Reklama

Kryptowaluty. Bitcoinowi grozi następna wielka przecena

Zwiększa się grono analityków przedstawiający czarne prognozy dla najpopularniejszej kryptowaluty świata. Bitcoin, dziś wart około 30 tysięcy dolarów, może potanieć do 8 tysięcy. Po stronie "coina" stają głównie ci, którzy wypełnili nim portfele w czasie, gdy kosztował więcej niż teraz. Wśród nich - Michael Saylor, dyrektor generalny i współzałożyciel Microstrategy.

Obserwowana w ostatnim czasie wyprzedaż na rynku kryptowalut sprawiła, że kurs bitcoina osunął się z 69 tysięcy dolarów w listopadzie 2021 roku do mniej niż 27 tysięcy w zeszłym tygodniu. Tendencja ta nie zatrzymała się w okolicy istotnego poziomu wsparcia, gdzie w przeszłości wielokrotnie pojawiały się reakcje popytowe. Tym razem odbicie w górę było niewielkie, w efekcie czego bitcoin znalazł się w trendzie horyzontalnym. Dziś kosztuje niewiele więcej niż 29 tysięcy dolarów.

Spadki po spadkach

Rośnie więc ryzyko kolejnego spadku - prawdopodobnie w okolice 24 tysięcy dolarów, bądź nawet poniżej 20 tysięcy. Pogląd ten podziela komentator udzielający się na Twitterze i posługujący nickiem Crypto Capo, który uważa, że w tym roku możemy zobaczyć kontynuację bessy. Nie wyklucza jednak, że bitcoin powróci do ubiegłorocznych szczytów na poziomie 69 tysięcy dolarów w połowie 2024 roku, czyli po kolejnym halvingu. Polega on na ograniczeniu podaży nowych bitcoinów oraz zmniejszaniu o połowę nagrody dla "górników" za wydobyte "monety".

Cena bitcoina ma tendencję by rosnąć "pod wydarzenie", czyli krótko przed halvingiem i osiągać szczyt mniej więcej rok po nim. Ostatni halving miał miejsce wiosną 2020 roku, a następnego prawdopodobnie trzeba się spodziewać w pierwszym kwartale 2024 roku. W trzech poprzednich cyklach scenariusz gwałtownych spadków i wzrostów sprawdzał się za każdym razem. Kurs bitcoina tracił nawet 80 proc. podczas "kryptowalutowej zimy" występującej między kolejnymi halvingami.

Reklama

W Polsce bitcoin też w defensywie

Słabo bieżące perspektywy bitcoina ocenia także Sebastian Seliga, analityk rodzimej giełdy kryptowalutowej Zonda. Jak podkreśla, kurs ostatnio waha się wewnątrz strefy konsolidacji zlokalizowanej pomiędzy poziomami 140 tysięcy złotych, a 127 tysięcy. - Nadal nie ma wyraźnych przesłanek wskazujących na możliwość większego odbicia rynkowego powyżej poziomu górnego ograniczenia tej strefy. Zwiększyła się natomiast aktywność strony popytowej po zejściu w zeszłym tygodniu do dołka w okolicach 117 tysięcy złotych - dodaje Sebastian Seliga.

Pesymistyczną prognozę krótkoterminową przedstawia także Scott Minerd, dyrektor inwestycyjny globalnego giganta Guggenheim Partners. Jego zdaniem, skoro wartość bitcoina utrzymuje się poniżej 30 tysięcy dolarów, to może spaść do zaledwie 8 tysięcy. Co ciekawe, Minerd jeszcze niedawno prognozował, że najpopularniejsza kryptowaluta świata może wspiąć się na niebotyczne poziomy od 400 tysięcy do nawet 600 tysięcy dolarów.

- Kiedy bitcoin trwale spada poniżej 30 tysięcy dolarów, to ostatecznym dnem jest 8 tysięcy. Na rynku mamy dużo miejsca na dalsze spadki, zwłaszcza gdy amerykański bank centralny nadal będzie zaostrzał politykę monetarną - oświadczył Scott Minerd.

Dobra wiadomość dla posiadaczy bitcoinów jest taka, że dyrektor Guggenheim Partners tylko tej kryptowalucie oraz ethereum daje szanse na długoterminowe przetrwanie. Minerd stwierdził dosadnie, że większość wirtualnych walut to "śmieci", bo nie mają szans stać się środkiem wymiany, magazynem wartości i jednostką rozliczeniową.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Dyżurni optymiści

Niepoprawnym optymistą jest Michael Saylor, dyrektor generalny i współzałożyciel Microstrategy, który uważa, że niedawna przecena przygotuje bitcoina na "większe rzeczy, które nadejdą". Dodaje, że "bitcoin jest królem i jest doskonały". Apeluje, by pierwszą kryptowalutę świata odróżniać od stablecoinów i altcoinów, które ostatnio katastrofalnie taniały. Jego zdaniem, ich sytuacja też się unormuje, gdy zostaną poddane bardzo potrzebnemu nadzorowi regulacyjnemu.

Nie ulega jednak wątpliwości, że Michael Saylor, który kiedyś był przeciwnikiem kryptowalut, musi teraz argumentować z myślą o interesach Microstrategy. W momencie, gdy Saylor zmienił zdanie o bitcoinie, firma w 2020 roku kupiła ponad 21 tysięcy "monet" za łączną cenę 250 milionów dolarów. Potem były kolejne zakupy, a ostatnio liczba bitcoinów należących do Microstrategy zbliżyła się do 129 tysięcy.

O dobrych perspektywach bitcoina przekonana jest także Cathie Wood, założycielka i dyrektorka generalna Ark Invest - firmy, która koncentruje się na przełomowych technologiach i innowacjach i która jest mocno zaangażowana w inwestycje kryptowalutowe.

Według Bloomberga, kurs bitcoina w "bezprecedensowym stopniu" odzwierciedla teraz amerykańskie akcje. Tymczasem pierwsze miesiące roku na Wall Street są bardzo nieudane. Cathie Wood jest przekonana, że obecna korelacja bitcoina z akcjami jest odstępstwem od reguły i że wkrótce się skończy.

- Jesteśmy w okresie bessy, która prawdopodobnie zbliża się ku końcowi, bo wszystkie aktywa zaczynają zachowywać się podobnie. Widzimy kapitulację jednego rynku po drugim. Kryptowaluty nie powinny wyglądać jak Nasdaq, ale jeszcze tak jest. To śmieszne, że rewolucja genowa, technologia blockchain i aktywa kryptowalutowe zachowują się dokładnie tak samo. "Coiny" zaczęły odzwierciedlać Nasdaq na początku epidemii Covid-19, ale wcześniej nie było żadnej korelacji - opisuje sytuację Cathie Wood.

Spór o stopy procentowe

Swój optymizm, co do wygasania bessy kryptowalutowej, dyrektorka generalna Ark Invest buduje na przekonaniu, że Rezerwy Federalnej wkrótce wycofa się z jastrzębich ruchów. Jej zdaniem, przy najbliższej okazji Fed nie podniesie stóp procentowych o 50 punktów bazowych, a co najwyżej o 25 punktów. Cathie Wood i jej zespół są bowiem przekonani, że amerykański bank centralny otrzyma wiele niepokojących danych ekonomicznych, które będą przemawiać za złagodzeniem kursu w polityce pieniężnej.

Większość analityków rynkowych nie spodziewa się jednak spadku tempa podwyższania stóp procentowych. Ich zdaniem, Fed w najbliższych miesiącach będzie działał pod presją ciągle wysokiej inflacji w Stanach Zjednoczonych. Bessa na rynkach (między innymi aktywów cyfrowych) będzie podtrzymywana także przez inne czynniki, takie jak eskalacja konfliktu rosyjsko-ukraińskiego oraz zwiększona regulacja kryptowalut.

Jacek Brzeski

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »