Reklama

Elżbieta Rafalska: Wcześniejszy wiek emerytalny to wypełnienie naszej wielkiej obietnicy

Powrót do wcześniejszego wieku emerytalnego to spełnienie naszej wielkiej obietnicy i rozwiązanie ważnego problemu społecznego - mówiła minister rodziny i polityki społecznej Elżbietą Rafalska podsumowując dwa lata rządu PiS.

Minister przypomniała, że 1 października w życie weszły przepisy, które przywracają wcześniejszy wiek emerytalny: 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Jest to powrót do stanu sprzed reformy z 2012 r., która wprowadziła stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego do 67 lat bez względu na płeć. - To była inicjatywa prezydenta, realizowana przez nasz rząd, wykonywana przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych - powiedziała.

Reklama

Rafalska podkreśliła, że powrót do wcześniejszego wieku emerytalnego to była "wielka obietnica" Prawa i Sprawiedliwości. - Już wtedy, gdy wbrew Polakom wydłużono wiek emerytalny, z mównicy sejmowej Jarosław Kaczyński deklarował: "jak wygramy, wrócimy do wcześniejszego rozwiązania". To była nasza wielka obietnica, to nie była gołosłowna deklaracja - zaznaczyła.

Jak mówiła, zgodnie z obecnymi przepisami, po osiągnięciu wieku emerytalnego pracownik może wybrać, czy chce pracować nadal, w czym pomagają przepisy zapewniające osłonę czteroletniego zatrudnienia, czy chce przejść na świadczenie emerytalne ze względu na stan zdrowia czy inne czynniki niepozwalające na kontynuację pracy.

Minister pracy przypomniała, że wejściu w życie przepisów przywracających wcześniejszy wiek emerytalny towarzyszyły obawy, że mogą one zaszkodzić rynkowi pracy poprzez odejście na emeryturę roczników powojennych wyżów.

- Dziś już wiemy, że na 250 tys. wydanych wniosków, tylko 30 proc. to są osoby, które były aktywne na rynku pracy - poinformowała Rafalska.

Według niej pozostałe ponad 165 tys. osób, które przeszły na emerytury korzystając z nowych regulacji, to te, które albo pobierały świadczenia przedemerytalne, albo miały renty, czyli były niezdolne częściowo lub całkowicie do wykonywania pracy z powodu stanu zdrowia, albo osoby zarejestrowane w powiatowych urzędach pracy, które dawno już nie pobierały zasiłku dla osób bezrobotnych, czyli "nie miały żadnego stałego źródła utrzymania i być może funkcjonowały w szarej strefie".

- Wydłużając wiek emerytalny pozostawiono dużą grupę ludzi w złym stanie zdrowia, czasami o niższych kwalifikacjach na obrzeżach życia społecznego, nie zabezpieczając ich w żaden sposób, lub zmuszając ich do korzystania do pomocy społecznej - powiedziała Rafalska. Zaznaczyła, że w związku z tym powrót do wcześniejszych regulacji "to rozwiązanie pewnego problemu społecznego".

Minister pracy odniosła się też do zarzutów, że niższy wiek emerytalny oznacza niższe emerytury, zwłaszcza dla kobiet. Przyznała, że emerytura kobiet na poziomie między 1600 a 1700 zł jest niewysokim świadczeniem emerytalnym. - Ale powiedzmy sobie uczciwie, lepiej mieć 1700 zł, niż mieć świadczenie przedemerytalne na poziomie 1400 zł, albo rentę z tytuły częściowej, czy całkowitej niezdolności do pracy - to też są niewysokie świadczenia - lub nie mieć żadnego świadczenia - oceniła.

Rafalska podziękowała prezes ZUS Gertrudzie Uścińskiej i wszystkim pracownikom ZUS za bardzo dobre wdrożenie tej reformy.

Danuta Starzyńska-Rosiecka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »