Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

Teraz tonie Grecja. Kto następny?

Grecja stoi przed bardzo znaczącymi wyzwaniami gospodarczymi i fiskalnymi. Nie dziwi, że wiarygodność kredytowa słonecznej Hellady spadła do najniższego poziomu w strefie euro. Dziwi natomiast niekonsekwencja Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego - powszechnie wiadomo, że Grecy fałszowali dane statystyczne i skutkiem ich kreacji dostali się do strefy euro, za co nie zostali w żaden sposób ukarani. Skoro byli bezkarni, nadal zadłużali się, powiększając deficyt budżetowy i doszli do krawędzi plajty. Trudna sytuacja w jednym kraju strefy euro jest przedmiotem powszechnego zaniepokojenia dla tej strefy jako całości. Także dla Polski, która chce przyjąć wspólną walutę za kilka lat.

Choroba Grecji, czy strefy euro?

Problemy fiskalne Grecji wynikają nie tylko z nieodpowiedzialnej polityki poprzednich lat, ale też z niemożności dostosowania realnego kursu walutowego. Długotrwała stagnacja, spadki płac i cen są nie do uniknięcia nie tylko tam, ale też w Hiszpanii, Irlandii i na Łotwie. Strefa euro nie była i nie będzie jednolitym organizmem gospodarczym - w kolejnym boomie jej członkowie tym bardziej pamiętać muszą o utrzymywaniu nadwyżek budżetowych, ograniczaniu konsumpcji i stymulowaniu wydajności pracy.

Wyjście ze strefy euro może być kuszące, ale..
Wyjście ze strefy euro może być kuszące, ale.. /AFP

Początek 2010 roku upłynął na rynkach pod znakiem kruszącej się wiarygodności fiskalnej Grecji i jej wpływu na wartość i przyszłość euro. Nowy Prezydent Rady Europy, Herman van Rompuy, zadeklarował, że członkowie strefy euro określą i skoordynują niezbędne działania, aby dopilnować ogólnej finansowej stabilności Grecji. Oświadczył, że całkowicie popierają wysiłki rządu Grecji dla zrównoważenia budżetu i oczekują wdrożenia w życie zaplanowanych reform. Państwa strefy euro dały jasny sygnał, że są w stanie pomóc finansować deficyt greckiego budżetu, ale nie sprecyzowano szczegółów tej pomocy. Nic dziwnego, skoro grecki rząd twardo utrzymywał, że o takie wsparcie nie prosi. To mocne zagranie, mające jednak na celu dać sygnał rynkom finansowym, że jest alternatywa dla tańszego finansowania niż obecnie bardzo nisko wyceniane obligacje greckie i sytuacja nie jest na tyle dramatyczna, że Grecja zamierza opierać się tylko i wyłącznie na zewnętrznej pomocy. Aby jednak to podejście skutkowało, grecki rząd musi kontynuować budżetową konsolidację i ekonomiczne reformy. Gdyby pojawiła się konieczność skorzystania z pomocy, w grę wchodzi pomoc dwustronna poszczególnych krajów strefy euro, a nie jakieś inne rozwiązanie pod agendą KE.

Brak odpowiedzialności fiskalnej to nie jedyny problem

Fundamentalnym problemem pozostaje jednak pytanie, na co właściwie można liczyć w sprawie zapewnienia stabilności finansowej greckiego rządu. Problemem Grecji jest niestety nie tylko wielkość długu publicznego, niewiarygodne statystyki, ukrywanie wcześniejszych deficytów przez transakcje pochodne, itd. Prawdziwym wyzwaniem jest bowiem konkurencyjność gospodarki i możliwość jej przywrócenia bez pomocy zmian kursu walutowego. Co więcej, problem przewartościowanego realnego kursu walutowego dotyczy nie tylko Grecji. Jest on dzielony także przez Irlandię, Hiszpanię i kraje nadbałtyckie, dla których problemy budżetowe pojawiły się dopiero wraz z załamaniem gospodarczym 2008 roku (rys. 1). Mamy tu do czynienia z podręcznikowym problemem niesymetrycznych wstrząsów makroekonomicznych, dla których strefa euro jest zbyt duża i zbyt mało jednorodna.

Rys. 1. Deficyt finansów publicznych (% PKB)


INGBank

Przez poprzednie dziesięć lat tempo wzrostu płac i cen w wymienionych wyżej krajach było, nawet po uwzględnieniu zmian w wydajności pracy, znacznie szybsze niż w krajach "ścisłego centrum" strefy euro. Pokazuje to rys. 2 - od końca 2004 roku grecka praca podrożała o 15 proc. wobec niemieckiej, łotewska zaś o 70 proc. Nietrudno wytłumaczyć, dlaczego tak się działo. Napływ kapitału i boom kredytowy zwiększał zatrudnienie i płace w sektorze usług i w całej gospodarce, eliminując jednocześnie z europejskiej konkurencji sektor przetwórczy. Załamanie na rynku kredytowym i nieruchomości (w przypadku Grecji chodzi raczej o rynki spedycji morskiej i turystyki) wysuszyło popyt w usługach, pozostawiając niekonkurencyjną gospodarkę w pozostałych dziedzinach.

Rys. 2. Realny kurs deflowany kosztami pracy


INGBank

Łatwiej o realną aprecjację niż deprecjację

Nie są to wydarzenia nadzwyczajne, cykle tego rodzaju dzieją się bez przerwy w bardzo wielu krajach, w pewnym stopniu także w Polsce (boom w 2006-2008 i załamanie w 2009). Jednak zdrowym rozwiązaniem w przypadku załamania tego rodzaju jest deprecjacja realnego kursu walutowego, eliminująca wcześniejszą aprecjację. O ile realna deprecjacja jest bardzo łatwa do osiągnięcia przy płynnym kursie walutowym, znacznie o nią trudniej przy kursie stałym. Osiągnąć ją można tylko przez wolniejszy wzrost cen i płac niż u głównych partnerów handlowych. Gdy inflacja w większości krajów Europy pozostaje bliska zeru, jedynym rozwiązaniem jest spadek płac nominalnych, zawsze trudny do osiągnięcia i nigdy nie postępujący tak szybko jak zmiany kursów walutowych.

Inflacja, bezrobocie, PKB - zobacz dane z Polski i ze świata

czytaj również

  • Ostatnimi czasy wiadomości gospodarcze zostały zdominowane przez doniesienia z Grecji i innych krajów leżących na obrzeżach Unii Europejskiej. I słusznie. Ale martwi mnie fakt, że doniesienia te koncentrują się niemal wyłącznie na długach i deficytach, stwarzając wrażenie, że w całej tej sytuacji chodzi jedynie o rozrzutność rządzących. więcej »

Wyjście ze strefy euro wiązałoby się z kataklizmem

Kraje, które wymagają jeszcze realnej deprecjacji stoją przed bolesnymi dostosowaniami, które postępować będą całymi latami i które nakładać się jeszcze będą na wyrzeczenia związane z koniecznymi oszczędnościami budżetowymi. Szybkim rozwiązaniem niedostosowania kursowego byłoby wyjście ze strefy euro, ale te rodziłoby tak wiele kataklizmów finansowych, prawnych i politycznych, że opcja ta byłaby ostatecznością na razie trudną do wyobrażenia. Ponieważ problemy związane z secesją ze strefy euro byłyby odczuwalne zarówno przez odchodzących jak i przez pozostających w niej, należy oczekiwać, że Grecja wsparcie finansowe jednak dostanie, nawet jeśli wiązać się ono będzie z bolesnymi wyrzeczeniami budżetowymi. Z pewnością nie do uniknięcia jest również rozciągnięta w czasie deflacja, spadek płac i długotrwała stagnacja.

Jako wzór szybkiego ograniczenia problemów zadłużenia publicznego podawana jest czasem Belgia, gdzie deficyt budżetowy zmniejszył się z 15 proc. PKB w latach 80-tych i 8,4 proc. PKB w 1992 roku do mniej niż 1 proc. w 1998 roku. Ale działo się to po dewaluacji franka belgijskiego, zaś w późniejszym okresie wspomagane było obniżeniem stóp procentowych wraz z wejściem do strefy euro. Na żaden z tych czynników wspierających spadek zadłużenia, zarówno prywatnego, jak i publicznego, Grecja, Hiszpania i Łotwa liczyć nie mogą.

czytaj również

  • Czwartkowy szczyt europejski zdominowany przez sytuację gospodarczą Unii, w tym kryzys grecki, będzie pierwszym testem dla nowego, dotąd dość dyskretnego, szefa Rady UE Hermana Van Rompuya. Belg inicjuje bardziej nieformalne spotkania w gronie przywódców. więcej »

Wnioski na przyszłość

Jakie z ostatnich wydarzeń wynikają wnioski dla strefy euro i dla krajów rozważających strategię wejścia do niej? Asymetryczne wstrząsy gospodarcze nie znikły i nie znikną szybko z ekonomicznej mapy Europy, to zaś zwiększa istotność innych niż polityka pieniężna i kursowa instrumentów gospodarczych.

Po pierwsze, widać wyraźnie, że większe musi być znaczenie polityki fiskalnej, jako czynnika stabilizującego wahania koniunktury i przepływów kapitału. Ale, aby polityka budżetowa taką rolę mogła pełnić, konieczne jest znacznie aktywniejsze "działanie pod prąd koniunktury". Szczególnie w krajach o większym długu publicznym w czasach koniunktury gospodarczej konieczne są oszczędności i nadwyżki budżetowe neutralizujące presję na realną aprecjację. Dla krajów zapóźnionych infrastrukturalnie może to wymagać odkładania niektórych inwestycji publicznych "na gorsze czasy".

Po drugie giętkość rynku pracy, możliwość dostosowania płac nominalnych w dół może wprawdzie zwiększać wahania koniunktury, ale też pozwala na szybsze korygowanie utraty konkurencyjności w reżimie stałego kursu walutowego. Jak zawsze istotne jest rekompensowanie utraty konkurencyjności płacowej przez wzrost wydajności i innowacyjności. Być może wymaga to aktywnej polityki wspierania inwestycji i oszczędzania, kosztem konsumpcji w czasie wysokiej koniunktury. Potrzebna jest też dalsza praca nad niwelowaniem barier przepływu siły roboczej i usług w ramach Unii Europejskiej.

Po trzecie, wygląda na to, że przy utracie krajowej polityki pieniężnej regulacje rynku kredytowego mogą i powinny stanowić ważny czynnik ograniczający amplitudę cyklu koniunkturalnego i z powodzeniem zastępować znaczenie zmian stóp procentowych.

Po czwarte, członkostwo w strefie euro nagle zaczynają wyglądać coraz mniej atrakcyjnie. Najważniejsze dwie zalety makroekonomiczne, dostęp i cena kapitału i zabezpieczanie przed kryzysami finansowymi nagle łatwo zanegować porównaniem dochodowości papierów skarbowych w Grecji i Polsce i skali spowolnienia PKB w Słowacji, Hiszpanii, Irlandii z jednej strony a Polski i Węgier z drugiej. To jasne, że poza strefą euro Grecja miałaby jeszcze większe problemy z finansowaniem, ale widać, że dla zapewnienia bezpieczeństwa finansowego rozsądna polityka gospodarcza jest znacznie ważniejsza od członkostwa w strefie euro.

Po piąte wreszcie, zapowiada się, że wakacje w Grecji i Hiszpanii będą coraz tańsze!

Źródło informacji: INGBank

Więcej o:
strefa,
polityka,
deficyt,
Grecja,
PKB,
problemy,
choroby,
strefy,
strefa euro

Dodatki

Ankieta

Czy problemy Grecji to początek końca strefy euro?




Czy problemy Grecji to początek końca strefy euro?

Dziękujemy. Twój głos został już zarejestrowany
WYNIKI

TAK

 
%

NIE

 
%

TRUDNO POWIEDZIEĆ

 
%Głosów: 53083

Zagłosuj w innych ankietach »

 


Informacje dodatkowe