PZU ma w rękach los PTR

Jest już niemal przesadzone, że w przyszłym roku PZU zrezygnuje z reasekurowania portfela ubezpieczeń komunikacyjnych. Dla Polskiego Towarzystwa Reasekuracyjnego oznacza to utratę około połowy przypisu składki i konieczność znalezienia nowych źródeł przychodów.

Jest już niemal przesadzone, że w przyszłym roku PZU zrezygnuje z reasekurowania portfela ubezpieczeń komunikacyjnych. Dla Polskiego Towarzystwa Reasekuracyjnego oznacza to utratę około połowy przypisu składki i konieczność znalezienia nowych źródeł przychodów.

PZU jest bliskie podjęcia decyzji o rezygnacji z reasekurowania portfela komunikacyjnego.

- Jest już prawie przesądzone, że w przyszłym roku zejdziemy do zera z reasekuracją portfela komunikacyjnego - stwierdził niedawno Zygmunt Kostkiewicz, prezes PZU.

Taka decyzja wynika z rachunku ekonomicznego. PZU stać bowiem na indywidualne ponoszenie ryzyka związanego z umowami komunikacyjnymi i nie musi płacić reasekuratorowi prowizji za przejmowanie części tego obciążenia na siebie. Decyzja PZU jest jednak brzemienna w skutkach dla Polskiego Towarzystwa Reasekuracyjnego. Dotychczas miało ono 10-proc. udział w umowie reasekuracyjnej podpisywanej przez PZU. Cesje od największego polskiego towarzystwa stanowią tymczasem około 60 proc. obrotu spółki, z czego znaczna większość przypada na umowę komunikacyjną. PTR grozi zatem w 2001 r. spadek obrotów o około 50 proc.

Reklama

Decyzje zawieszone

Tak gwałtowny spadek przypisu składki spowodowałby konieczność szybkiego podj ęcia przez akcjonariuszy decyzji dotyczących przyszłości spółki. Przychody towarzystwa spadłyby bowiem wówczas poniżej 100 mln zł i byłoby to zdecydowania za mało - nawet jak na niszowe towarzystwo reasekuracyjne działające na polskim rynku.

- Sytuacja w PTR jest taka, że pojawi się konieczność podjęcia decyzji strategicznych - enigmatycznie twierdzi jeden z menedżerów najwyższego szczebla z grupy PZU.

Już w połowie roku Zygmunt Kostkiewicz twierdził, że zarząd PTR musi znaleźć sposób na działanie bez otrzymywania większości środków z tytułu umowy z PZU, które nie jest zainteresowane obecną formułą działania towarzystwa.

Szukanie szans

Krzysztof Jarmuszczak, prezes PTR, już od dawna przyznaje, że towarzystwo nie ma szans na utrzymanie wysokiego przypisu składki na polskim rynku. W tej sytuacji w strategii towarzystwa zapisano wyjście na rynki regionalne, głównie wschodnie. Przykładem realizowania tej strategii był zakup, a następnie sprzedaż niemieckiemu towarzystwu AlteLeipziger Europa litewskiej Preventy, na czym PTR zarobił ponad 6 mln zł. Towarzystwo musi jednak zdobywać składkę reasekuracyjną na tamtym terenie, co jest często znacznie trudniejsze od transakcji kapitałowych.

Na razie kondycję spółki ratują wysokie lokaty i związane z nimi przychody oraz zmniejszanie cesji własnych umów, co łagodzi spadek przypisu składki. Rezygnacja z części najbardziej szkodowych umów i możliwość rozwiązania części rezerw dodatkowo podreperowały finanse towarzystwa.

Szcześliwy traf

Szczęściem PTR jest też rozproszony akcjonariat. W jego skład wchodzą m.in. Skarb Państwa, Bank Handlowy, KGHM i grupa PZU. W ciągu ostatniego roku większość z akcjonariuszy była na tyle zajęta sobą lub wzajemnie skłócona, że nie zdołała dokonać żadnych zmian w PTR.

Sytuacja w PZU nadal jest niewyjaśniona, więc trudno spodziewać się szybko decyzji w sprawie przyszłości PTR. Wśród możliwych scenariuszy przyszłości spółki wymieniane są: zmiany w akcjonariacie, rozszerzanie licencji także na ubezpieczenia bezpośrednie, a nawet likwidacja towarzystwa.

Puls Biznesu
Dowiedz się więcej na temat: PZU SA | konieczność | składki | towarzystwo | ptr
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »