Reklama

"GP": Podatnik potrafi liczyć

Resort finansów, zmieniając definicję działalności gospodarczej, chciał ograniczyć samozatrudnienie. Zdaniem ekspertów trzeba znowelizować przepisy o kosztach, a podatnicy przestaną wykorzystywać luki w przepisach, bo pracownicy najemni powinni mieć możliwość rozliczania wydatków rzeczywiście przez nich ponoszonych.

Ministerstwo Finansów zmieniając od 1 stycznia 2007 r. definicję działalności gospodarczej w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych, chciało ograniczyć samozatrudnienie. Tak się jednak nie stało.

Majstrowanie przy definicji nie przyniesie takich efektów - twierdzą eksperci.

Aby podatnicy przestali wykorzystywać samozatrudnienie jako sposób zaoszczędzenia na podatku, trzeba zmienić przepisy dotyczące kosztów uzyskania przychodów. Osoby zatrudnione w ramach umów o pracę powinny mieć możliwość uwzględniania takich samych kosztów, jak osoby prowadzące firmy. Nie ma powodu do dalszego dyskryminowania pracowników.

Zgodnie z definicją kosztami uzyskania przychodów są wszystkie wydatki poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów. W praktyce do takich kosztów można bez problemu zaliczyć wydatki poniesione na dokształcanie. Nikt przecież nie zakwestionuje faktu, że pracownicy, którzy się doszkalają, robią to po to, by zachować dotychczasowe miejsce pracy. Jednak pracownik zatrudniony na umowie o pracę wydatków na książki, studia czy kursy w kosztach podatkowych nie uwzględni. Możliwość taką ma tylko samozatrudniony. To dyskryminujący podział.



Pracownik dyskryminowany

Krzysztof Koślicki, ekspert podatkowy BDO Numerica, twierdzi, że ograniczenie samozatrudnienia nie jest proste. Z tej formy opodatkowania korzysta bowiem wielu podatników. Naszego rozmówcy nie dziwi to, że chętnych do przechodzenia na samozatrudnienie jest tak wielu.

Cenią je zwłaszcza pracodawcy, z uwagi na niższe koszty zatrudnienia. Korzystne także jest umożliwienie osobom samozatrudnionym zaliczania do kosztów różnych wydatków, m.in. związanych z uczestnictwem w kursach, szkoleniach, zakupem podręczników - twierdzi Krzysztof Koślicki.

Dodaje, że osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę takich praw nie mają. Ich koszty określone są w stałych stawkach miesięcznych.

Wielkości te nijak mają się do rzeczywistych kosztów ponoszonych przez pracowników - podkreśla nasz rozmówca.

Marcin Rogalski, doradca podatkowy w MDDP Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy, obawia się jednak, że pomysł wprowadzenia dla pracowników podobnych zasad rozliczania kosztów jak dla prowadzących działalność nie rozwiąże problemu. Głównymi zaletami działalności są niższe opodatkowanie i niższe koszty ZUS. Ponadto pracownicy, wykorzystujący infrastrukturę pracodawcy, z reguły nie generują znaczących kosztów. W zasadzie sprowadzają się one do kosztów dojazdu do pracy, które i tak mogą być uwzględniane w rzeczywistej wysokości.

Wyjątkiem są koszty dokształcania, ale nie dotyczą one wszystkich. W tej sytuacji lepszym rozwiązaniem byłoby przywrócenie ulgi podatkowej związanej z zakupem wydawnictw i literatury fachowej. Wtedy ci, którzy zdecydowaliby się na dokształcanie we własnym zakresie, mogliby, choć w części, odzyskać poniesione w tym celu koszty - wskazał Marcin Rogalski.

Budżet zbyt obciążony

Fiskus chce, by jak najszerszy krąg osób opodatkowany był w sposób przewidziany dla osób zatrudnionych na umowę o pracę.

Kolejne zmiany wprowadzające ograniczenia wyboru form opodatkowania np. dla menedżerów czy osób wykonujących wolne zawody są tu dobrym przykładem - twierdzi Tomasz Hatylak, doradca podatkowy z kancelarii GLN.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »