Reklama

Branże dotknięte obostrzeniami: najgorsza jest niepewność

- Obserwując to, co dzieje się obecnie na feriach, które miały być narodową kwarantanną, to ja się zastanawiam, gdzie te tysiące ludzi śpi - powiedziała Małgorzata Szumska, właścicielka górskiego pensjonatu Złoty Jar. Przedsiębiorcy biorący udział w webinarze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców "Odmroźmy gospodarkę, przestrzegajmy wytycznych!" byli zgodni, że lockdown musi szybko się skończyć, a dla biznesu najgorszy jest brak informacji od rządu na temat przybliżonego terminu odmrożenia gospodarki.

- W tamtym roku o tej porze byliśmy największym pracodawcą w gminie. Prowadzimy firmę rodzinnie, zatrudnialiśmy 130 osób. Nadal utrzymujemy 45 osób, które nie mają, co robić - powiedziała podczas webinaru ZPP Małgorzata Szumska, właścicielka pensjonatu Złoty Jar w Górach Złotych. - 24-letnie prywatne oszczędności są teraz przeznaczane na heroiczne ratowanie miejsc pracy - dodała. 

Reklama

- Mamy kilka firm i z powodu PKD praktycznie żadna nie łapie się na jakiekolwiek tarcze. Płacimy 30 tys. ZUS-u miesięcznie i nie jest on umorzony. Płacimy potężne pieniądze na utrzymanie pracowników i nie wiemy tak naprawdę, ile to jeszcze potrwa. I chyba to jest najbardziej przerażające - oceniła Szumska. Jak dodała: - PKD nie wyżywi ani nas, ani naszych pracowników.

Właścicielka pensjonatu odniosła się również do zapowiedzi niektórych przedsiębiorców, że otworzą oni swoje biznesu bez względu na obowiązujące restrykcje. - Obserwując to, co dzieje się obecnie na feriach, które miały być narodową kwarantanną, to ja się zastanawiam, gdzie te tysiące ludzi śpi. Bo skoro wszyscy mamy zamknięte hotele, a na stokach, które też są zamknięte, jest mnóstwo ludzi z dziećmi i sankami, rejestracje na parkingach, które są pełne tutaj w górskich miejscowościach, są z całej Polski, to ja mogę śmiało powiedzieć, że ten bunt już trwa, tylko na razie on jest w podziemiu. Walka partyzancka trwa. Zamykanie bramy w momencie, gdy ludzie widzą jakąś kontrolę. To się dzieje - tłumaczyła.

Na trudną sytuację restauratorów wskazywał z kolei Wojciech Koziar z Vertigo Jazz Club & Restaurant. Jak mówił, branża gastronomiczna ma co prawda możliwość działania na dowóz i na wynos, ale w tej chwili rynek jest już przesycony tego typu usługami. Inaczej z nowymi wyzwaniami radzą sobie lokale, które już wcześniej oferowały klientom możliwość dostawy jedzenia, np. pizzerie, a inaczej restauracje czy koktajlbary, które dopiero próbują zorganizować dowozy, a nie mają siły przebicia.

- Jest problem, jeżeli chodzi o utrzymanie pracowników - ocenił Koziar. Jak wyjaśniał, wiosenna tarcza antykryzysowa nałożyła na przedsiębiorców, którzy chcieli otrzymać pomoc finansową, wymóg utrzymania zatrudnienia na dotychczasowym poziomie. - Teraz to jest bardzo trudne - podkreślił Koziar. Zwrócił również uwagę, że branży brakuje szczegółowych informacji od rządzących na temat przybliżonego terminu odmrożenia gastronomii, co dodatkowo utrudnia prowadzenie biznesu.

Nie lepiej rysuje się sytuacja części handlowców. - Rząd wybiórczo zamyka branżę handlową. Wyłącza z zamknięcia część rodzajów handlu. Nie do końca rozumiemy, dlaczego jedne są zamykane, a inne nie są zamykane i dlaczego to się zmienia - zauważyła Agata Szostak z Euro Net. Jako przykład podała sklepy meblowe, które były objęte ograniczeniami, a później zostały na nowo otwarte.

- Część branż takich jak moda oraz RTV i AGD działa głównie w centrach handlowych - podkreślała Szostak i wskazywała na zamrożenie towaru, którym nie można handlować, bo sklepy w galeriach są zamknięte. - To co dla nas jest bardzo trudne to ta niepewność i brak jakichkolwiek wskazań i wytycznych ze strony rządu, które mogłyby dać nam stabilność i informacje odnośnie do tego, co będzie w przyszłości - zaznaczyła.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

O sytuacji branży fitness opowiedział Bartosz Józefiak z Benefit System. - Branża fitness od połowy marca zmaga się z ograniczeniami. Mija prawie jedenasty miesiąc, a my przez siedem miesięcy byliśmy albo całkowicie zamknięci, albo mogliśmy funkcjonować w ograniczonej skali - podkreślał. Jak dodał, wyjątkiem był okres wakacyjny, ale dla branży fitness to i tak najgorsze miesiące w roku. W przeciwieństwie do okresu od stycznia do marca, który od zawsze był czasem największych żniw dla branży fitness.

W Polsce działa ok. 3,5 klubów fitness. Przed pandemią ćwiczyło w nich ok. 4 mln Polaków, a roczne obroty branży wynosiły przeszło 4 mld zł. Branża generuje ponad 50 tys. miejsc pracy. Jak wskazał Józefiak, przedłużenie trwającego lockdownu będzie prowadzić do fali bankructw i zwolnień oraz przyczyni się do pogorszenia kondycji fizycznej społeczeństwa.  

Dominika Pietrzyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »