Reklama

Oprocentowanie ukryte w oprocentowaniu

Ja płacę, ty płacisz, oni płacą... Bank zarabia na kredytach. Zarabia, naliczając od pożyczonej kwoty odsetki, które, wydawałoby się, są jedynym kosztem produktu finansowego, jakim jest kredyt. Nic bardziej mylnego. Niskie oprocentowanie oferowane w ramach umowy kredytowej nie zawsze musi oznaczać także niską ratę kredytową.

Na polskim rynku usług kredytowych wykształciła się sytuacja, w której nominalna stopa oprocentowania kredytu w ujęciu rocznym może różnić się nawet o kilkanaście punktów procentowych w porównaniu do rzeczywistej rocznej stopy procentowej (RRSO - suma wszystkich kosztów, które składają się na kredyt).

Banki dostrzegają rosnącą konkurencję na rynku. Wszelkie bonusy do konta oszczędnościowego - jak choćby zwrot części środków z transakcji dokonywanych kartą płatniczą - sprawiają, że instytucje kredytowe powstające w ten sposób straty starają się rekompensować kredytami. Marża odsetkowa rośnie, mimo coraz niższych stóp procentowych.

Reklama

Zjawisko to nie jest odosobnione, ale staje się zwierciadłem rynku, cechą charakterystyczną dla wszystkich działających na nim podmiotów. Warto przy tym pamiętać, że maksymalna wysokość oprocentowania nominalnego jest z góry prawnie określona do czterokrotności stopy lombardowej kredytu ustalanej przez NBP. W przypadku RRSO takich ograniczeń nie ma, stąd też zręczne zabiegi banków, o których często się zapomina, a te znacząco wpływają na wysokość całego kosztu kredytu.

Niewidoczny koszt

Walka o klienta, by ten zdecydował się na coraz droższy kredyt gotówkowy, staje się coraz bardziej zaciekła. Chwyty marketingowe są nieodłączną już częścią kampanii kredytowej banku.

Postanowiłem przyjrzeć się wybranym z nich: mBank swój najnowszy produkt opatrzył hasłem "Oprocentowanie niższe niż najniższe", bank BPH rozpoczął drugą edycję akcji "Wróć do mnie", podobną promocję oferuje bank BGŻ w ramach kredytu "Drugi rok gratis", Credit Agricole ma natomiast kredyt "Prostoliczony za 10 złotych".

Każda z tych propozycji kredytowych jest inna, każda zakłada - w teorii - korzyści dla klienta. Tym niemniej, by z nich w pełni skorzystać należy spełnić szereg obwarowań i wymogów formalnych. Na koniec często okazuje się, że korzyści mogą nie być wcale tak wyraźne, jak zakładaliśmy na początku. Warto już na wstępie policzyć koszty kredytowania przez cały okres, zwrócić uwagę w jakich sytuacjach bank ma prawo odstąpić od promocyjnych zapisów (np. nieregularne spłaty), a przede wszystkim - nie dać się omamić kolorowym reklamom i zapisom o obniżonym oprocentowaniu. Pamiętajmy, że żaden bank nie jest instytucją charytatywną.

Sprawdźmy więc - obliczamy reklamy!

mBank w ramach "oprocentowania niższego niż najniższe" oferuje obniżone nominalne oprocentowanie dla kredytu nawet do 10,1 proc. Co to oznacza dla klienta? W praktyce, że bank musi zarobić w inny sposób, np. w postaci dodatkowych opłat. Po doliczeniu obowiązkowego w tym przypadku ubezpieczenia, prowizji za udzielenie kredytu (od kwoty kredytu wraz z ubezpieczeniem), okazuje się, że RRSO przy oprocentowaniu nominalnym przekroczy 23 proc., czyli o 13 punktów procentowych powyżej nominalnej stopy oprocentowania. Nie wynika to faktycznie z wartości pieniądza w czasie i kapitalizacji (RRSO tylko w jednym przypadku będzie równe nominalnej stopie oprocentowania, gdy nie ma dodatkowych opłat, a kredyt będzie spłacony jednorazowo na koniec okresu), ale z dodatkowych opłat za przyznanie kredytu, prowizji, ubezpieczenia, które coraz częściej jest nieodłączną częścią umowy kredytowej.

Suma summarum - jeśli skorzystamy z tej promocji mBanku i oprocentowania "niższego niż najniższe", to pożyczając 8500 złotych na 36 miesięcy, z oprocentowaniem nominalnym 12 proc. w skali roku, uwzględniając prowizję i ubezpieczenie, które powiększają podstawę oprocentowania, zwrócimy bankowi 11602 złote. Pożyczając kwotę czystą, 8500 złotych bez dodatkowych opłat, bylibyśmy obowiązani zwrócić 10163 złote. Na koniec okresu kredytowania oddajemy więc bankowi kwotę kredytu + około 35 proc.

Przyjrzyjmy się kolejnemu przykładowi.

Credit Agricole odnawia kredyt "Prostoliczony", tym razem za 10 złotych od każdego pożyczonego tysiąca, przy czym minimalna kwota dostępna dla kredytobiorcy to 10 tys. złotych. Dziesięć złotych za każdy tysiąc to niby niewiele. Co ciekawe, bank oferuje w ramach umowy kredytowej oprocentowanie nominalne na poziomie tylko 8 proc. Nie zmienia to jednak faktu, że pożyczając kwotę 10 tys. złotych na okres 4 lat RRSO wynosi 22,9 proc.

Policzmy jak tym razem wygląda to w praktyce. Kredyt spłacany jest w równych ratach kapitałowo-odsetkowych, kwota 10 tys. na okres 4 lat, prowizja 800, ubezpieczenie 1816 złotych. Dane te wzięte zostały z przykładu reprezentacyjnego. Pożyczamy 10 tys. złotych, oprocentowanie naliczamy natomiast od kwoty 12616 (10 tys. + 800 + 1816): co daje 2182 złote odsetek i całkowitą kwotę kredytu 14798 złotych. Rata kredytowo-odsetkowa wynosi natomiast 308 złotych. Przy założeniu, że nie byłoby żadnych dodatkowych opłat, a kredytobiorca byłby zobowiązany do zwrotu wyłącznie czystych odsetek od pożyczanej kwoty (czyli 8,05 proc. w skali roku) kwota kredytu zamknęłaby się w wysokości 11729 złotych. W wariancie przyjętym przez bank oddamy łącznie zatem kwotę pożyczoną +45 proc.

Iluzja taniego kredytu

Czy na kredycie można zaoszczędzić? Opierając się na reklamie banku BGŻ "Drugi rok gratis" można odnieść wrażenie, że być może nie zaoszczędzić, ale na pewno dostać kredyt bez kosztu. Przecież drugi rok jest gratis, czyli rozsądnie myśląc, wysokość opłat powinna być równa - zero!? Ponownie jednak zwróćmy uwagę na zasady działania tego kredytu, w szczególności na sposób naliczania odsetek. Ich poziom z każdym okresem spłaty (miesiąc) spada, gdyż naliczane są od coraz mniejszej kwoty zaciągniętego długu. Promocja "Drugi rok gratis" choć na pierwszy rzut oka wygląda wyjątkowo atrakcyjnie, mało ma jednak wspólnego z oszczędzaniem.

Rozważmy przykład hipotetyczny: kwota 10 tys. złotych, na okres 2 lat (w tym przypadku kredyt spłacany jest ratami malejącymi). Oprocentowanie nominalne narzucone przez bank, przybrało tym razem maksymalną dopuszczalną stawkę, aż 16 proc. Oprócz tego musimy standardowo zapłacić prowizję, w wysokości 5 proc. Wartości te zostają niezmienne. Nawet, jeśli stopa oprocentowania nominalnego w wyniku obniżenia stopy lombardowej NBP ulegnie obniżeniu, to prowizja wzrośnie - te koszty zostaną zatem takie same. Ubezpieczenie nie jest wymagane. Opłacone odsetki za pierwszy rok umowy kredytowej wyniosą 1272 złote. Za drugi rok bank zwolni nas z opłacania odsetek w wysokości niecałych 480 złotych.

Pojawia się prosta konkluzja, że bank zarobił już swoje za pierwszy rok. RRSO podczas trwania umowy wynosi niewiele poniżej 19 proc., co i tak nie jest najgorszym wynikiem. Należy jednak przy tym pamiętać, że bank odstąpi od wypełnienia warunków, w momencie, gdy raty nie będą opłacane terminowo, bądź po pierwszym roku kredytowania (w przeciągu 14 dni od opłacenia 12 raty pożyczki) zapomnimy o doręczeniu do banku dyspozycji obniżenia oprocentowania w ramach promocji "Drugi rok gratis". Wtedy bowiem RRSO, bez preferencyjnych warunków wzrośnie do 23,5 proc.

Reklama z ust do ust - kasa z ręki do ręki... przez dekadę

Ewenementem na rynku jest natomiast "Lekka Pożyczka" oferowana z ramienia instytucji kredytowej Kasa Stefczyka. Strona internetowa instytucji już na wstępie ogłasza dobre wieści: otóż - pożyczka 5 tys. złotych dostępna jest dla wszystkich, który planują realizować swoje marzenia. Jak można przeczytać, abstrahując na chwilę od całego pozytywnego wpływu właśnie tej pożyczki na radość życia i wszechobecne szczęście, ogromnym atutem tego typu zadłużenia jest - niska rata. Zaledwie 75 złotych miesięcznie.

Prowizja, charakterystyczna dla większości pożyczek, tym razem wynosi 5 proc. Stopa oprocentowania nominalnego zaś 13 proc., co łącznie daje RRSO na poziomie 15,3 proc., czyli jedno z najniższych dzisiaj na rynku. Problemem może być jednak okres kredytowania, wynoszący aż 120 miesięcy. Warunkiem otrzymania pożyczki jest także przystąpienie do Kasy Stefczyka (opłata za prowadzenie konta - 8 złotych i cały szereg opłat dodatkowych, jeśli chcielibyśmy z usług instytucji i otwartego rachunku aktywnie korzystać), o czym zapomina się wspomnieć od razu na wstępie. Pojawia się wątpliwość czy warto zadłużać się na tak długi okres?

Przyjrzyjmy się bliżej "Lekkiej pożyczce". Po pierwsze, zwracam uwagę na stopę oprocentowania, która jest zmienna w czasie, co przy umowie kredytowej na 10 lat, stwarza wysokie prawdopodobieństwo, że wzrośnie, wraz z podwyżką stóp procentowych. Jest to więcej niż pewne. Po drugie - czy warto zadłużać się na tak długi okres pożyczając 5 tys. złotych? Zadłużanie się na 10 lat nosi już znamiona kredytu hipotecznego, zwykle znacznie niżej oprocentowanego. Czy rata kapitałowo-odsetkowa w wysokości 75 złotych jest rzeczywiście atrakcyjna?

Mając na uwadze tylko okres kredytowania, zwrócimy instytucji 3960 złotych (+prowizja, tym razem płacona oddzieleni), czyli łącznie 9210 złotych. Doliczmy do tego opłaty za rachunek, które przez okres kredytowania 10 lat dadzą także sumę, bagatela, 960 złotych. Kwotę tę de facto także powinniśmy wrzucić w koszty zaciąganej pożyczki. Tym samym, po 10 latach oddajemy dodatkowo prawie 80 proc., a jeśli dołożymy do tego koszt "członkostwa" to ponad 100 proc. kwoty kredytu. Wychodzi na to, że jest to pożyczka praktycznie dwa razy droższa od zwykle oferowanej przez banki.

Instytucje kredytowe korzystają z przyzwyczajenia Polaków do zapożyczania się i życia na kredyt. Po fali kredytów konsolidacyjnych nastąpiła era drogich kredytów gotówkowych, których wzrost marży odsetkowej wcale nie jest uzasadniony warunkami gospodarczo-ekonomicznymi. Jest to wyłącznie sposób, by dodatkowo poprawić dodatni bilans banków. Mało tego, wiele zmienia się w zakresie usług "dodatkowych", które coraz częściej są "obowiązkowe", a promocje są przeważnie skonstruowane tak, by bank mógł zjeść ciastko i mieć ciastko jednocześnie, i to przy minimalnym wysiłku. Zapisy umowy są na tyle rygorystyczne, że niezwykle łatwo "promocję" przez niedopatrzenie stracić. Pozostaje nam wtedy płacić pełną kwotę kredytu, powiększoną o "niepromocyjne procenty".

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »