Henryk Gruber - twórca potęgi PKO i finansowego marketingu

W latach 30. zeszłego wieku niemal każdy mieszkaniec Polski wiedział, co to jest PKO. A wiedza o oszczędzaniu zaczęła trafiać nawet do dzieci z bardzo odległych wiosek. Całe polskie społeczeństwo przeszło kurs edukacji ekonomicznej. To zasługa Henryka Grubera, prezesa PKO od 1928 roku, człowieka wybitnego, o horyzontach daleko wybiegających poza jego czasy.

U progu niepodległości wiadomo było, że przyszłe państwo polskie musi nie tylko walczyć o swoje granice, ale także tworzyć od nowa wszystkie instytucje służące społeczeństwu i gospodarce. Do powojennej odbudowy i scalania kraju konieczny był spójny i wydajny system finansowy oraz kapitał. O ten nie było łatwo. Trzeba było go tworzyć zbierając grosz do grosza z ubogich zasobów społeczeństwa. Powstaniu Pocztowej Kasy Oszczędności powołanej dekretem Naczelnika Państwa z 8 lutego 1919 roku przyświecał ten właśnie cel.

Sprawę skomplikowała jednak hiperinflacja i brak zaufania do rodzimej waluty. O ile jeden dolar w 1919 roku wart był 110 marek polskich, w 1924 roku - ponad 10 mln. Jeszcze w 1921 roku 60 proc. oszczędności zgromadzonych w PKO stanowiły pieniądze pochodzące od Polonii głównie z Francji i USA, przeznaczone dla rodzin w kraju. Krajowe zasoby były wciąż mizerne. Dopiero po reformie monetarnej Władysława Grabskiego i wprowadzeniu złotego - ich gromadzenie stało się naprawdę możliwe.

Reklama

Henryk Gruber objął funkcję prezesa PKO w kwietniu 1928 roku. Spowodował, że kasa stała się jedną z trzech największych instytucji finansowych II RP. Jej logo było w latach 30. najbardziej rozpoznawalną polską marką. Wymyślone przez niego hasło "PKO: Pewność. Zaufanie" nie było puste. Nie tylko przemawiało do wyobraźni milionów obywateli, ale miało ewidentny wpływ na ich decyzje ekonomiczne.

Wojna, legiony, niepodległość

Kim był Henryk Gruber? Pochodził z Sokala, małego prowincjonalnego miasteczka w Galicji, skąd - zanim skończył gimnazjum - uciekł do metropolitalnego Wiednia. Znalazł tam pracę jako urzędnik w wielkiej firmie ubezpieczeniowej Anker. Zrobił to samo, co Józef Korzeniowski, tylko niemal 40 lat później. I być może jego kariera potoczyłaby się identycznie jak najsłynniejszego na świecie polskiego pisarza (Gruber wydał powieść "Manekin", tom wierszy, tłumaczył Rainera Marię Rilkego na polski), gdyby nie wojna, legiony, a następnie - niepodległość.

Dodajmy - nazwisko Grubera figuruje wśród założycieli polskiego oddziału PEN Clubu obok Stefana Żeromskiego. Kiedy w czasie wojny Witold Gombrowicz przymierał głodem w Argentynie, Gruber zatrudnił go w Banco Polaco. Jaki uciążliwy miał zakres obowiązków wie każdy, kto czytał "Dziennik", a zwłaszcza suplement do niego - "Kronosa". Ale i tak Gombrowicz narzekał. Poza Gombrowiczem Henryk Gruber wspierał też Kazimierza Wierzyńskiego i Józefa Mackiewicza.

Gdy powstały legiony Henryk Gruber porzucił posadę w Wiedniu i walczył z bronią w ręku przez kilka lat od 1914 roku. To miało później bardzo duże znaczenia dla jego koneksji, bowiem po przewrocie majowym w 1926 roku odezwali się do niego dawni koledzy związani z obozem sanacji, którzy świetnie sprawdzali się w kawalerii, ale nie było wśród nich ekspertów gospodarczych. Ale związki z sanacją spowodowały głęboką niechęć w środowisku późniejszego rządu w Londynie podczas wojny. Henryk Gruber musiał opuścić służbę Polsce. Losy jego i Józefa Korzeniowskiego znowu się zbiegły.

Gdy polscy legioniści odmówili przysięgi braterstwa broni z Niemcami i Austro-Węgrami, Henryk Gruber uciekł do Warszawy. W stolicy zaczął pracę jako urzędnik w konstytuujących się polskich władzach. W administracji powierzono mu pracę nad zagadnieniami związanymi z jego specjalnością - ubezpieczeniami.

I tu miał pierwsze naprawdę ważne dokonania. Wiadomo, że największym wyzwaniem dla polskich władz było wprowadzenie w całym kraju jednolitego prawa. Gruber ujednolicał polskie prawo i system ubezpieczeniowy. Opracował między innymi ramy prawne pierwszego polskiego nadzoru nad działalnością ubezpieczycieli. Kiedy powstał już Państwowy Urząd Kontroli Ubezpieczeń, w 1923 roku został jego szefem.

"Nauczyć społeczeństwo odkładania najmniejszych, nawet groszowych oszczędności" - głosiła ulotka dotycząca skarbonek PKO. To był główny cel zmian, jakie w PKO nastąpiły zaraz po objęciu fotela prezesa przez Grubera. Ale jak to zrobić? Po pierwsze logo kasy musi być znane w całym kraju. Po drugie - trzeba wzbudzić do kasy Zaufanie. A do tego konieczna jest jeszcze wiedza o oszczędzaniu.

Praca u podstaw

Na ulice miast wyjechały tramwaje z wymalowanym logo PKO. Reklamy kasy umieszczano na składach pociągów. Wszędzie można było przeczytać, iż "każdy urząd pocztowy jest zbiornicą PKO". "Zbiornicą" określano oddział przyjmujący depozyty. A sam depozyt nazywano wówczas "wkładką".

Na budynkach pojawiły się neony z logo PKO. W ten sposób nowoczesny i atrakcyjny środek przekazu, jakim był neon, podkreślał nowoczesność i atrakcyjność reklamującej się instytucji. Reklamy kasy wyświetlano w kinach i nadawano w radio. Budowane w tych czasach siedziby PKO, począwszy od głównej w Warszawie, to przykłady wysokiej klasy monumentalnej architektury, przez której potężną bryłę przemawiała Pewność.

Z miastem, masą i maszyną nie było dużych problemów. Bank utworzył też specjalny fundusz prasowy, z którego dotowano czasopisma, zamieszczając w nich duże materiały promocyjne. Henryk Gruber jak nikt przed nim docenił siłę mediów. Na reklamę w prasie PKO wydawało wówczas 1,5 mln zł rocznie. Na temat oszczędzania w 1930 roku powstało 6 tys. artykułów. Sam prezes występował w audycjach radiowych, a co roku 31 października z okazji Dnia Oszczędności wygłaszał w radio odczyt.

Ale jak dotrzeć na wieś, gdzie mieszkała zdecydowana większość społeczeństwa i w większości analfabeci? Logo PKO pojawiło się na paczkach papierosów i opakowaniach zapałek, niezliczonych ulotkach, plakatach i kalendarzach. Plakaty odwoływały się do biblijnej, ale też oczywistej dla rolników metafory siewu i zbiorów. Jednym z często wykorzystywanych motywów reklamowych był wizerunek gmachu centrali PKO na rogu ulic Jasnej i Świętokrzyskiej w Warszawie.

W ślad za plakatami, które trafiały do urzędów pocztowych, a nawet do parafii poszły skarbonki. Służyły temu, by odruchu oszczędzania uczyć ludzi ubogich i dzieci. Były to metalowe puszki o rozmiarach większego kubka, pomalowane w biało-czerwone barwy, opatrzone logo PKO. Skarbonka była zaplombowana - można było ją zanieść na pocztę i tam w obecności urzędniku z zebranych groszy złożyć "wkładkę" na książeczkę. Potem była plombowana na nowo. Kosztowała 30 groszy.

Akcja: Oszczędzanie

Ogromne znaczenie - przede wszystkim edukacyjne - miało propagowanie oszczędzania wśród dzieci i młodzieży. Służyła temu akcja Szkolnych Kas Oszczędnościowych (SKO). W 1939 roku w SKO oszczędzało milion dzieci. Dla młodzieży przeznaczone też było czasopismo "Młody Obywatel", które kształtowało postawy propaństwowe.

"PKO: Pewność. Zaufanie" to autorskie hasło wymyślone przez Henryka Grubera. Miało ono mocne podstawy, gdyż PKO była jedyną instytucją finansową, w której depozyty objęte były od początku gwarancjami państwa. Choć za depozyty płaciła mniej niż banki komercyjne, za opłacalnością relacji z PKO zagłosowali sami deponenci. Po wybuchu wielkiego kryzysu przenosili swoje oszczędności z prywatnych banków do tej instytucji.

Czy historia Andzi i Marysi wpłynęła na decyzje ekonomiczne gospodyń domowych, krawcowych i kucharek? Andzia była rozrzutna, lubiła się bawić. Nie mogła zagrzać miejsca w żadnej pracy, a na dodatek nikt nie chciał się z nią ożenić. Wylądowała w końcu "na ulicy". Marysia natomiast odkładała każdy grosz w PKO i dzięki temu wyszła za mąż za elektromontera. Mocne. PKO wydawała nawet edukacyjne komiksy z takim przesłaniem, tu akurat zaczerpnięty z bajki Jeana de La Fontaine.

Odpowiedzi na pytanie o wpływ komiksu o Andzi i Marysi nie znajdziemy, ale pod koniec istnienia II RP efekty propagowania oszczędności przerosły oczekiwania. Gdy Henryk Gruber obejmował fotel prezesa, w PKO było założonych 300 tys. książeczek. W 1938 roku ich liczba wzrosła do 3,5 mln, a "wkładki" osiągnęły wartość 790 mln zł.

Edukacja społeczeństwa do oszczędzania była wielkim sukcesem twórcy potęgi międzywojennej PKO, ale nie jedynym. Kolejnym było wprowadzenie sprzedaży ubezpieczeń na życie. Była to oferta dla ludzi przeciętnie zamożnych, a składki zaczynały się od 3 zł miesięcznie. W 1928 roku PKO sprzedała 6 tys. polis na życie, a w 1938 roku było ich już 150 tys. Udział kasy w ubezpieczeniach na życie w Polsce wzrósł z 2,3 proc. w 1928 roku do 32 proc. 10 lat później.

Spoglądając poza granice kraju

Po kilku wcześniejszych nieudanych przymiarkach w 1929 roku prezes PKO postanowił o założeniu spółki-córki do obsługi Polaków mieszkających za granicą. Powstał w ten sposób nowy bank Polska Kasa Opieki, czyli Pekao z centralą w Warszawie i oddziałami w Paryżu, Tel Awiwie i Nowym Jorku, osobną spółką Banco Polaco w Buenos Aires oraz 25 ekspozyturami i agencjami. Prezes PKO był szefem rady nadzorującej tę córkę.

Po wybuchu wojny i perypetiach związanych z kierowaniem Pekao w Paryżu Henryk Gruber wyjechał do Argentyny, by objąć tam szefostwo Banco Polaco w sierpniu 1940 roku. Na skutek konfliktu wokół banku pomiędzy obozami politycznymi międzywojennej Polski musiał zrezygnować z tego stanowiska. Zatrudnił się w argentyńskiej filii amerykańskiego giganta ubezpieczeniowego American International Underwriters (poprzednika AIG), aż został jego prezesem na całą Amerykę Łacińską.

AW

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2018

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: PKO Bank Polski
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »