Reklama

Rektor SGH: Drugiej fali pandemii może nie przetrwać 30-50 proc. firm

Według rektora SGH tzw. drugiej pandemii koronawirusa, w negatywnym scenariuszu, może nie przetrwać 30-50 proc. firm. Jego zdaniem, ​ trzeba się zastanowić jakie działania podjąć, by narodowa kwarantanna nie przerodziła się w katastrofę gospodarczą.

W czwartek odbyło się pierwsze spotkanie z cyklu spotkań Czwartkowe Forum SGH, wspólnego projektu Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz Forum Ekonomicznego. Wzięli w nim udział rektor SGH prof. Piotr Wachowiak oraz prezydent Konfederacji Lewiatan Maciej Witucki. Dyskutowali oni o wyzwaniach dla polskiej gospodarki dobie koronawirusa.

Szef Lewiatana podkreślił, że obecnie oprócz kryzysu niepewności mamy też kryzys niepewności. Zwrócił uwagę, ze nikt nie był w stanie przewidzieć jak głęboka będzie druga fala koronawirusa.

Reklama

Witucki podkreślił, że narodowa kwarantanna jest już pewna. Pytaniem jest, czy będzie ona zbliżona do tej wiosennej, czy może będzie głębsza.

Według niego należy odrzucić skrajności - Izrael z pełnym lockdownem i Szwecją gdzie nie ma obostrzeń - i wybrać drogę środka. Zwrócił uwagę, że obecnie państwo ma o wiele mniejsze środki niż wiosną, co może spowodować, iż przy pełnym lockdownie "nie będziemy mieli z czego się podnosić".

Rektor SGH podkreślił, że obecnie należy zaangażować wszystkich, by ratować gospodarkę. Dodał, że w negatywnym scenariuszu drugiej fali pandemii w Polsce może nie przetrwać 30 proc. firm, a w skrajnym wypadku nawet 50 proc. Wskazał, że najbardziej zagrożone będą firmy transportowe, sektor sklepowy, gastronomia, turystyka. - Zamknąć gospodarkę jest łatwo. Trudniej jest potem znów ją uruchomić. Nie możemy popełnić błędu, albo musimy się starać żeby ten błąd był jak najmniejszy - zaznaczył profesor.

Wachowiak odnosząc się do obecnej sytuacji zwrócił uwagę, że na szczęście sytuacja na rynku pracy nie jest zła. Ale - jak podkreślił - wynikać ona będzie z kondycji firm. Dodał, że nie przewiduje w tym względzie jakiś tąpnięć, ale po warunkiem, że firmy dostaną pieniądze - jak to było wiosną - na ochronę miejsc pracy.

Dramatem nazwał z kolei brak inwestycji. Wskazał, ze firmy z powodu niepewności wstrzymują się z takimi działaniami, a to one napędzają gospodarkę. Dodał, że brak inwestycji jest szczególnie widoczny także przy słabnącej konsumpcji.

Rektor powiedział, że liczy na unijny Fundusz Odbudowy, który dzięki grantom może wspomóc firmy w krytycznym momencie.

Witcuki odnosząc się do potrzeb firm, wskazał że należy zamrozić na przyszły rok "wszystkie podatki i daniny", takie jak podatek cukrowy, od sklepów wielkopowierzchniowych, czy zmiany związane ze spółkami komandytowymi, które dodatkowo obciążają firmy.

"Pomagajmy nie szkodząc" - zaapelował.



Dowiedz się więcej na temat: firma | upadłość firm | bankructwa firm | druga fala pandemii

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »