Reklama

Wakacje z gotówką i kartą

Z końcem roku szkolnego zaczyna wakacyjne szaleństwo. Szaleć będą również nasze portfele, bez względu na to, czy częściej dobywać będziemy kart czy gotówki. Jednak wybór rodzaju płatności jest dość poważny, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Od tego, czy zapłacimy kartą czy gotówką, może zależeć urlop.

Płatności dokonywane kartami to najbezpieczniejsze operacje. Niestety, wiedzą o tym, a raczej zdają sobie z tego sprawę głownie mieszkańcy dużych miast. W małych miastach i na wsiach wciąż za najbardziej godną zaufania uważa się gotówkę. Organizacje płatnicze biją na alarm, bankowcy dwoją się i troją w sposobach edukowania swoich klientów, a gotówka wciąż triumfuje.

Kartą czy gotówką?

Ostatnie badania dotyczące preferowanego sposobu zapłaty za towary i usługi - "Jak Polacy korzystają z kart płatniczych" - przeprowadził Instytut Homo Homini na zlecenie Banku Zachodniego WBK. Z badania wynika, że korzystają... marnie. Zaledwie co trzeci posiadacz rachunku bankowego i karty płatniczej (jednocześnie) uważa, że transakcje kartowe są najbezpieczniejsze. Również co trzeci posiadacz rachunku i karty wybiera gotówkę, jako bezpieczniejszą formę płatności!

Reklama

Spośród preferujących kartę najwięcej osób (ok. 60 proc.) płaci kartą co najmniej raz w tygodniu. Zagłębiając się dalej w psychologię użytkownika karty, można z całą pewnością stwierdzić, że najpoważniej traktuje on płatność kartą w sklepie (86 proc. wskazań). Na płacenie kartą niemal wszędzie decyduje się zaledwie 3 proc. ankietowanych.

Efektem tych badań była zaskakująca dla bankowców i socjologów niechęć do używania karty nawet wśród osób, które kartę posiadają. Zapytali więc o powody niepłacenia kartą i tu niespodzianka. Aż 74 proc. badanych na pytanie: "jeżeli zdarzy się sytuacja, że w danym miejscu nie chcesz zapłacić kartą, to dlaczego?" odpowiedziało, że takie sytuacje nie zdarzają się wcale. Jako powód rezygnacji z płatności kartą, zaledwie 15 proc. ankietowanych wskazało bezpieczeństwo.

Kolejne zaskoczenie to niemal identyczna liczba wskazań na pytania o korzystanie z kart płatniczych podczas wyjazdów wakacyjnych i zabieranie za granicę gotówki. 69 proc. ankietowanych odpowiedziało, że płaci kartami za granicą, ale jednocześnie aż 72,5 proc. przyznaje, że dla bezpieczeństwa zabiera ze sobą gotówkę. Polacy niestety wciąż uważają, że używanie karty za granicą jest ryzykowne (34 proc.) i niezwykle kosztowne (48 proc.).

Karty są zatem traktowane jak podstawowy środek płatniczy na terenie kraju i wyłącznie przez osoby, które już przezwyciężyły pierwszy lęk. Wyjazdy zagraniczne to wciąż wielka niewiadoma.

Może sposobem na przekonanie do wyboru karty zamiast gotówki będzie inna statystyka?

Niebezpieczna gotówka

Zdaniem Urszuli Morawskiej, eksperta ds. zabezpieczeń banknotów, jeden na tysiąc banknotów znajdujących się w obiegu może być fałszywy. Największe ryzyko trafienia na takie "zgniłe jajo" mamy m.in. w czasie wakacji - w kurortach, miejscowościach turystycznych. Tam właśnie z lubością grasują grupy trudniące się wprowadzaniem do obiegu fałszywych banknotów. Nie trzeba przy tym liczyć na "szczególne szczęście", by trafić na taki właśnie trefny banknot. Wystarczy kupić lody w budce na plaży, zrobić zakupy w lokalnym sklepiku spożywczym lub na bazarku połakomić się na świeżutkie owoce sezonowe i zapłacić setką, by dostać resztę w dziesiątkach lub dwudziestkach.

Jak się bronić przed fałszywkami?

Kartą za lody na plaży zapłacić raczej się nie da, podobnie na bazarku za owoce (wg organizacji Visa, w ciągu 5 lat ta sytuacja może się diametralnie zmienić), ale już w spożywczaku nie powinno być problemów. Jeśli jednak gotówka nie da się zastąpić plastikiem, przede wszystkim należy zwracać uwagę na to, co dostajemy w ramach reszty. Zdarzają się bowiem takie sytuacje, kiedy roztargniony klient przyjmuje wulgarnie skserowane dwudziestki lub dziesiątki, które nie tylko gatunkiem papieru, ale i formatem nie odpowiadają oryginałom.

Fałszerze złotówek dbają chociaż o podobieństwo falsów do oryginałów, czego nie można powiedzieć o fałszerzach dolarów. Bywało nie raz, że ci chcieli chyba zadrwić z nieświadomych niczego zwykłych zjadaczy chleba i drukowali na fałszywych setkach dolarowych np. kaczora Donalda.

Kłania się zatem podstawowa wiedza o zabezpieczeniach banknotów, choćby tylko naszych złotówek, euro i dolarów. Banknoty większości walut świata mają podobne zabezpieczenia: znak wodny, farba zmienna optycznie, specyficzny papier i druk. Warto zatem czasem poskrobać banknot paznokciem (powinien zachowywać się jak tarka), obejrzeć go pod światło (poszukać znaków wodnych i uzupełniających się pod światło elementów), pod różnym kątem (obserwując, czy niektóre elementy np. nominał zmienia kolor), czy w końcu spróbować zgnieść (oryginał będzie w specyficzny sposób szeleścił).

Fals w portfelu

To rzeczywiście problem. Od razu nastawmy się, że to banknot stracony. Trzeba go zanieść na policję, ponieważ złapani na próbie "wciśnięcia" go komuś innemu możemy zostać posądzeni o celowe wprowadzanie do obiegu fałszywych banknotów co grozi karą więzienia nawet do 10 lat. Policja spisuje zeznania i protokół. Wydaje także pokwitowanie przyjęcia banknotu, który przesyła do ekspertyzy. Jeśli okaże się oryginalny, równowartość zostanie zwrócona, jeśli nie - stracimy pieniądze, ale nie wolność.

Tak czy inaczej, zajęci odpoczywaniem, musimy pamiętać o bezpieczeństwie naszych pieniędzy. Gotówka może być groźna, karta także, ale jedno jest pewne - skradzionych i fałszywych pieniędzy nie odzyskamy, a skradzioną kartę możemy zablokować i tym samym uchronić przed kradzieżą pieniądze znajdujące się w banku.

Małgorzata Alicja Dudek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »