Czy Rosja zbankrutuje? Rząd planuje nowe podatki na czas wojny, tak chce łatać dziurę w budżecie

Według danych rosyjskiego urzędu statystycznego tamtejsza gospodarka skurczyła się w 2022 r. o 2,1 proc. Rosja nie zbankrutowała, ale swoje musiała za wywołanie wojny zapłacić. Choć prognozy na 2023 r. nie zwiastują krachu gospodarki największego kraju świata, to wiele wskazuje, że nadchodzące miesiące będą trudne dla Kremla. Spadające dochody i rosnące wydatki powodują, że wojenna machina Putina będzie miała coraz większe problemy z finansowaniem. 

 

  • Dla pesymistów szklanka jest do połowy pusta - Rosja nie zbankrutowała, pomimo wszystkich pakietów sankcji, które zostały na nią nałożone przez Zachód.  
  • Dla optymistów szklanka jest natomiast w połowie pełna - Kreml w obronie przed skutkami sankcji poniósł bardzo wysokie koszty. 
  • Rok po wojnie gospodarka największego kraju świata zdradza pierwsze symptomy załamania.

Pod koniec 2021 roku, na kilka tygodni przed inwazją Rosji na Ukrainę, prezydent USA Joe Biden podczas rozmowy online ostrzegł Władimira Putina przed konsekwencjami wynikającymi z wywołania wojny, sugerując przy tym, że gospodarcza odpowiedź Zachodu będzie taka, "jakiej wcześniej świat nie widział".  

Reklama

Putin ostatecznie zaatakował Ukrainę 24 lutego 2022 r. W dniu, gdy rosyjskie czołgi przekroczyły granice Ukrainy, Unia Europejska na nadzwyczajnym szczycie uzgadniała pakiet sankcji, który ostatecznie objął sektor finansowy, energetyczny i transportowy. Rosja z różnymi obostrzeniami i zakazami mierzyła się już od 2014 r., tj. od zajęcia Krymu. Szybko okazało się jednak, że reakcja Zachodu - jak zapowiadał Biden - tym razem była o wiele bardziej zdecydowana. 

Rosja odrobiła lekcje po 2014 roku

Rosji ograniczano stopniowo dostęp do europejskich rynków oraz usług finansowych i kapitałowych. W kolejnych pakietach sankcji UE i Stany Zjednoczone mroziły aktywa Putina, ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa i oligarchów. Do lutego 2023 r. łącznie przyjęto dziewięć pakietów. Embargo obejmowało coraz bardziej kluczowe z perspektywy Kremla gałęzie gospodarki i funkcjonujące w niej podmioty. Wymieńmy tylko kilka: zakaz przelotów na przestrzenią powietrzną UE, wykluczenie siedmiu banków z systemu rozliczeniowego SWIFT, zakaz importu rosyjskiego węgla, a następnie ustalenie maksymalnej ceny zakupy ropy i produktów ropopochodnych.  

Nowe pakiety sankcji rozpalały nadzieje, że gospodarka Rosji szybko się załamie, a Putin straci możliwość dalszego finansowania wojny. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Powodów było kilka. 

Po pierwsze, Rosja dobrze przygotowała się do wojny. Rezerwy dewizowe Banku Rosji w lutym 2022 r. wynosiły 639,6 mld dol. Sporą część rezerw bank centralny zgromadził w chińskim juanie i złocie. Rosja na początku wojny miała około 2300 ton kruszcu, co odpowiadało blisko 22 proc. wszystkich rezerw.  

Po drugie, w 2014 r., kiedy na Rosję nałożono sankcje za inwazję na Krym, kraj ten miał deficyt budżetu państwa na poziomie 1,1 proc. PKB. Na początku wojny z Ukrainą w 2022 r., budżet wykazywał już lekką nadwyżkę. Ponadto Rosja zgromadziła dodatkowe rezerwy w tzw. Państwowym Funduszu Majątkowym, które wyniosły wtedy około 10-11 proc. PKB (w 2014 roku to było niecałe 8 proc. PKB), tj. około 180 mld dol.  

Po trzecie, o połowę spadła także relacja całkowitego długu zagranicznego Rosji w relacji do rezerw walutowych, jakie posiadał rosyjski bank centralny. Państwo rosyjskie stało się istotnie mniej zależne od finansowania zagranicznego i relacji z międzynarodowymi rynkami finansowymi.

Pierwsze dni wojny mogły złamać rosyjską gospodarkę

W pierwszych dniach czy nawet tygodniach po decyzji Putina o inwazji można było odnieść wrażenie, że to tylko kwestia czasu, aby rosyjska gospodarka na dobre się załamała. Były ku temu przesłanki. 

- Po inwazji, zaraz po pierwszych sankcjach finansowych, które naprawdę mocno w marcu uderzyły w Rosję, doprowadziły do dewaluacji rubla, wzrostu inflacji, prognozy mówiły o nawet dwucyfrowym spadku PKB w 2022 r. - przypomina w rozmowie z Interią Iwona Wiśniewska, główna specjalistka ds. Rosji w Ośrodku Studiów Wschodnich (OSW). 

Na moskiewskiej giełdzie rozpoczęła się paniczna wyprzedaż akcji. Kursy największych spółek, będących symbolami tamtejszej gospodarki opartej na surowcach, spadały w rekordowym tempie. Ostatecznie giełdę zamknięto 28 lutego. Otworzyła się ona dopiero blisko miesiąc później - 22 marca - jednak nie po to, aby obracać akcjami, tylko by wystartować ze sprzedażą obligacji. Rynek kapitałowy do handlu wrócił 24 marca, jednak i tak nie w pełnym zakresie. 

Na agresję zareagowała też rosyjska waluta, osłabiając się do rekordowego poziomu 154 rubli za dolara. Zamrożenie aktywów zagranicznych w wysokości około 300 mld dol. powodowało, że bank centralny Rosji z dnia na dzień został pozbawiony de facto połowy środków. Co chwilę pojawiały się również informacje, że gospodarka rosyjska zbankrutuje (technicznie). Powód dla tego miał być prosty - ze względu na sankcje Rosja miała nie być w stanie wykupić obligacji emitowanych w walucie obcej (euro, dolar) lub nie wypłacić należnych odsetek inwestorom (tzw. kupon). Ostatecznie nic takiego się nie stało. Był to jeden z wielu sygnałów, że "gospodarcza wojna" na linii Zachód-Rosja wcale nie musi zakończyć się szybko. 

Skuteczna odpowiedź Rosji. Gospodarkę ustabilizowano

Kluczowe ograniczenia dotyczące m.in. importu surowców wprowadzono w drugiej połowie 2022 roku. To pozwoliło gromadzić Rosji petrodolary, którymi finansowała gospodarkę i wojnę. 

Rosyjskie władze nie pozostawały bierne. Decyzje szefowej rosyjskiego banku centralnego Elwiry Nabiuliny i ministra finansów Antona Siłaunowa, czyli dwóch kluczowych postaci  z perspektywy rosyjskiej gospodarki, przyczyniały się do stabilizacji sytuacji. Szybko wprowadzono kontrolę kapitału. 

Bank Rosji podjął działania w celu ograniczenia sprzedaży rubli przez Rosjan, którzy panicznie próbowali wymieniać je na euro i dolary. Wprowadzono limity wypłat rodzimej waluty z rachunków bankowych i sprzedaży papierów wartościowych. Później pojawiła się konieczność zapłaty za surowce w rublach przez "wrogie Rosji państwa". Rubel stopniowo zaczął odrabiać straty. Po roku wojny za jednego dolara trzeba zapłacić ok. 75 rubli.

 

Jest jeszcze jeden czynnik, który wspierał od początku wojny rosyjską gospodarkę. To ceny surowców, które wystrzeliły już przy pierwszych obawach, że konflikt staje się realny. Po agresji wzrost cen tylko przyspieszył. W szczycie za gaz trzeba było płacić ponad 350 euro.  

Jak wynika z danych udostępnionych przez rosyjski rząd, wpływy budżetowe z ropy i gazu wzrosły w 2022 roku o 28 proc. (ok. 36,7 mld dolarów). Produkcja ropy wzrosła o 2 proc. przy wzroście eksportu o 7 proc. Było to możliwe dzięki wysyłce ropy do Azji, głównie Indii i Chin. I ponownie, według szacunków rosyjskiego rządu, w całym 2022 roku Rosji udało się zwiększyć dochody z eksportu ropy o 20 proc. do 218 miliardów dolarów. Rosja zarobiła też 138 miliardów dolarów na sprzedaży gazu ziemnego, co stanowi prawie 80-proc. wzrost w stosunku do 2021 r., a rekordowe ceny zrekompensowały cięcia w przepływach do Europy. 

- Napływ petrodolarów pomagał zniwelować problemy wynikające z sankcji finansowych, ale też pozwolił na wzrost wydatków publicznych. A mówimy o ogromnym impulsie fiskalnym, rzędu 5 proc. PKB. To jest też dodatkowe PKB, które sfinansował rząd. W związku z tym ten spadek w 2022 r. nie był tak głęboki jak szacowano. Pytanie oczywiście o trwałość tego impulsu - mówi Iwona Wiśniewska.  

Bardziej pudrowanie niż fałszowanie...

Według wstępnych danych rosyjskiego urzędu statystycznego (Rosstat, Federalna Służba Statystyki Państwowej), PKB Rosji skurczył się w 2022 r. o 2,1 proc. To dużo mniej niż wskazywały wcześniejsze prognozy, czy to banku centralnego Rosji, czy międzynarodowych instytucji. Czy to oznacza, że sankcje nie działają, a gospodarka rosyjska ma się dobrze?  Nie do końca. 

- PKB Rosji spadło o 2,1 proc., czyli znacznie mniej niż prognozowano po inwazji. Jednak z prognoz sprzed inwazji wynikało, że bez wojny rosyjska gospodarka miała wzrosnąć o 3 proc. - wskazuje ekspertka z Ośrodka Studiów Wschodnich. 

Wskaźniki makroekonomiczne, w tym przypadku PKB, nie do końca oddają sytuację gospodarczą Rosji. Ta jest mocno zróżnicowana pomiędzy sektorami, regionami, a nawet poszczególnymi przedsiębiorstwami w tej samej branży. - Próba uśredniania tego przez wskaźnik PKB daje nam uproszczony obraz - dodaje Wiśniewska.  

- Dane o PKB, inflacji czy kursach walut w Rosji za 2022 rok nie wyglądają najgorzej z rosyjskiej perspektywy. Dane te nieco maskują jednak głębokie zmiany zachodzące w tym kraju od rozpoczęcia inwazji na Ukrainie i na skutek zachodnich sankcji - powiedział w rozmowie z Interią Leszek Kąsek, starszy ekonomista z biura analiz ING Banku Śląskiego. 

Jego zdaniem, "maskowanie" gospodarki widoczne jest na przykładzie rubla czy surowców. Jak wskazuje analityk, "notowania rubla w dużej mierze wynikają z ograniczeń administracyjnych i kontroli kursu przez bank centralny, a nie z gry rynkowej. Bank centralny Rosji podjął szereg decyzji ograniczających odpływ kapitału. A skoro brakuje możliwości swobodnego przepływu kapitału, to trudno mówić o rzeczywistej sile waluty". 

- Szantaż energetyczny w stosunku do Europy ostatecznie okazał się nieskuteczny - UE nie zabrakło gazu tej zimy, a pomogły w tym częściowo ciepła zima, dywersyfikacja dostaw i ograniczenie popytu. Rosja musiała w pół roku radykalnie odwrócić kierunek dostaw energii z Zachodu na Wschód. Choć udało się to z ropą, której więcej płynie do Indii czy Chin, tak z gazem jest to bardzo trudne, bo wymagana jest do tego odpowiednia infrastruktura. Dodatkowo Chiny i Indie nie płacą tyle, ile państwa UE - tłumaczy ekonomista.

- Przed wojną w Ukrainie ceny ropy Brent i rosyjskiej Urals były podobne, po wybuchu wojny rosyjska ropa jest notowana z dużym dyskontem, obecnie o około 37 procent poniżej ceny ropy Brent. Aby utrzymać wpływy do budżetu ze sprzedaży surowców, Rosja musiałaby istotnie zwiększyć wolumen sprzedaży, to znaczy sprzedać więcej ropy za niższą cenę - dodaje. 

Należy też pamiętać, że uniezależnienie się Europy od rosyjskich surowców następowało stopniowo. Od połowy roku coraz więcej krajów rezygnowało z węgla, gazu czy ropy sprowadzanych z Rosji. Dlatego, jak wyjaśnia Kąsek, "brak zachodniego rynku zbytu może mieć większe odzwierciedlenie w rosyjskim PKB w danych za bieżący rok, a nie za poprzedni".

- W ING prognozujemy, że PKB Rosji spadnie w 2023 r. o 3,8 proc. - stwierdził. 

...jednak nie wszystko można ukryć

Problemy budżetowe Rosji są już jednak coraz bardziej widoczne. Dochody podatkowe z ropy i gazu spadły w styczniu 2023 r. o 46 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym, podczas gdy wydatki związane z wojną na Ukrainie wzrosły o 59 proc. Jak podało w lutym Ministerstwo Finansów, połączenie tych czynników dało Rosji deficyt w wysokości 1,76 bln rubli (25 mld dolarów). To dane tylko za styczeń. Wpływy do budżetu z ropy i gazu wyniosły 426 mld rubli (blisko 5,96 mld dol.) i były niższe od grudniowych ponad dwukrotnie - wówczas 931,5 mld rubli.  

- To co widać dzisiaj, te problemy w finansach publicznych, to zaczęło się już w drugiej połowie 2022 r. Embargo na ropę spowodowało, że sytuacja w finansach publicznych Rosji zaczyna robić się mocno nieciekawa - mówi Iwona Wiśniewska.  

Wyrwa w finansach, spowodowana niższymi wpływami przy jednoczesnym wzroście wydatków, wpłynęła na decyzje o naruszeniu rezerw. Resort finansów zdecydował się sprzedać 5 mld juanów w styczniu i kolejne 15 mld juanów w lutym, co stanowi ponad 5 proc. wszystkich zasobów, które były "na stanie" 1 stycznia. Cała operacja miała przynieść rosyjskiemu budżetowi ponad 210 mld rubli. I nie była jedyną. 

Jak podał niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung", poza chińską walutą rosyjski rząd sprzedał w styczniu również 3,6 ton złota o równowartości 216 mln dol.  

Spadające ceny ropy naftowej przy rosnących kosztach wojny doprowadziły do zwiększenia deficytu budżetowego Rosji w ubiegłym roku o 2,3 proc.  

- To zmusiło rząd do sięgnięcia po rezerwy zgromadzone w Funduszu Dobrobytu Narodowego po to, żeby finansować deficyt budżetowy - zauważa ekspertka z OSW. 

Drenowanie gospodarki, czyli jak rząd chce zasypać dziurę w budżecie

- Styczeń był bardzo słaby. Mamy spadek dochodów naftowo-gazowych, ale mieliśmy też bardzo wysoki wzrost wydatków. Operacyjne informacje za luty wskazują, że też jest on bardzo wysoki, co sugeruje, że zaplanowany na ten rok deficyt w wysokości 2 proc. będzie zapewne znacznie wyższy. Trzeba będzie tę dziurę łatać - wskazuje Iwona Wiśniewska.  

Potwierdzają to ostatnie decyzje rządu, w tym zapowiedzi, które powoli przeradzają się w konkretne decyzje, o dodatkowym obciążeniu krajowego biznesu podatkami. 

- Najpierw mowa była o jednorazowej dobrowolnej wpłacie do budżetu z zysku za dwa ostatnie lata. Teraz rząd pracuje nad ustawą podatkową, która po prostu bezpośrednio określi, kto i ile będzie musiał dopłacić rządowi na finansowania wojny - dodaje rozmówczyni Interii. 

Do tego dochodzi wysoka inflacja, która w grudniu i styczniu wynosiła blisko 12 proc. w relacji rocznej. Wzrost cen sprawia, że konsumpcja jest coraz niższa. 

- Kilkunastoprocentowa inflacja doprowadza do spadku realnej siły nabywczej wynagrodzeń obywateli. A Rosja nie może sobie pozwolić na hojne programy socjalne, bo prowadzenie wojny jest kosztowne, a jednocześnie przy ograniczonych możliwościach transportu gazociągowego na wschód odbija się to negatywnie na wpływach do budżetu - podsumowuje Leszek Kąsek.  

Czy Rosja zbankrutuje? Sankcje to maraton

Czy biorąc pod uwagę pogarszające się wyniki budżetowe Rosja nieuchronnie zmierza w kierunku niewypłacalności lub bankructwa?  Niewypłacalność, czyli brak możliwości wywiązywania się z zobowiązań zagranicznych, Rosji na ten moment nie grozi. W dużym stopniu udało się rozwiązać problem z obsługą zadłużenia zagranicznego. 

- Gazprom w tym przewodzi - oferuje inwestorom euroobligacje "zamienne", które mają te same parametry co oryginał, jednak zdeponowane są w Rosji, dzięki temu nie ma problemów z ich obsługą. Wypłaty kuponów następują w rublach po kursie rosyjskiego banku centralnego. Obsługa euroobligacji, które nie zostały "zamienione", także odbywa się z wykorzystaniem kont rublowych w rosyjskich bankach i na nich gromadzone są środki inwestorów, którzy ze względów na zerwanie współpracy z Rosją firm rozliczeniowych Euroclear i Clearstream nie mogą otrzymać walut. W ten sposób rosyjskie firmy radzą sobie z restrykcjami. Zachodnie waluty stały się "toksyczne" dla rosyjskich inwestorów - ryzyko utraty do nich dostępu jest wysokie, w efekcie koszty obsługi kont walutowych znacznie wzrosły - tłumaczy Wiśniewska.  

A co z bankructwem, czyli brakiem możliwości sfinansowania przez rząd zobowiązań wewnętrznych? 

- To inna sprawa. Patrząc matematycznie to pieniądze na 2023 r. rosyjski rząd powinien uzbierać. Ma Fundusz Dobrobytu Narodowego, ma niski dług publiczny, który może zwiększać pożyczając się w kraju i przede wszystkim - może dalej drenować krajowy biznes i zabierać pieniądze bezpośrednio z gospodarki. Tych pieniędzy, dzięki dobrym wynikom rosyjskich firm w 2021 r. i w pierwszej połowie 2022 r., powinno wystarczyć - mówi ekspertka OSW. 

Ale co dalej? W obecnej sytuacji na finansowanie z zewnątrz są małe szanse. Rosja została odcięta od zachodnich rynków, wciąż jednak pozostają jej m.in. Chiny. 

- Finansowanie wojny z długu zaciągniętego za granicą jest praktycznie niemożliwe. Czy Chińczycy będą gotowi pożyczać Rosji pieniądze? Jeśli tak, to cena będzie wysoka. Rosja musi bazować na swoich dochodach - podsumowuje rozmówczyni Interii. 

Alan Bartman, Bartosz Bednarz 

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »