Reklama

Studia w Niemczech. Mieszkania coraz droższe

Studenckie mieszkania są coraz droższe, wynika z najnowszej analizy. W Monachium trzeba płacić 800 euro, w Berlinie - 650. Jednak są i dużo tańsze ośrodki.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Średni koszt wynajmu mieszkania studenckiego wzrósł w ciągu roku o 1,8 proc. - wynika z analizy firmy MLP oraz Instytutu Niemieckiej Gospodarki (IW).

Gdzie jest najdrożej? W zestawieniu 30 największych ośrodków akademickich zdecydowanie wygrywa stolica Bawarii. Jeśli student chce mieszkać sam w ok. 30-metrowym mieszkaniu, musi wyłożyć tam średnio 802 euro, wynika z analizy. Dużo tańszą opcją jest oczywiście pokój we wspólnocie mieszkaniowej. Koszty jednak i tak są wysokie - w Monachium to koszt średnio 554 euro na miesiąc.

Reklama

Z badania wynika jednak, że ceny w Monachium wzrosły tylko symbolicznie w stosunku do ubiegłego roku. Inaczej jest w Berlinie. Tam studenckie lokum kosztuje średnio o 5,4 proc. więcej niż w 2020 r. To oznacza, że kawalerkę można średnio wynająć za 650 euro, a pokój w WG - za 420.

Bardzo drogi jest też Stuttgart (750 euro za kawalerkę), w Kolonii na takie lokum trzeba przeznaczyć z kolei 660 euro. Najbardziej w górę poszły ceny nieruchomości studenckich we Freiburgu - o niemal 6 proc. Teraz trzeba tam zapłacić 515 euro za kawalerkę i 364 za pokój w mieszkaniu studenckim.

Gdzie można tanio studiować?

Nie wszędzie jednak stawki są tak wysokie. Zdecydowanie taniej płaci się w znanych ośrodkach akademickich na wschodzie Niemiec. W Greifswaldzie stawka za kawalerkę wynosi 382 euro, a za pokój w WG - 233 euro. Najkorzystniejszy cenowo jest jednak Magdeburg, gdzie ceny wynoszą odpowiednio 289 i 204 euro. Stosunkowo niedrogo jest też w Dreźnie oraz Lipsku.

Czy w niedalekiej przyszłości stawki mogą być korzystniejsze z punktu widzenia studentów? Autorzy raportu raczej w to wątpią. - Gdy pandemia się skończy, jeszcze więcej osób będzie chciało się przeprowadzić do miast, więc popyt na mieszkania powinien wzrosnąć - uważa prof. Michael Voigtländer z Instytutu Niemieckiej Gospodarki.

Jednocześnie autorzy badania zauważają, że kwestia dostępności mieszkań dla studentów stosunkowo rzadko pojawiała się w kampanii wyborczej. Voigtländer tłumaczy to tym, że studenci są stosunkowo małą grupą wyborców. Profesor jednak uważa, że takie podejście jest błędem, bo przecież ludzie uczący się na uniwersytetach "stanowią przyszłość kraju i będą w niedalekiej przyszłości wykonywać kluczowe prace".

- Problemy mieszkaniowe żaków powinny zajmować więc zdecydowanie bardziej centralne miejsce w naszej debacie publicznej - konkluduje Michael Voigtländer.

mat, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »