Reklama

Wyrok TSUE nie rozwiązał kwestii frankowiczów. Czas na Sąd Najwyższy

- Wyrok nie jest prosty w swojej treści. Nie jest też sensacyjny, bo TSUE nie formułuje pewnych odpowiedzi wprost. Ale czasami wyroki trybunału są takie, że mają dać pewne wskazówki sądom krajowym, a nie za nie rozstrzygać kwestie sporne. Na pewne rzeczy będzie musiał odpowiedzieć Sąd Najwyższy interpretując ten wyrok 11 maja - ocenia mecenas Barbara Garlacz.

Reklama

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej odpowiedział na pięć pytań w sprawie kredytu frankowego, które pod koniec 2019 roku zadał gdański sąd okręgowy (wyrok w sprawie C-19/20).

Reklama

W dzisiejszym wyroku TSUE uznał także, że skutki stwierdzenia przez sąd istnienia nieuczciwego warunku w umowie podlegają przepisom prawa krajowego, przy czym kwestia utrzymywania się w mocy takiej umowy powinna być oceniana przez sąd krajowy.

Mec. Garlacz, która reprezentuje kredytobiorców przed TSUE w sprawie C-19/20, tłumaczy, że "nie ma możliwości usunięcia z umowy tylko części nieuczciwej warunku umownego, jak np. marży kupna/sprzedaży w umowach byłego GE Money Banku, jeśli doprowadziłoby to do zmiany istoty całego warunku, a ponadto, jeśli taki warunek nie stanowi odrębnego zobowiązania umownego". Samo podpisanie aneksu dotyczącego spłaty w walucie CHF, w chwili podpisywania którego konsument nie był świadom nieuczciwego charakteru warunków umownych, nie przeszkadza w stwierdzeniu nieuczciwości warunków umownych w pierwotnym brzmieniu i w konsekwencji nieważności umowy, zwłaszcza, jeśli zmiana warunku umownego aneksem nie usunęła wad umowy.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Jednocześnie nieważność umowy zależy od czynników obiektywnych - tj. sprzeczności umowy z prawem krajowym - co ocenia sąd, a nie od żądania konsumenta, przy czym konsument będąc poinformowanym o skutkach nieważności może zrzec się systemu ochrony tj. nieważności umowy

- Trybunał dał jasną odpowiedź, że to nie jest tak, że konsument idzie do sądu i żąda nieważności i sąd ma tę nieważność stwierdzić. Tylko, to czy umowa jest nieważna czy nie, ocenia sąd na podstawie obiektywnych kryteriów wynikających z przepisów prawa krajowego. Czyli to przepisy prawa krajowego rozstrzygają o tym czy umowa po usunięciu z niej postanowień nieuczciwych może być ważna czy nie - tłumaczy Garlacz.

Od kiedy nieważność?

Trybunał UE miał jednak zdecydować przede wszystkim od kiedy zaczyna biec przedawnienie ewentualnych roszczeń banku wobec frankowicza, jeśli umowa o kredyt zostanie unieważniona. Ale także czy banki mogą domagać się w sytuacji nieważności umowy od kredytobiorców wynagrodzenia za pożyczony kapitał. Wprost TSUE na te pytania nie odpowiedział. Co nie oznacza, że nie dał w tym temacie pewnych wskazówek.

Najważniejsze z pytań brzmiało, od kiedy liczy się bieg przedawnienia roszczeń banku o zwrot kapitału. Czy powinna być to data zawarcia umowy (gdy ta zostaje uznana za nieważną), wypłaty kredytu, czy też data zakwestionowania ważności umowy przez kredytobiorcę bądź ogłoszenia jej nieważności przez sąd.

- Tutaj trybunał nie dał jasnej, bezpośredniej odpowiedzi, natomiast można ją spokojnie wyczytać z poszczególnych punktów wyroku - mówi Garlacz.

TSUE wskazał, że konsument przychodząc do sądu może zrzec się systemu ochrony gwarantowanego przez dyrektywę 93/13. System ochrony - podkreśla mecenas Garlacz - może być różny: w jednym przypadku jest to usuniecie z umowy postanowienia nieuczciwego i utrzymanie tej umowy w mocy, w innym - nieważność całej umowy. - W wyroku trybunał odniósł się do tego, że konsument może zrzec się tej nieważności, co by implikowało stanowisko, że w takim razie ta umowa była nieważna od początku - wyjaśnia.

Z pośrednich wypowiedzi trybunału wynika, że po pierwsze: nie jest tak, jakby sugerował sąd okręgowy w Gdańsku, że konsument idzie z żądaniem do sądu i sąd na podstawie tego żądania wydaje wyrok stwierdzający nieważność umowy. - To eliminowałoby uznanie, że ta nieważność rozpoczyna się od wyroku konstytutywnego - zauważa Garlacz.

I dodaje: "Jeżeli przyjmiemy, że umowa była nieważna od początku, to roszczenia banku przedawniają się z upływem 3 lat od udostępnienia kapitału czy transzy kredytu".

Jeżeli przyjmie się, tak jak stary skład SN w uchwale z lutego tego roku, że konsument musi przyjść do sądu i powołać się na nieważność (co w świetle tego wyroku jest niezasadnym stanowiskiem), to roszczenia banków przedawniałyby się w terminie 3 lat od momentu, kiedy konsument skierował pozew do sądu albo wręcz od momentu, kiedy konsument wyraził świadomą, dobrowolną zgodę na powołanie się na nieważność czy zrzeczenie się tej nieważności. - Moment uznania, że umowa jest nieważna od konstytutywnego wyroku wydaje się, że został wyeliminowany - tłumaczy Garlacz.

- Ten wyrok eliminuje też uznanie, że nieważność jest od momentu, kiedy konsument powoła się na nieważność lub zrzeknie się tej nieważności. Pozostaje sankcja nieważności działająca od początku trwania tej umowy - zauważa mecenas Garlacz.

Z wynagrodzeniem dla banku czy bez?

Trybunał wskazał, że sąd krajowy z uwagi na potencjalne negatywne konsekwencje dla konsumenta ma obowiązek poinformowania kredytobiorcy o roszczeniach restytucyjnych. Przy czym nie wskazał jakie to są roszczenia restytucyjne. - Nie powiedział wprost bezpośrednio czego byśmy oczekiwali i czego sądy w Polsce oczekują - czy z tego tytułu bankom należy się wynagrodzenie za korzystanie z kapitału po stwierdzeniu nieważności umowy - mówi Garlacz.

Tę kwestie będzie musiał rozstrzygnąć Sąd Najwyższy. Natomiast Trybunał Sprawiedliwości UE wskazał pewne warunki. Po pierwsze, stwierdzenie nieważności umowy nie może być sankcją dla konsumenta, nie może penalizować. - Ten punkt wyroku powinien być odczytywany przez Sąd Najwyższy w zakresie chociażby pytania o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału jako wyjściowy. Konsument nie może być penalizowany a zasądzanie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, często przekraczającego wartość samego kapitału właśnie taką penalizacją konsumenta byłoby. Ten punkt powinien być podstawą do przyjęcia dla SN, że żadne wynagrodzenie za korzystanie z kapitału się nie należy - podkreśla Garlacz.

Po drugie, trybunał wskazał, że stwierdzenie nieważności umowy ma przywracać sytuację faktyczną i prawną w jakiej konsument by się znalazł, gdyby umowa nie zawierała tych postanowień nieuczciwych. - Gdybyśmy mieli umowę od początku nieważną, to konsument zwracałby do banku goły kapitał, a nie wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Sąd krajowy ma obowiązek informowania konsumenta o roszczeniach restytucyjnych, biorąc pod uwagę konieczność ochrony takiego konsumenta. Natomiast stwierdzenie nieważności umowy nie może penalizować konsumenta, i nie może powodować sytuacji faktycznej i prawnej gorszej niż przy stwierdzeniu samej nieważności umowy już na początku - dodaje Garlacz.

Bartosz Bednarz

Darmowy program - rozlicz PIT 2020

Dowiedz się więcej na temat: TSUE | wyrok TSUE | frankowicze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »