Reklama

Rosną wypłaty, więc zdrożeją polisy

Dwieście tysięcy kierowców wciąż bagatelizuje obowiązek wykupienia obligatoryjnego ubezpieczenia komunikacyjnego. Równocześnie rośnie świadomość możliwości uzyskania odszkodowania od sprawcy szkody i wysokości wypłat na rzecz poszkodowanych. Liczba dobrowolnych polis OC wystawianych przez towarzystwa rośnie, ale wciąż są one zawierane na stosunkowo niewielkie kwoty.

O 20 proc. wzrosła w ciągu ostatniego roku liczba kierowców, którzy nie mieli obowiązkowego OC i z własnej kieszeni musieli zwracać odszkodowania wypłacone po spowodowaniu przez siebie wypadku - zaalarmował ostatnio Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG). Od razu jednak uspokoił, że to głównie efekt wzrostu liczby aut, a nie spadku naszej chęci do kupowania OC. Bez takiej polisy nadal jeździ niewiele więcej niż 1 proc. aut, co daje to liczbę około 200 tys. pojazdów i ich kierowców, którzy bardzo ryzykują.

Reklama

Fundusz, który wypłaca odszkodowania poszkodowanym przez kierowców nie posiadających wykupionego ubezpieczenia, zwraca się potem o zwrot tych pieniędzy do sprawców (w ramach tzw. postępowania regresowego). Podliczył, że od początku do końca czerwca 2011 roku zrobił to w stosunku do 1177 osób (wobec 999 rok wcześniej). Każda z takich osób musi zwrócić przeciętnie po 9,4 tys. zł.

Trzeba jednak pamiętać, że to średnia i aż 10 osób musi zwracać ponad 100 tys. zł, a to już niebagatelne kwoty. Rekordzista jest winien Funduszowi ponad 700 tys. zł! Widać więc, że ci nieubezpieczeni sporo ryzykują, oszczędzając niewielkie kwoty - bo przypomnijmy, że średnia składka na OC komunikacyjne to teraz około 400 zł.

Ile wypłaconych odszkodowań muszą zwracać nieubezpieczeni kierowcy?

Uwaga na komisowych oszustów

Okazuje się też, że Polacy nie zawsze jeźdżą bez polisy OC świadomie. UFG zauważył też, że kupujący auta w komisach coraz częściej są wprowadzani w błąd co do aktualności polisy komunikacyjnej OC. Szacuje, że około 10 proc. nieubezpieczonych kierowców to osoby, które padły ofiarą oszustów.

Mechanizm oszustwa jest taki: komis po zakupie auta z polisą wypowiada ją, ale zostawia sobie dokumenty ubezpieczenia. Potem zachęca kupującego, "gratisowym" OC i daje dowód ubezpieczenia. Problem w tym, że nie ma on już pokrycia - co okazuje się dopiero w razie wypadku, czy kontroli drogowej.

Dlatego fundusz apeluje, żeby sprawdzać ważność OC czy to w firmie, która ją wystawiła, czy na stronie samego funduszu. Lepiej nie ryzykować kary za brak polisy, a już zwłaszcza pokrywania szkód z własnej kieszeni.

Za niskie sumy

Niestety okazuje się, że Polacy wciąż bagatelizują ryzyko wyrządzenia szkody innej osobie i finansowych konsekwencji takiej sytuacji. Widać to z analizy danych Komisji Nadzoru Finansowego pokazujących, jak chętnie sami z siebie kupujemy dobrowolne polisy ogólnego OC (a więc z wyłączeniem np. OC rolników, czy innych obowiązkowych OC) i na jakie sumy.

Z tym pierwszym elementem jest coraz lepiej, bo dobrowolnych polis OC mieliśmy na koniec 2010 r. ponad 4 mln (jeszcze pięć lat wcześniej było ich nieco ponad 1,2 mln). To optymistyczne dane, bo pokazują większą chęć do zawierania takich umów i świadomość potrzeby ich posiadania.

Na umowy takie Polacy wydali niespełna180 mln zł, co daje średnią składkę na poziomie około 44 zł na polisę. Wciąż niestety są to polisy na stosunkowo niskie sumy ubezpieczenia, a więc dające niewielką ochronę.

Większość polis OC stanowiących część pakietów ubezpieczeń turystycznych, jest np. zawierana z limitem 10 tys. euro (czyli około 40 tys. zł). To kwota, która wystarczy na pokrycie niewielkich roszczeń związanych z kosztami leczenia, czy niewielkiego odszkodowania. Jeśli urazy osoby poszkodowanej będą trwałe i trzeba będzie wypłacać np. comiesięczną rentę, zbyt skromnie ubezpieczony klient będzie musiał pokrywać ją z własnej kieszeni.

Limity na polisach turystycznych są niskie, szczególnie jeśli porównać je z limitami sum ubezpieczenia na polisach obowiązkowego OC komunikacyjnego, które wynoszą teraz 2,5 mln euro na szkody na osobie i 0,5 mln euro - w przypadku szkód w mieniu. A roszczenia z obu rodzajów polis mogą być podobne, bo np. uszczerbek na zdrowiu osoby potrąconej na nartach czy podczas jazdy rowerem, może być podobny jak przy wypadku samochodowym. Choć trzeba przyznać, że prawdopodobieństwo tak poważnych urazów w tym drugim przypadku jest większe.

Nieco lepiej Polacy są zabezpieczeni na wypadek szkód związanych z posiadaniem mieszkania, z których większość to zalania. Tu wypłaty nie są zwykle wysokie, więc nawet 20-40 tys. zł sumy ubezpieczenia polis OC sprzedawanych przy pakietach mieszkaniowych wystarczą. Jednak dla posiadaczy domów, którzy odpowiadają m.in. za odśnieżenie chodnika (a w konsekwencji za urazy powstałe na śliskiej nawierzchni) będzie on zbyt niski.

Coraz częściej jednak tego typu umowy obejmują wszystkie sfery życia prywatnego, w tym odpowiedzialność za szkody spowodowane przez dzieci, czy samych ubezpieczonych np. w związku z jazdą na rowerze, czy w czasie amatorskiego uprawiania sportów. Dlatego też przydałby się wyższy limit, bo najpoważniejszym ryzykiem jest oczywiście utrata zdrowia, czy życia, przez osobę poszkodowaną.

Wysokie wypłaty

Kwoty wypłat mogą być gigantyczne! Przykład z ostatnich tygodni: zakład energetyczny musi wypłacić prawie 700 tys. zł zadośćuczynienia za ból i cierpienie chłopcu, który został inwalidą po tym jak poraził go prąd, gdy wspiął się na słup energetyczny, żeby zrobić zdjęcia. Do tego zobowiązany jest on do wypłacania co miesiąc renty w wysokości 3 tys. zł. Widać więc, że mogą to być wydatki, których wysokość może zrujnować nieubezpieczoną lub słabo ubezpieczoną osobę.

Dane KNF pokazują, że ryzyko tak wysokich wypłat rośnie. W 2009 r. towarzystwa dokonały z dobrowolnych polis OC osób fizycznych ponad 64 tys. wypłat. W 2010 r. było to już 133 tys. Jak widać ostatnie pełne dwa lata, to skokowy wzrost liczby roszczeń bo w latach 2006-2008, nie przekraczały one liczby 40 tys. Po I kwartale 2011 r. towarzystwa zrealizowały już ponad 28 tys. wypłat. Wzrosły też wypłacane kwoty. W ubiegłym roku wyniosły one łącznie 178 mln zł, a jeszcze 5 lat temu było to niecałe 30 mln zł.

Dane wskazują na jeszcze jeden ciekawy trend: mamy rzadką w ubezpieczeniach sytuację, w której zebrane składki są niewiele większe niż wypłaty (tu odpowiednio 179 mln zł do 178 mln zł). A to oznacza, że towarzystwa solidnie tracą na tego typu ubezpieczeniach, bo do wypłat trzeba dodać jeszcze koszty działalności i tworzenia wysokich i obliczonych na wiele lat w tego typu ubezpieczeniach rezerw.

Widać więc, że rośnie świadomość możliwości dochodzenia roszczeń od sprawców szkód, a z nią wypłaty towarzystw. To oznacza też, że ceny na tego typu ubezpieczenia też będą rosnąć. W dłuższym okresie będziemy mieć więc do czynienia z sytuacją, w której ubezpieczenie OC nie będzie tanim dodatkiem np. do polisy mieszkaniowej, ale to polisa mieszkaniowa będzie tania w stosunku do składki za polisę OC.

Mateusz Nowakowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »