Reklama

Włamali się na konto, zaciągnęli pożyczkę, a pieniądze zniknęły

Dominika Samek z Bystrej Podhalańskiej na początku tego lipca dostała SMS, rzekomo od firmy kurierskiej. Miała dopłacić 1,49 zł za przesyłkę, która była za ciężka. Kobieta kliknęła w link, przeszła do płatności i w tym momencie telefon zawiesił się na kilka minut. W tym czasie ktoś zaciągnął pożyczkę w jej imieniu na 53 tysiące zł i wyprowadził pieniądze z konta. Materiał "Interwencji".

Dominika Samek mieszka z mężem, jest w 9. miesiącu ciąży. SMS od oszustów przyszedł na początku lipca. 

- Spodziewamy się syna, niedługo przyjdzie na świat, dlatego dużo rzeczy zamawiamy przez internet. Przyszedł SMS, że moja przesyłka przekroczyła wagę, i żebym dopłaciła 1,49 zł. Był jeszcze link, gdzie była podana firma kurierska, więc kliknęłam - opowiada pani Dominiki.

Link poprowadził kobietę do strony, gdzie wpisała login i hasło do swojego konta bankowego.

- Jak wykonałam płatność, strona się zawiesiła, więc czekałam jakąś chwilę, pięć minut, po tym czasie chciałam wyjść z tej strony, ale wszystko było zacięte, strona, mój telefon - wspomina. 

"Ktoś wziął za mnie kredyt na 53 tys. zł" 

Reklama

W końcu pani Dominice udało się odblokować telefon i zalogowała się na swoje konto bankowe. Była w szoku, kiedy zobaczyła, że ktoś dokonał kilku transakcji na jej koncie, bez jej wiedzy.

- Moim oczom ukazały się przelewy na duże kwoty, ok. 10 tysięcy zł. Bardzo mnie to zaniepokoiło, bo nie miałam takich środków na koncie. Na infolinii po pół godziny rozmowy poinformowano mnie, że ktoś prawdopodobnie włamał się na moje konto, żeby uśpić moją czujność wyłączył wszystkie powiadomienia. Poinformowano mnie też wtedy, że ktoś wziął za mnie kredyt na 53 tys. zł - relacjonuje Dominika Samek.

Kobieta ma spłacić 53 tys. zł

- Moja żona została oszukana, została okradziona, ale nie z własnych pieniędzy, została okradziona przez słabe zabezpieczenia systemu bankowego - uważa Piotr Samek. 

Bank odpowiedział na reklamację pani Dominiki. Uważa, że kobieta ma spłacić 53 tys. zł. Nam bank przesłał oświadczenie mailem, w którym stwierdzi, iż nie może komentować spraw dotyczących poszczególnych klientów. Jednocześnie zwrócić uwagę, że "Klienci banku są regularnie informowali o zagrożeniach w sieci".

"Bank nie potrzebował do udzielenia kredytu żadnego kontaktu" 

- To w ogóle nie było podejrzane dla banku, napisali w tej reklamacji, że ktoś zmienia numer telefonu, a później w pięć minut bierze pożyczkę i wyprowadza tę kwotę w wielu transakcjach na różne inne konta. Napisali w reklamacji, że umowa była podpisana, nie wiem w jaki sposób, bo ja żadnego podpisu nie składałam pod pożyczką - komentuje Dominika Samek.

WIDEO: materiał "Interwencji"

- Bank nie potrzebował do udzielenia kredytu żadnego kontaktu, weryfikacji danych, żadnego kontaktu z klientem. Jedyne co bank potrafił zrobić, to obciążyć klienta bez żadnej wiedzy, bez żadnej weryfikacji, byle się pieniądze zgadzały. Bank powinien w pierwszej kolejności skontaktować się na stary numer telefonu, czy podany nowy numer będzie służył do autoryzacji kodów SMS - dodaje Piotr Samek. 

Małżeństwo zgłosiło sprawę na policję. Uważa, że zadłużenie nie jest jego. Pani Dominika i pan Piotr nie są w stanie spłacić długu, szukają pomocy w rozwiązaniu problemu z bankiem.

Angelika Trela/luq/ Interwencja/ POLSAT NEWS

Dowiedz się więcej na temat: bank | afery finansowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »