Reklama

Salomonowe wyjście, czy wymuszone rozwiązanie

Trzy lata w zawieszeniu dla Grecji i 86 mld euro grzywny dla wierzycieli - tak można najkrócej skwitować efekt wielogodzinnych męczących negocjacji, zakończonych w poniedziałek rano.

Ten werdykt wystarczył do poprawy nastrojów na większości parkietów, ale euforii nie wywołał i można mieć obawy, czy nadal będzie wystarczającym bodźcem do wzrostu notowań na giełdach.

Reklama

Charakterystyczne jest też to, że euforii nie było widać w reakcjach uczestników negocjacji. Nie było uścisków ani gratulacji, co najwyżej westchnienia ulgi. Wszyscy mają świadomość, że to dopiero początek kolejnego etapu zmagań, a wielu uznanych ekspertów i ekonomistów wręcz krytykuje wynik rozmów i wątpi w skuteczność podjętych decyzji.

Choć skala wzrostów na głównych giełdach światowych była zróżnicowana, indeksy w Paryżu, Frankfurcie i Nowym Jorku zgodnie dotarły do poziomów, od których pod koniec czerwca rozpoczęły ostatnią falę spadków. Powrót do punktu wyjścia można uznać za sukces, ale jeszcze nie za zwycięstwo, o które dopiero teraz trzeba będzie powalczyć.

Poniedziałkowa sesja obnażyła za to mizerię sektora naszych największych spółek. Słabym pocieszeniem może być fakt, że inwestorzy podobnie potraktowali parkiety w Sofii, Bratysławie i niewiele lepiej w Budapeszcie, sugerujący że WIG20 ucierpiał wskutek koszykowej sprzedaży akcji regionu.

Potwierdzeniem tezy o koszykowym pochodzeniu niechęci zagranicznego kapitału do naszych blue chips, może być znacznie lepsza postawa wskaźników średnich i małych spółek. Imponować może zachowanie mWIG40, który po trzech wzrostowych sesjach powrócił powyżej przełamanego kilka dni wcześniej poziomu 3700 punktów. Jeśli bykom uda się utrzymać to osiągnięcie, można będzie myśleć o powrocie lepszej koniunktury w segmencie średniaków. Kolejnego testu jego siły można spodziewać się w okolicach 3800 punktów. To perspektyw realna o tyle, że indeksowi nie przeszkadza aż tak bardzo ani struktura branżowa, ani negatywny wpływ zagranicznych graczy. Choć trzeba wziąć poprawkę na wczorajszy 22 proc. skok notowań akcji Hawe, trzeba też zauważyć, że w gronie liderów przeważały spółki o mocnych fundamentach, a spadki zaliczyły walory jedynie sześciu firm.

W przypadku WIG20 pod względem liczebnym siły byków i niedźwiedzi rozłożyły się niemal po równo. Trudno też dopatrzeć się jasnych branżowych prawidłowości, gdyż oprócz taniejących papierów mBanku, Aliora i PKO, mieliśmy wzrost notowań akcji BZ WBK i Pekao, a sporym zwyżkom Tauronu i Energi towarzyszyła przecena papierów PGE. Powstrzymanie zwyżki indeksu największych spółek przy bardzo dobrych nastrojach na głównych giełdach europejskich, nie robi dobrego wrażenia, podobnie jak to, że kontra niedźwiedzi miała miejsce zanim WIG20 zbliżył się poważniej do poziomu 2300 punktów. W przypadku ewentualnego wzrostu nerwowości w otoczeniu, związanego z oczekiwaniem na wyniki głosowań nad porozumieniem z Grecją w parlamentach krajów europejskich, może być trudno demonstrować niezależność.

Wzrost nerwowości i sygnały wygasania impetu "greckiego" rajdu mogą się pojawić już dziś, co sugerują lekkie spadki kontraktów terminowych na główne indeksy, tym bardziej, że do tego dochodzą zniżkujące notowania w Szanghaju.

Roman Przasnyski, analityk niezależny

Roman Przasnyski, z polskim rynkiem kapitałowym związany od 1991r., autor licznych artykułów na temat giełdy i finansów, komentator giełdowy, uczestnik audycji radiowych i telewizyjnych, był analitykiem Open Finance, głównym analitykiem Gold Finance, redaktorem w Forbes i Rzeczpospolitej, zastępcą redaktora naczelnego "Parkietu".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »