Kiedy Polska wejdzie do strefy euro?

Feralne euro, czyli trzymajmy się z daleka od unii walutowej!

Jakoś nie mamy szczęścia do niczego, co nazywa się euro. Kilka lat temu przepędziliśmy tę walutę z naszych banków - to sprawka urzędników z Komisji Nadzoru Finansowego. Walka z tanią "hipoteką" polegała nie tylko na ogłaszanych po kolei rekomendacjach, ale także na szerzeniu w mediach pustego hasła: "Bierz kredyt wyłącznie w walucie, w której zarabiasz". Jednak na pytanie "dlaczego?" nigdy nie doczekałem się odpowiedzi...

Fatalne skutki, jakie przyniesie dla gospodarki walka z tanimi kredytami w euro przewidziałem i przedstawiałem w publikacjach z 2010 roku. Na poważnie, m.in. w artykułach "Śmierć kredytom hipotecznym!" oraz w "Polsce grozi bezpieczne bankructwo", a na wesoło w publikacji "Lekarstwo na kryzys - taktyka na 'trupa'".

Reklama

Zamiast wprowadzania bezwzględnego zakazu udzielania kredytów walutowych, należało bowiem prowadzić akcję edukacyjną dla potencjalnych kredytobiorców pod hasłem: "Odpowiednia waluta w odpowiednim momencie".

Bo to nie jest tak, że w każdej sytuacji kredyt w euro (czy poprzednio: we frankach) jest lepszy od kredytu w złotówkach. Na ten temat też wielokrotnie zabierałem głos.

Wojna z kredytami w euro została wygrana przez KNF, ale - mając na względzie "krajobraz po bitwie", czyli skutki uboczne tego triumfu - z pewnością nawet Pyrrus mógłby uważać się za wielkiego zwycięzcę: jego wygrana nie spowodowała tak wielkiego spustoszenia, jakie przyniosło polskiej gospodarce wyeliminowanie z rynku tanich kredytów hipotecznych.

Nie poszło nam w hipotekach w euro, nie bardzo na zdrowie wyszły nam także...

...Mistrzostwa Europy EURO 2012

Nie mówię tu o wynikach sportowych polskich kopaczy. Pamiętamy, że nie były one rewelacyjne. Ale - jak to w życiu bywa - wszystko zależy od punktu widzenia. Gdybyśmy zasługi naszych piłkarzy porównali do wyniku finansowego, związanego z organizacją EURO 2012, to okaże się, że ich gra była nie tylko dobra, ale wręcz wyśmienita!

Spójrzmy bowiem na dane o kosztach i przychodach związanych z tą imprezą - wszak to są w każdym biznesie najważniejsze parametry oceny sukcesu (lub porażki) danego przedsięwzięcia.

A ile można na tym stracić?

Według oficjalnych danych, podawanych przez różne źródła przychody z tytułu EURO 2012 r. wyniosły coś ok. 1,5 mld zł, zaś koszt przygotowań pochłonął blisko 100 mld zł. Nawet jeśli przyjmiemy, że spora część kosztów poszła na infrastrukturę (drogi, dworce, itp.), to nie wybronimy się nijak z oceny opłacalności budowy 4 stadionów.

W magazynie Forbes z czerwca ub. roku, w publikacji "Euro 2012 w liczbach", czytamy: "5 mld zł kosztowała budowa polskich stadionów na Euro 2012. Nie wiadomo jednak, czy będą one w stanie zarobić na swoje utrzymanie po turnieju". Oczywiste jest, że nie będą. Będziemy do nich dokładać kolosalne pieniądze przez najbliższych 150 lat. Chyba, że się wcześniej rozpadną albo zostaną zburzone - co chyba byłoby najbardziej ekonomicznym rozwiązaniem... Powinniśmy o tym wiedzieć np. z doświadczeń Portugalii - oni też kiedyś porwali się na organizację EURO 2004. I też postawili parę stadionów, żeby futboliści z różnych krajów mogli haratnąć kilka meczy w dobrych warunkach. Niedługo potem te piękne obiekty sportowe przekazano komornikom. A właściwie sami je zajęli...

Kto jest za przyjęciem euro?

Mając tak złe doświadczenia z euro - pod każdą postacią - chyba jest jasne, że powinniśmy unikać jak ognia dalszych z nim kontaktów. Jednakowoż temat wejścia Polski do strefy euro wraca jak bumerang: niemal od dnia narodzin tej waluty pojawiają się niepokojące głosy niektórych polityków i wielkich makroekonomistów, że jest to jedyna słuszna droga.

Uwaga! Czarny Piotruś!

Analizując dotychczasowe historie kontaktów różnych krajów z walutą euro, to jest z nią trochę podobnie jak w karcianej grze z Czarnym Piotrusiem - kto go przyjął i z nim został do końca gry - na końcu przegra partię.

Popatrzmy na przykład na taką Grecję - kilka tysięcy lat radzili sobie z przeciwnościami losu, stworzyli wiekopomną kulturę, aż tu nagle dali się wpuścić w maliny i zastąpili drahmę inną, wiadomą walutą. I klną na Unię na czym świat stoi - co często widzimy w telewizji.

Albo taki Cypr. Jeszcze parę lat temu ten mały piękny kraj kwitł, miał budżetowe nadwyżki. A teraz Cypryjczyków nawet do banków nie wpuszczają, żeby mogli wypłacić swoje pieniądze. Pewnie unijni dygnitarze robią to dla dobra zainteresowanych - skoro wiadomo, że euro przynosi same nieszczęścia, to lepiej nieświadomych tego ludzi przed tą walutą chronić?

Żarty żartami - ale to, co wydarzyło się na Cyprze woła o pomstę do nieba. Nie tak dawno Unia dwukrotnie wyasygnowała kwoty przewyższające 100 mld na pomoc dla Grecji. Pewnie nie mniej poszło na ratowanie hiszpańskich banków. A cóż ci przesympatyczni Cypryjczycy zawinili, że Unia sięgnęła wprost do ich kieszeni, aby w ten sposób pozyskać (czytaj: ukraść) ledwie kilka miliardów euro? Ta sytuacja spowodowała nie tylko kompletną utratę zaufania do wszelkich struktur unijnych, ale także do systemu bankowego! Być może wrócą czasy sprzed stu czy dwustu lat, kiedy oszczędności trzymało się pod materacem albo w bieliźniarce, bo człowiek będzie się bał zostawić ciężko zarobione pieniądze w banku. Przypomnę, że poważnie brano pod uwagę, aby poprzez ustanowienie nieznanego wcześniej podatku od depozytów ograbić Cypryjczyków z 25 proc. ich oszczędności. I na tę okoliczność mam dla państwa stosowną ilustrację.

Małe jest piękne!

Prawie na koniec zastanówmy się, dlaczego tak słabo wiedzie się większości krajów Unii - przecież miała być gospodarczą potęgą! Na to pytanie łatwo znaleźć odpowiedź: im większy organizm, tym trudniej nim kierować. Szczególnie, jeśli stery wielkiej organizacji powierza się w ręce osób, które o zarządzaniu nie mają wielkich umiejętności. No, bo kiedy i jak niby mieli okazję się sprawdzić w prawdziwym biznesie? Siedząc przez kilkanaście lat w sejmowych ławach i obrzucając błotem opozycję? Czy to wystarczy, aby zdobyć odpowiednie doświadczenie pozwalające na sprawne kierowanie przeogromną korporacją wielobranżową, jaką jest dany kraj? No cóż, tego nie zmienimy, to są uroki demokracji. Czy ci sami ludzie - politycy - mogą sprawnie zarządzać tak wielkim tworem jakim jest Unia Europejska? No way!

Nie będzie Niemiec kasy nam wydzielał!

Jednak, mając pod własnym nadzorem przynajmniej swoją walutę, liczymy, że ci, których co 4 lata wybieramy, będą się starać rozsądnie kasą zarządzać. Może naiwnie, ale mamy nadzieję, że ludzie ci są choć po części patriotami i będą dbać o nasze interesy. A jak kasy w budżecie braknie, to się albo pożyczy albo trochę dodrukuje. Tak robią wszyscy, w szczególności największe światowe mocarstwo. Rezygnując z własnej waluty, oddajemy ten tak ważny instrument do zarządzania gospodarką w obce ręce. Konkretnie - przywódcom Niemiec i Francji. Czy ktoś uwierzy, że będą oni dbali o nasze interesy?

Niebezpieczne związki

To, że Unia Europejska okazała się totalną klapą, wiadome jest nie od dziś. Ale zastanówmy się, czy mogło być inaczej? To trochę tak jak w życiu osobistym - przypadkowe i bardzo niedobrane związki nie mają przyszłości. Szybko zamieniają się w bardzo toksyczną rodzinę. A czy w takiej rodzinie można liczyć na udane potomstwo? Tylko naiwny może sądzić, że tak niedopasowanym rodzicom uda się spłodzić pięknego bobaska. Owocem takiego związku prędzej będzie młody Frankenstein, albo niezbyt urodziwe dziecko Rosemary . Wydarzyła się jednak znacznie większa tragedia "rodzinna". Otóż:

Unia urodziła euro

I choć narodziny i okres niemowlęcy euro-bobaska były w miarę udane, to euro-kilkulatek szybko pokazał, na co go stać. Mówi się, że rewolucja pożera swoje dzieci. Euro-potworek zaś rzucił się z otwartą paszczą na swoich rodziców. Niektórych już faktycznie prawie pożarł. Czy ktoś o zdrowych zmysłach może poważnie myśleć o adopcji takiego monstrum?

Krzysztof Oppenheim

Nieruchomości Boża Krówka

Oppenheim
Dowiedz się więcej na temat: Z daleka | euro w Polsce | euro | Komisji Nadzoru Finansowego | strefa euro
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »