Emerytury: Związkowcy kontra rząd
Nie ma porozumienia stron społecznych w sprawie waloryzacji emerytur na przyszły rok. OPZZ, FZZ i NSZZ "Solidarność" uważają propozycję rządową za niewystarczającą i chcą też podwyżki kwotowej.
We wtorek Rada Dialogu Społecznego, w skład której wchodzą przedstawiciele rządu, pracowników i pracodawców dyskutowała rządową propozycję zwiększenia wskaźnika waloryzacji emerytur i rent w 2021 rok.
Rząd zaproponował zwiększenie wskaźnika waloryzacji emerytur i rent w przyszłym roku na poziomie ustawowego minimum, wynoszącego 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w 2020 roku. Związek Rzemiosła Polskiego i Konfederacja Lewiatan poparły tę propozycję rządową. Natomiast wszystkie związki zawodowe wchodzące w skład RDS czyli OPZZ, FZZ i NSZZ "Solidarność" uważają propozycję rządową za niewystarczającą - podano po wczorajszym posiedzeniu.
Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed, który reprezentuje stroną rządową podkreślał, przy aktualnych prognozach danych na 2021 rok minimalny wskaźnik waloryzacji wynosi 103,84 proc. co oznaczałoby wzrost emerytur o 3,84 proc. Wiceminister poinformował jednocześnie, że całkowity koszt waloryzacji świadczeń emerytalno-rentowych z systemu powszechnego, rolniczego i mundurowego, przy tym wskaźniku szacowany jest na ok. 9,6 mld zł. Wzrost świadczeń proponowany przez rząd oznacza, że najniższa emerytura, renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy i renta socjalna wzrosną o 46 zł czyli z 1200 zł do 1246 zł.
Strona związkowa uważa, że to za mało i domaga się wyższego wskaźnika waloryzacji, zwiększonego o co najmniej 50 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia i powrotu do waloryzacji kwotowej. OPZZ chce wzrostu niskich emerytur o co najmniej 80 zł.
- To absolutne minimum, bo uważamy, że do tego, by podwyżka była odczuwalna dla emerytów powinna wynieść co najmniej 4 proc. Emeryci i renciści są szczególnie narażeni na ubóstwo i wzrostu cen produktów dotyka ich szczególnie - mówi Katarzyna Duda, ekspertka ds. polityki społecznej w OPZZ.
Jak dodaje, rząd zapowiadał wcześniej podniesienie minimalnej emerytury o 100 zł do 1300 zł, co oznaczałoby, że przy proponowanej przez nas podwyżce o 4 proc, takie świadczenie wzrosłoby o 52 zł. To nie jest dużo, dlatego uważamy, że w przypadku najniższych emerytur powinna być też utrzymana waloryzacja kwotowa, a podwyżka powinna wynieść co najmniej 80 zł - argumentuje Katarzyna Duda w rozmowie z Interią.
- W efekcie, jeśli założymy, że rząd wywiązałby się z wcześniejszych zapowiedzi i minimalna emerytura wzrosłaby do 1300 zł z 1200 zł obecnie, to przy proponowanym przez nas wzroście najniższych świadczeń o 80 zł, byłoby to 1380 zł brutto, tj. 1192 zł netto, a więc tyle ile wynosi minimum socjalne czyli granica godziwego poziomu życia. Dodam tylko, że blisko połowa emerytów w bieżącym roku skorzystała z kwotowej waloryzacji, więc chodzi o dużą grupę świadczeniobiorców - podkreśla ekspertka.
Emeryci dostaną też tzw. 13-kę i według obietnic rządowych prawdopodobna jest 14-ka.
- Moim zdaniem emeryci mogą założyć, że w przyszłym roku dostaną na konta 13-tą emeryturę, natomiast 14-ka, która miałaby być wypłacona w listopadzie przyszłego roku nadal pozostaje w sferze zapowiedzi, ale jest duża doza niepewności. Oczywiście to pomoże podreperować budżet emerytów, ale mamy obawy co do tego, że z czasem te dodatkowe świadczenia zaczną zastępować rozwiązania systemowe jak godziwa waloryzacja. Już teraz strona rządowa argumentuje tym niską waloryzację, a przecież ani 13-ka ani 14-ka nie jest wliczana do podstawy emerytury, która podlega waloryzacji. W dłuższej perspektywie dla emerytów będzie niekorzystne, a poza tym dodatkowe świadczenia są uwarunkowane politycznie i niepewne - dodaje Katarzyna Duda.
Finał wtorkowego posiedzenia oznacza, że podobnie jak w przypadku płacy minimalnej nie udało się wypracować wspólnego stanowiska w ramach Rady Dialogu Społecznego.
Monika Krześniak-Sajewicz