Strach przed zimą. Gazprom zaserwował Europie rosyjską ruletkę

Europa nie ma już złudzeń, że jest częścią energetycznej gry uprawianej przez Rosję, potęgującej niepewność na rynku. Nieoczekiwane zwroty akcji, manipulacje, niedopowiedzenia - wszystko to przekłada się na wzrost cen surowca. Im bliżej zimy, tym gra będzie bardziej przypominała zaciętego pokera, albo... rosyjską ruletkę. Wyższe ceny surowców to wyższe wpływy do rosyjskiego budżetu. Z nawiązką rekompensują one utratę części rynków.

Gazociąg Nord Stream 1 wznowił tłoczenie gazu po 10-dniowej konserwacji, ale Gazprom wciąż wykorzystuje jedynie 40 proc. przepustowości tego połączenia. Niewykluczone, że tłoczenie będzie dalej ograniczane, o czym oznajmił głośno i dosadnie prezydent Władimir Putin.

Fakt, że Nord Stream 1 zaczął w ogóle tłoczyć, jest w jakiś sposób niespodzianką. Wszyscy szykowali się na najgorszy scenariusz, że Rosja na dłużej zakręci kurek. Ten się nie ziścił, ale rynki wciąż są nerwowe, tym bardziej, że oliwy do ognia dolewa prezydent Putin, który chętnie podgrzewa atmosferę. Zapowiedział, że przesył może zostać ograniczony w końcu lipca do jednej piątej przepustowości, jeśli jedna z turbin, która wymaga remontu, nie zostanie zastąpiona odnowioną w Kanadzie. Wskazywał też na wątpliwości, jeśli chodzi o jakość naprawy sprzętu i jego parametry techniczne po modernizacji.  

Reklama

Kanada wydała firmie Siemens Energy tymczasową licencję pozwalającą na naprawę i transport kolejnych pięciu turbin gazowych dla tłoczni Portowaja, co stanowi swego rodzaju zwolnienie z sankcji. Gazprom nieufnie podchodzi do tych informacji, 20 lipca ponownie zwrócił się do Siemensa o dostarczenie odpowiedniego dokumentu, który gwarantowałby modernizację części. 

Berlin twierdzi, że wyremontowana przez Kanadyjczyków pierwsza z turbin już na początku tygodnia była w Niemczech, skąd miała być przesłana do Rosji.

Daleko do optymizmu

Prezes niemieckiej Federalnej Agencji Sieci Klaus Müller przyznał, że gazociąg jest wykorzystany teraz w 40 proc., ale zastrzegł, że brakujące 60 proc. w połączeniu z niestabilnością polityczną nie pozwala na optymizm. Działania Gazpromu utrudniają Europie uzupełnianie magazynów gazu. W Niemczech są one wypełnione w ok. 65 proc.  

Podczas wizyty w Teheranie Putin powtórzył zdarte hasło, które wybrzmiewało cały miniony rok, że Gazprom zawsze wypełniał swoje zobowiązania. I po raz kolejny zaznaczył, że kraje zachodnie próbują zrzucić odpowiedzialność za własne błędy w polityce energetycznej na Rosję, w szczególności na Gazprom. Nie bez satysfakcji zauważył, że ceny gazu w Europie urosły do niebotycznych rozmiarów - o ile w 2020 r. tysiąc metrów sześciennych kosztowało 150 euro, w tym roku ceny sięgnęły już nawet 1,7 tys. euro.

Ceny gazu podążają w ślad za informacjami napływającymi z rynku. Gdy Rosja wstrzymuje przesył, idą w górę. Gdy uruchamia, spadają. Rosjanie manipulują notowaniami surowca już od dawna. Na Wchodzie wciąż toczy się wojna. Teraz doszły jeszcze bardzo wysokie temperatury w Europie, które sprawiają, że rośnie zużycie gazu na chłodzenie pomieszczeń. Prognozuje się, że upały utrzymają się również w sierpniu. To dodatkowy czynnik prowzrostowy. A im bliżej jesieni, tym bardziej będzie nerwowo.

Europa panikuje, Gazprom liczy zyski

Wzrost cen rekompensuje Gazpromowi utratę europejskiego rynku. Jak podaje Ośrodek Studiów Wschodnich, powołując się na dane rosyjskiego resortu finansów, w maju przychody budżetowe z sektora naftowo-gazowego wyniosły 886 mld rubli, co oznacza spadek o ok. 50 proc. w stosunku do kwietnia, ale już rok do roku jest to wzrost o ok. 43 proc. Z kolei wpływy naftowo-gazowe w miesiącach styczeń-maj sięgnęły 5,65 bln rubli, były prawie dwukrotnie wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Na dodatek, jak podaje OSW, w ostatnim czasie przyjęto ustawę o jednorazowym podniesieniu Gazpromowi podatku od wydobycia zasobów naturalnych. Z tego tytułu w 2022 r. koncern musi przekazać do budżetu państwa dodatkowe 1,25 bln rubli (ok. 22 mld dol). Dodatkowe wpływy stanowią ekwiwalent ok. 5 proc. dochodów budżetowych zaplanowanych przez rząd na cały 2022 rok. Władza stara się w ten sposób rekompensować spadek wpływów do budżetu spoza sektora naftowo-gazowego, co pozwoli finansować rosnące wydatki.

Europa powinna oszczędzać gaz

Już prawie połowa z unijnej 27-ki została dotknięta odcięciem bądź ograniczeniem dostaw surowca. Komisja Europejska szykuje się na prawdziwy kryzys. Wezwała kraje unijne do dobrowolnego zmniejszenia zużycia gazu o 15 proc od sierpnia tego roku do kwietnia przyszłego roku. To oznaczałoby spadek popytu o 45 mld m sześc. Taki ruch mógłby uchronić przed większymi problemami, biorąc pod uwagę, że całkowite odcięcie od surowca ze Wschodu oznaczałoby - jak szacuje KE - lukę podażową między 30 a 45 mld m sześc., zależnie od temperatur, jakie będą utrzymywać się tej zimy.

- Dziś niemożliwe jest zastąpienie całego wolumenu rosyjskiego gazu gazem z innych źródeł, więc trzeba zacząć oszczędzać. Na razie proponuje się robić to na zasadzie dobrowolności - mówił w środę Virginijus Sinkevičius, europejski komisarz ds. środowiska. - Jeśli jeden lub więcej krajów stanie w obliczu niedoboru gazu, Komisja będzie koordynować dodatkowe dostawy gazu z krajów o większych rezerwach, jak to miało miejsce, gdy Rosja odcięła dostawy gazu do Polski i Bułgarii. Pandemia była zarządzana solidarnie, kryzys gazowy również musi być zarządzany solidarnie - informował.

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc!

Cytowany przez "Kommiersanta" analityk gazowy Aleksander Sobko wskazuje, że skoro zimą zużycie gazu w UE w poprzednich latach wynosiło ok. 1,8 mld m sześc. dziennie, zmniejszenie zużycia o 15 proc. teoretycznie pozwoliłoby zaoszczędzić ok. 270 mln m sześc. dziennie. Uważa on, że taki poziom oszczędności ma przygotować UE do zaprzestania dostaw rosyjskiego gazu nie tylko przez Nord Stream 1, ale także innymi szlakami - przez Ukrainę (obecnie tą drogą płynie 42 mln m sześc. gazu dziennie) i przez Turcję (47 mln m sześc.). Dzienna przepustowość Nord Stream 1 wynosi ok. 167 mln m sześc. gazu.

"Siła wyższa" w sądzie raczej nie pomoże

Gazprom, ograniczając przesył do 40 proc., powołał się na klauzulę "siły wyższej", by uchronić się przed wymogiem zapłaty europejskim kontrahentom kar zapisanych w kontraktach. Analitycy OSW wątpią jednak, czy zdołałby on udowodnić konieczność ograniczeń dostaw gazu do Europy w sądzie, skoro do dyspozycji ma wolne moce przesyłowe w gazociągach biegnących przez Ukrainę i Polskę.  

- Już teraz spółka musi się (...) liczyć z procesami za wstrzymanie w ostatnich miesiącach dostaw surowca do wybranych odbiorców europejskich (m.in. Polski, Bułgarii, Finlandii, Danii), po tym jak państwa te odmówiły podporządkowania się żądaniom dotyczącym płacenia za rosyjski gaz w rublach - pisze OSW.

Monika Borkowska

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: energetyka | gaz | Rosja | UE | Gazprom
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »