W skrócie
- W sierpniu zanotowano wyraźny spadek liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych względem lipca, mimo wzrostu rok do roku.
- Eksperci wskazują na dwa główne powody: oczekiwanie na dalsze obniżki stóp procentowych oraz efekt wakacyjnego spowolnienia.
- Polska ma jedne z najwyższych w UE oprocentowań kredytów hipotecznych, przez co raty są znacznie wyższe niż w innych krajach.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W sierpniu banki udzieliły kredytów hipotecznych na prawie 9 mld zł, pod względem liczbowym o 29,5 proc. więcej niż przed rokiem, a kwotowo o 40 proc. więcej, ale wzrost w ujęciu rocznym nie jest zaskoczeniem, bo wówczas nie było już kredytów z puli programu dopłat, a akcja kredytowa hamowana była wysokim oprocentowaniem kredytów mieszkaniowych.
Zaskakująco wysoki jest natomiast sierpniowy spadek w stosunku do poprzedniego miesiąca.
Było to aż o 14 proc. kredytów mniej, a kwotowo o 12 proc. Czy to tylko efekt wakacyjny czy jednak akcja kredytowa jest słabsza? - Spadek liczby i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych w sierpniu tego roku w ujęciu miesiąc do miesiąca można tłumaczyć dwoma możliwymi czynnikami. Po pierwsze, potencjalni kredytobiorcy mogli wstrzymywać się z decyzją o zawarciu umowy kredytowej - wielu z nich liczy na dalsze obniżki stóp procentowych, co mogłoby przełożyć się na korzystniejsze warunki finansowania. Po drugie, okres wakacyjny może wiązać się z wydłużeniem procesów decyzyjnych i operacyjnych, zarówno po stronie klientów, jak i instytucji finansowych. W rezultacie umowy mogą być procedowane z opóźnieniem, co wpływa na statystyki udzielonych kredytów w danym miesiącu - mówi Interii prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.
Roczny wzrost, ale miesięczny spadek. Co się stało w sierpniu?
Według jego przewidywań końcówka tego roku na rynku kredytów mieszkaniowych powinna być dobra. Sprzyjać ma temu sytuacja makroekonomiczna: spadek inflacji i stóp procentowych, realny wzrost dochodów i nadal jeden z najniższych poziomów bezrobocia wśród krajów UE. Jako negatywny czynnik można wskazać wzrost poczucia niepewności i eskalacji sytuacji globalnej. - I w mojej opinii ten czynnik może istotnie wpłynąć na sytuację na rynku kredytów mieszkaniowych. W przypadku deeskalacji powinien on dodatkowo wzmocnić popyt na kredyty mieszkaniowe - przewiduje prof. Rogowski.
Pośrednicy kredytowi nie wykluczają, że słabszy sierpień może być efektem wakacyjnym, ale nie widzą też jakiegoś mocniejszego odbicia zapotrzebowania na kredyt mieszkaniowy.
- Sierpniowy spadek może być efektem bardzo wysokiej akcji kredytowej w lipcu kiedy skumulowały się umowy także z wniosków składanych jeszcze przed wakacjami. Tym bardziej, że wówczas były nawet lepsze niż teraz warunki do refinansowania kredytów z okresowo stałą stopą procentową. Biorąc pod uwagę jeden do trzech miesięcy na procesowania kredytu, lipiec mógł być wypadkową wniosków składanych właśnie w maju i czerwcu - przyznaje w rozmowie z Interią Krzysztof Bontal ekspert kredytowy Proferto. Przyznaje, że to ten miesiąc, nie sierpień, mógł być odejściem od dłuższego trendu.
- Natomiast jeśli chodzi o popyt, to choć raportowana przez BIK akcja kredytowa w ujęciu rok do roku pokazuje spore wzrosty, to ja nie widzę jakiegoś dużego optymizmu, a co najwyżej spokojny powolny wzrost popytu. Oprocentowanie kredytów nie spadło tak mocno, jak jeszcze kilka miesięcy wcześniej przewidywano, więc jakiegoś zauważalnego wzrostu zainteresowania kupnem mieszkania na kredyt nie widzę - dodaje Bontal.
Polska w ogonie UE. Oprocentowanie wciąż wysokie
Mimo tego, że stopy procentowe spadły i poprawiły zdolność kredytową, to pomimo obniżek oprocentowanie nowo udzielanych kredytów hipotecznych wciąż jest drugim najwyższym w UE. "Sytuacja w tym zakresie wciąż daleka jest od ideału. Pomimo poprawy parametrów kredyty hipoteczne nadal są dość drogie. Według danych NBP średnie oprocentowanie kredytów wypłaconych w lipcu (najnowsze dostępne dane) wynosiło 6,69 proc. We wrześniu, po obniżce stóp procentowych, mogło spaść w okolice 6,4 proc. Taki poziom oznacza, że jesteśmy drugim najdroższym krajem w UE pod względem oprocentowania nowo udzielanych kredytów hipotecznych. W lipcu wyższe oprocentowanie miały tylko Węgry - 6,97 proc. Polska zajmuje drugie miejsce ze wspomnianym poziomem 6,69 proc. Na trzecim miejscu jest Rumunia, w której średnie oprocentowanie wynosi 5,95 proc." - wylicza w najnowszym raporcie Jarosław Sadowski, dyrektor Departamentu Analiz Rankomat.
Dla porównania w Niemczech było to 3,68 proc., a we Francji 3 proc. Z kolei najtańsze kredyty hipoteczne w UE wypłacono na Malcie (1,76 proc.). Znacznie taniej niż w Polsce było również w kilku krajach, które - podobnie jak Polska - są poza strefą euro. W Czechach było to 4,68 proc., w Danii 3,53 proc., a w Szwecji 2,84 proc.
"Przy oprocentowaniu takim, jakie mieliśmy w Polsce w lipcu, rata kredytu na 500 tys. zł na 30 lat wynosi 3223 zł. Gdybyśmy mieli takie oprocentowanie jak Czesi, rata wynosiłaby 2584 zł. Przy oprocentowaniu jak w Niemczech byłoby to 2296 zł, a przy takim jak we Francji - 2108 zł. Z kolei mając tak niskie oprocentowanie jak na Malcie, rata wynosiłaby 1789 zł - wylicza Sadowski.
Monika Krześniak-Sajewicz










