuża się ona aż do 6 dni. Różnice czasowe przedłużają transakcję o kolejny dzień lub dwa. Ponadto, może pojawić się przy tym jeszcze jedno utrudnienie. Mianowicie ze względu na późną porę rozpoczęcia operacji - według czasu chińskiego - nie będzie można nigdzie kupić juana po atrakcyjnym kursie. W efekcie podniesie to koszty całej transakcji kuajing. Ostatnia sprawa, o której trzeba pamiętać przy operacjach cross-border to limity. Otóż chińskie banki mają raz na kwartał przydzielany maksymalny poziom w zakresie kupna-sprzedaży juanów. Niekwestionowaną przewagę w tym zakresie nad innymi bankami ma HSBC, który z faktu posiadania w Chinach statusu banku krajowego nadanego mu przez chiński rząd bez problemów może skorzystać z limitów innych banków, jeśli przyznany mu został wykorzystany.

Z własnej ręki

W Mainland Designated Enterprises znajdują się te chińskie przedsiębiorstwa, które są zdrowe, a do tego charakteryzują się potencjałem wzrostu i wysoką stopą zwrotu. Ponadto, ich atrakcyjność dla zagranicznych inwestorów wzrasta, gdyż najczęściej mają solidną praktykę na międzynarodowych rynkach. W związku z czym wiele z nich mówi w różnych obszarach tym samym językiem biznesu, co reszta firm na świecie. Naturalną konsekwencją rozwoju każdego kraju jest wychodzenie z inwestycjami poza własne granice. Nie inaczej jest w przypadku chińskich firm. Duża ich część nie tylko operuje na konkretnym rynku, dokonując pojedynczych operacji, ale również otwiera tam albo swoje oddziały, albo spółki-matki tworzą spółki-córki w oparciu o prawo krajowe danego kraju. To jednak nie wszystko. Od pewnego czasu chińskie firmy w celu ochrony własnych prawnoekonomicznych interesów tworzą swoiste diaspory gospodarcze w postaci stowarzyszeń, które siłą stojącego za nimi państwowego kapitału chcą poszerzać swoją rynkową pozycję i możliwości konkurowania. Podobna sytuacja występuje obecnie w Polsce, gdzie chińskie firmy utworzyły w 2010 roku Stowarzyszenie Chińskich Przedsiębiorstw w Polsce. Eksperci banku HSBC w Polsce nie mają wątpliwości jak należy rozumieć ukonstytuowanie się stowarzyszenia w Polsce. Jest to sygnał mobilizacji kapitału i ludzi w kierunku inwestowania. Jedyna korzystna zmiana w przepływie kapitału na linii Polska-Chiny jaka się wydarzyła w ostatnim czasie to taka, że chiński rząd za pośrednictwem swojej agencji administrującej rezerwami walutowymi State Administration of Foreign Exchange (SAFE), zakupił polskie obligacje o wartości 100 mln euro. I w tym przypadku głównym beneficjentem w średnim i długim okresie są Chiny, a nie polska gospodarka. Na szczęście nie jest tak, że wygrana jest tylko po chińskiej stronie. Bo choć zagraniczne spółki w Chinach nie są w stanie na tym samym polu prowadzić tej samej aktywności i polityki z uwagi na ograniczenia w prawie chińskim, to posiadają to, do czego Chińczykom jeszcze daleko, a mianowicie technologie i powiązanie kapitałowe, dzięki któremu zachodni system gospodarczy jest w stanie wyjść z każdej opresji kryzysowej. Przynajmniej jak dotąd. Trzeba pamiętać, że unikanie przez chiński rząd rewaluacji juana też się powoli kończy, gdyż chińska gospodarka stale rośnie. Gdyby jednak przyjąć, że celem polityki chińskich firm integrujących się w diasporach stowarzyszeniowych nie jest wypychanie konkurencji, a tylko podejmowanie działań na rzecz wolnorynkowych mechanizmów, to opcja juana z każdym rokiem będzie bardzo atrakcyjna dla zachodnich przedsiębiorstw. Gdyby jednak zamierzenia były inne, to o ile w sytuacji kryzysu finansowego, mającego swoje źródła w gospodarce zachodniej, przechodzenie na juana przez firmy zagraniczne współpracujące z Chinami może okazać się dla nich atrakcyjne i ocalające, to o tyle w sytuacji kryzysu o korzeniach czysto chińskich zwyczajnie niepotrzebne, bo niby dlaczego ratować smoka o papierowej konstrukcji.

Jacek Strzelecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »