Krzykliwe cenówki atakują klientów w sklepach. Ich popularność rośnie wraz z inflacją

Jaskrawe, pomarańczowe etykiety cenowe zwykle wykorzystywane były w handlu do oznaczenia tylko produktów sprzedawanych w promocyjnej cenie. Teraz, w czasach inflacji powyżej 8 proc., gdy przeciętny klient jest bardziej wrażliwy cenowo, rola cenówek zmieniła się: mają "zakrzyczeć" inflację. Sieci handlowe zaczęły stosować je na znacznie większą skalę niż dotychczas, a w dodatku coraz częściej w odniesieniu do produktów, które... wcale nie są w promocji.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Czy ten trik działa? Z pewnością. Klient jest w stanie zapamiętać ceny kilku, może kilkunastu ulubionych produktów. Wyjątek pod tym względem stanowią zwykle emeryci, znacznie częściej zwracający uwagę na ceny i potrafiący wyrecytować z pamięci, ile kosztuje mleko, śmietana, chleb, kilogram ulubionej wędliny oraz wiele, wiele więcej regularnie nabywanych przez nich produktów.

Ceny szczególnie trudno jest zapamiętać w czasach wysokiej inflacji. To dlatego, że potrafią zmieniać mogą się dosłownie co chwilę. Jak zatem "ukryć" przed klientem wzrost ceny danego wyrobu lub - druga opcja - zwiększyć szanse na przekonanie go, że cena pomimo wzrostu jest wciąż atrakcyjna?

Reklama

Najprostsze metody zawsze są najskuteczniejsze. Wystarczy przejść się po sklepach - łatwo będzie dostrzec, co się w nich zmieniło. Okazuje się, że najłatwiej zachwalać oferowane ceny za pomocą etykiety o kolorze innym od standardowego (białego albo żółtego).

Gdy klient zobaczy w sklepie jaskrawą (zwykle pomarańczową) etykietę z napisem "supercena", "zawsze tanio", "taniej" itp., często uwierzy na słowo, że rzeczywiście ma do czynienia ze znakomitą okazją, której lepiej nie przegapić. Być może nawet nie spojrzy, że na cenówce brakuje przekreślenia dotychczasowej ceny, a więc ta obowiązująca wcale nie jest promocyjna.

Oczywiście wciąż mają miejsce przypadki prawidłowego wykorzystania odmiennego koloru cenówek. Prawidłowego, to znaczy do oznaczeń promocji (z przekreśleniem regularnej ceny, albo ze wskazaniem, że cena obniży się przy zakupie 2 lub 3 sztuk produktu). Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że takich przypadków jest coraz mniej i że "prawdziwe" promocje zaczynają mieszać się z "udawanymi", ze względu na identyczny kolor...

Doszło zresztą do tego, że niektóre półki w sklepie mają już tylko "superceny", które z daleka przyciągają uwagę i zachęcają do podejścia do regału. Gdzie człowiek nie spojrzy, widzi tylko jaskrawe etykiety zarazerwowane dotychczas dla promocyjnych cen, a obecnie oblepiające każdy towar, jaki sobie tylko dana sieć handlowa wymarzy.

Jesteśmy zatem świadkami paradoksu polegającego na tym, że pomimo wysokiej inflacji w sklepach znaleźć można więcej (deklarowanych) "supercen" niż cen "zwykłych". Aż strach pomyśleć, co wydarzy się, jeśli inflacja w Polsce przekroczy 10 albo więcej proc. Być może będzie to pora na całkowitą rezygnację z białych oraz żółtych etykiet i ochrzczenie każdej ceny w sklepie mianem "superceny"? To z pewnością przekona klientów, że nie powinni się martwić o stan portfela po zakupach...

Planuj zakupy i znajdź najnowsze promocje w sklepach z ding.pl

Zobacz również:

Artykuł sponsorowany: Jak przygotować się do druku katalogu produktowego 

wiadomoscihandlowe.pl
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »