Reklama

Ryzyko globalnej pandemii i co dalej?

​Najgorszy tydzień na Wall Street od 2011 r. zakłócił również sytuację na rynkach towarowych. Indeks towarowy Bloomberg stracił ponad 6%, a wszystkie jego komponenty mają obecnie kolor czerwony. Przyspieszony spadek spowodowała nieunikniona informacja o rozprzestrzenieniu się chińskiego koronawirusa z Azji na resztę świata. Mimo iż w Stanach Zjednoczonych nie odnotowano jeszcze wzrostu zachorowań, rynek zaniepokoił fakt, iż Waszyngton jest wyraźnie nieprzygotowany na to zagrożenie.

Reklama

Zwiększone ryzyko globalnej pandemii może mieć dalsze istotne negatywne skutki ekonomiczne.

Reklama

Spadek zaufania, aktywności i wydatków konsumenckich może jeszcze bardziej negatywnie wpłynąć na zyski przedsiębiorstw, które już znajdują się pod presją w wyniku zakłócenia łańcuchów dostaw po tym, jak Chiny, światowe centrum produkcji wszystkiego, starają się powrócić do pracy.  Największe straty odnotował sektor energii: ceny ropy naftowej i jej produktów poszły w dół w reakcji na największy wstrząs popytowy od czasu światowego kryzysu finansowego z lat 2008-2009. Ropa naftowa zeszła w okolice minimum z grudnia 2018 r. (50 USD/b w przypadku ropy Brent i 42,4 USD/b w przypadku ropy WTI), a ropa Brent straciła obecnie na wartości ponad 20% od czasu decyzji grupy OPEC+ z 6 grudnia w sprawie ograniczenia produkcji.

W obliczu szybko obniżających się prognoz dla wzrostu popytu w 2020 r. i dotychczas intensywnej produkcji spoza OPEC, grupa ta znajduje się pod coraz większą presją na przeprowadzenie dalszych cięć.  

Ministrowie ropy z krajów OPEC zgodzili się wczoraj na obniżenie produkcji surowca o 1,5 miliona baryłek dziennie w odpowiedzi na słabnący globalny popyt na paliwa z powodu epidemii koronawirusa - poinformowali w czwartek delegaci grupy. W czwartek w Wiedniu rozpoczęło się dwudniowe ministerialne spotkanie producentów ropy z Organizacji Krajów Eksportujących Ropę (OPEC) i sojuszników spoza tej grupy. Eksperci techniczni z OPEC+ sugerowali wcześniej, aby kartel i inni dostawcy ropy obniżyli w II kw. 2020 r. podaż surowca o 600.000 do 1 miliona baryłek dziennie.
Z kolei Arabia Saudyjska naciskała na OPEC+, aby zgodził się na redukcję wydobycia ropy o 1,5 mln baryłek dziennie, w celu zrekompensowania popytu spowodowanego globalnym rozprzestrzenianiem się koronawirusa. W rozmowach OPEC+ nie brała udziału minister energii Rosji Aleksander Nowak która ma się pojawić w Wiedniu w piątek.

W ostatnim przeglądzie rynków towarowych wspomniałem, że złoto znajduje się w centrum sztormu doskonałego w postaci pozytywnych dla cen czynników, a jednym z niewielu problemów był mocniejszy dolar. Zaledwie tydzień później, pomimo ponownego osłabienia dolara i spadku rentowności światowych obligacji, sytuacja stała się nieco bardziej skomplikowana.  

Największa tygodniowa przecena akcji od 2011 r. w połączeniu ze skokiem zmienności spowodowała delewarowanie wśród funduszy hedgingowych w większości klas aktywów z wyjątkiem bezpiecznych obligacji skarbowych. Pomimo pozytywnej prognozy, również i złoto padło ofiarą likwidowania długich pozycji ze względu na rekordowe "papierowe" długie pozycje w postaci funduszy notowanych na giełdzie i kontraktów terminowych.  

Srebro odnotowało mocny cios i spadło do najniższego poziomu od dwóch miesięcy w okolicach 17 USD/oz. Ze względu na fakt, iż połowa popytu na srebro wiąże się z przemysłem, obawy o światowy wzrost przyczyniły się do nasilonej sprzedaży. W efekcie relacja złota do srebra, mierząca wartość jednej uncji złota uncjami srebra, wzrosła do niemal najwyższego poziomu od 30 lat (95,5) - poziomu technicznego, od którego rozpoczęła się sprzedaż.  

Spadek cen złota nastąpił pomimo ogólnie pozytywnych zmian dotyczących stóp procentowych i rentowności. Ostatnio wzrosły oczekiwania dotyczące przyszłych cięć stóp przez FOMC; obecnie na 2020 r. uwzględnia się w wycenach już trzy cięcia o 25 punktów bazowych, z których pierwsze powinno nastąpić na posiedzeniu 18 marca. Dziesięcioletnie realne rentowności spadły do -0,30%, natomiast ogólna kwota długu o ujemnej rentowności wzrosła do poziomu 14,2 bln USD.    

W przypadku aktywa nieuprawniającego do odsetek czy dywidendy, jakim jest złoto, wspomniane zmiany są korzystne. Fakt, iż rynek miał problem z reakcją w kontekście przeważającego zapotrzebowania na środki w celu zmniejszenia ekspozycji na wszystkich rynkach spowodował, że metal ten jest obecnie gotowy na korektę.

Biorąc pod uwagę możliwość stabilizacji cen akcji, w perspektywie krótkoterminowej ceny mogą być niższe, a poziomy wejściowe - korzystniejsze dla inwestorów postrzegających złoto jako inwestycję długoterminową. Jak widać na wykresie poniżej, wsparcie znajduje się obecnie w okolicach 1 600 USD/oz przed poziomem 1 550 USD/oz, który prezentuje trend wzrostowy z minimum z czerwca 2019 r. 

  Ole Hansen, szef działu strategii rynków towarowych, Saxo Bank


Wykrycie koronawirusa w Polsce będzie mieć konkretny wpływ na gospodarkę, bo nasila efekt lęku, a czynniki psychologiczne są istotne np. przy decyzjach o zakupach czy o wstrzymaniu inwestycji - powiedział PAP ekonomista i rektor Wyższej Szkoły Bankowej Krzysztof Kandefer.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował w środę rano, że w Polsce wykryto pierwszy przypadek koronawirusa SARS-CoV-2 wywołującego chorobę COVID-17. Jak wskazał ekspert, choć informacja o pierwszym w Polsce zachorowaniu na koronawirusa nie jest dla nikogo zaskoczeniem, to skonkretyzowanie obaw związanych z zagrożeniem epidemią ma istotne znaczenie psychologiczne.

"Lęk związany z chorobą w innym kraju jest czym innym niż lęk przed tym, co dzieje się u nas. Czynniki psychologiczne, efekty paniki, obawy mają bardzo istotny wpływ na gospodarkę. Po konferencji ministra zdrowia informującej o pierwszym polskim przypadku wszyscy boimy się dużo bardziej, zwłaszcza że doświadczenia innych krajów pokazują, że liczba stwierdzonych przypadków rosła lawinowo" - zwrócił uwagę Kandefer.

Wskazał, że lęki te przekładają się na wiele konkretnych zachowań i zjawisk gospodarczych, poczynając od wykupywania środków dezynfekcyjnych po ryzyko spowolnienia wzrostu gospodarczego. - Na przykład płyny do mycia rąk nagle stały się towarem pierwszej potrzeby, bo każdy chce się zabezpieczyć i jest gotów zapłacić za to znacznie więcej niż jeszcze miesiąc temu, a gwałtowny wzrost popytu zazwyczaj łączy się ze wzrostem cen - powiedział. Jednak jego zdaniem na razie sytuacja nie uprawnia, by obawiać się generalnego wzrostu cen i inflacji.

- Choć ludzie już od kilku tygodni wykupują np. trwałą żywność, to jej ceny mogą chwilowo wzrosnąć w małych sklepikach albo na bazarach, ale nie spodziewałbym się tego w dużych sieciach handlowych- ocenił. Zwrócił też uwagę, że jak na razie zysk ze wzrostu cen czerpią sprzedawcy i pośrednicy, a nie producenci, bo sprzedawane się towary wytworzone jakiś czas temu, jeszcze przed wybuchem epidemii. W jego opinii może się to zmienić, jeśli epidemia się rozwinie. Wszystko zależy od tego, czy wiosna wpłynie na zatrzymanie fali zachorowań, jak szybko pojawi się skuteczna i szeroko dystrybuowana szczepionka. Jeśli to się uda, wpływ epidemii na wzrost cen może być prawie niezauważalny, choć jest to zależne od branży - wskazał.

Ekonomista zwrócił też uwagę, że inną sferą, w której lęki mają realne przełożenie na gospodarkę, są decyzje inwestycyjne. Nie można wykluczyć, że firmy będą chciały przyhamować inwestycje z obawy przed wchodzeniem w sytuacje niepewne, a koronawirus powoduje dużą niepewność co do przyszłego stanu gospodarki, zwłaszcza że obserwujemy spadki na giełdach i słyszymy przestrogi przed globalną recesją - powiedział.

Kandefer wskazał, że Chiny stanowią kluczowy element globalnych łańcuchów dostaw i w kraju tym produkowanych jest bardzo dużo urządzeń oraz części, a także towarów istotnych dla gospodarek w innych krajach.  -Jeśli chińska fabryka wiązek elektrycznych do produkcji telewizorów czy samochodów przerywa produkcję, to staje także produkcja tych towarów w innych krajach. Efekt będzie taki, że dostępność towarów może być mniejsza. Jednak z drugiej strony większość fabryk ma zapasy, więc efekt nie będzie natychmiastowy - wskazał.

W jego ocenie niektóre branże mogą ucierpieć bardziej niż inne. Jako jedną z bardziej wrażliwych wymienił branżę transportową i logistyczną. - Nie chodzi tu tylko np. o linie lotnicze, ale także np. usługi pocztowe i kurierskie. Firmy z tej branży bardzo mocno ograniczają wymianę przesyłek z rynkiem chińskim - stwierdził. Inną z takich branż jest - jego zdaniem - branża turystyczna, gdyż wczesna wiosna to okres podejmowania decyzji o wyjazdach wakacyjnych. - Mimo że latem możemy już nie pamiętać o koronawirusie, dziś będziemy rezygnowali z wyjazdu w ogóle, albo wybierali najbliższe kraje - powiedział. Dodał, że podobnie jest z branżami rozrywkową i w ogóle usługową, które już cierpią z powodu odwołanych imprez. Jak zauważył, epidemia dezorganizuje także pracę w wielu innych branżach: coraz więcej pracodawców wysyła pracowników na telepracę, a jeśli nastąpi wzrost zachorowań i zamknięte zostaną np. żłobki czy przedszkola, sytuacja stanie się jeszcze trudniejsza. - Bardzo duża część gospodarki, np. przedsiębiorstwa produkcyjne nie mają takiej możliwości. Jeśli spora część pracowników pójdzie na zwolnienie, bo będą chorzy, chore będą ich dzieci lub zostaną zamknięte przedszkola, może to istotnie wpłynąć na stan gospodarki, bo obniżają się moce produkcyjne - powiedział.

Ekspert ocenił jednak, że próby szacowania kosztów epidemii dla światowej gospodarki są przedwczesne, a porównywanie tej sytuacji np. z innymi epidemiami z przeszłości albo kryzysem z 2008 r. - nieuprawnione. - Gospodarka to mechanizm, który funkcjonuje w sposób niepowtarzalny. Wydarzenia z przeszłości nie są prognostykiem na przyszłość. Dzisiejsza gospodarka jest znacznie bardziej zglobalizowana niż nawet 10 lat temu, a powiązania pomiędzy poszczególnymi państwami są znacznie większe. Trudno tu kreślić jakieś analogie - powiedział. Jego zdaniem potencjalne szoki gospodarcze związane z koronawirusem nie wpłyną jednak na "deglobalizację" gospodarki.  - Dzisiaj świat jest globalny i to się nie zmieni. Takie sytuacje jak koronawirus nie wpłyną na powrót do gospodarki lokalnej i wytwarzania produktów na miejscu - powiedział.

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »