Reklama

Ściąganie plików bez odpowiedzialności

Prawo autorskie w sieci. Polscy twórcy tracą przez piratów 10 mln zł tygodniowo. Ściąganie z internetu muzyki, filmów i oprogramowania to łamanie prawa autorskiego i praw pokrewnych. Organizacje broniące praw autorów domagają się zaostrzenia przepisów i skutecznej egzekucji prawa.

Każdy utwór zamieszczony na stronie internetowej lub pobierany za pomocą łączy internetowych przy wykorzystaniu programów P2P (peer-to-peer - równy z równym) jest chroniony ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jego ściągnięcie i rozpowszechnianie wbrew woli autora naraża nas na konieczność wypłaty odszkodowania twórcy, a w niektórych przypadkach - nawet na karę więzienia.

Kiedy legalnie, a kiedy nie

Z utworu może korzystać tylko osoba uprawniona. Osoba uprawniona, czyli kto? Ktoś, kto ma prawa do utworu albo legalnie je nabył. Kiedy korzystamy z utworów w internecie zgodnie z prawem? Tylko gdy ściągamy licencjonowane pliki. Najczęściej są to utwory dostępne odpłatnie, z których zyski czerpie nie tylko właściciel portalu, na którym są zamieszczone, ale także sam twórca lub osoba, która ma do nich prawa majątkowe (np. wydawca, producent).

Sporą część plików można ściągać jednak bez konieczności płacenia za nie. Wtedy zwróćmy uwagę na informacje o zakresie korzystania z zamieszczonych tam treści, które są zwykle umieszczone na danej stronie internetowej (np. oznaczenie freeware pod plikami z oprogramowaniem to licencja oprogramowania, która umożliwia darmowe rozprowadzanie aplikacji bez ujawnienia kodu źródłowego). Czasami licencja freeware zawiera dodatkowe ograniczenia (np. część freeware jest całkowicie darmowa, a część darmowa jedynie do użytku domowego).

Niekiedy przy utworach umieszczany jest podpis copyright. To dla nas wskazówka, że danego pliku nie można pobierać, a tym bardziej rozpowszechniać bez zgody autora. Takich informacji nie znajdziemy jednak, ściągając pliki za pośrednictwem P2P (użytkownik komputera podłączonego do internetu otwiera innym dostęp do danych zgromadzonych na swoich dyskach; ma też dostęp do danych innych użytkowników sieci). Dlatego używając programów P2P musimy zachować szczególną ostrożność. Nie mamy bowiem wiedzy, skąd pochodzą pliki (utwory) zgromadzone na obcym komputerze.

Kiedy zapłacimy za błędy

Każdy internauta ściągający pliki z witryn www czy przez P2P powinien znać podstawową regułę prawa autorskiego: za samo pobieranie utworów z sieci nie trafimy za kratki, ponieważ nie jest to przestępstwo. Pamiętajmy jednak, że przepisy inaczej traktują osoby, które nielegalnie ściągają pliki wyłącznie na własny użytek i tych, którzy pobierają utwory z sieci i udostępniają je z zasobów swojego komputera (rozpowszechniają je).

Odszkodowanie dla twórcy mogą zapłacić ci internauci, którzy tylko pobierali pliki z sieci. Twórca może żądać od osoby, która naruszyła jego prawa, zapłaty maksymalnie potrójnej wysokości wynagrodzenia, jakie mógłby uzyskać, gdyby internauta ściągnął utwór zgodnie z prawem. Miernikiem tego wynagrodzenia są najczęściej opłaty licencyjne, jakie pobiera np. Związek Artystów i Kompozytorów Scenicznych (ZAiKS) w momencie, kiedy chcemy zalegalizować ściągnięty utwór muzyczny. W przypadku pliku mp3 jest to kwota rzędu 40 groszy.

W praktyce, jeżeli ściągamy pliki na własny użytek w zaciszu domowym, groźba odpowiedzialności odszkodowawczej jest jedynie teoretyczna. Tego typu naruszeń praw autorskich policja nie ściga, bo nie jest to przestępstwo.

- Możemy ścigać tylko osoby, które udostępniają i rozpowszechniają pliki nielegalnie ściągnięte z internetu - tłumaczy komisarz Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji. Małe też prawdopodobieństwo, by do naszych drzwi, za którymi na własny użytek ściągamy filmy, zapukał producent filmowy lub osoba reprezentująca jego prawa i dopominał się o zapłatę.

Oczywiście takie przepisy uderzają w artystów, którzy tracą zarobek z każdym kolejnym plikiem ściągniętym z sieci. To efekt rozwiązań przyjętych w polskim prawie autorskim. Internauci ograniczający się do ściągania plików nie mogą być ścigani przez policję, ale co najwyżej - przez twórców czy producentów.

Kiedy zapuka do nas policja

W zdecydowanie gorszej sytuacji są ci, którzy nie tylko nielegalnie ściągają utwory, ale także udostępniają je z zasobów swojego komputera lub zamieszczają na swojej stronie www. Korzystanie z cudzego utworu - pobranie z sieci, a potem przekazanie kolegom lub nieznajomym - jest tratowane tak samo, jak kradzież np. portfela. Tacy internauci narażają się na odpowiedzialność karną, bo rozpowszechnianie i zwielokrotnianie plików w sieci to już - w świetle prawa autorskiego - przestępstwo. Także udostępniając pliki, szczególnie te o treściach zabronionych (np. pornograficzne, nazistowskie), trzeba mieć świadomość, że w każdym momencie do drzwi naszego domu mogą zapukać policjanci, którzy nie dość, że nas zatrzymają, to jeszcze zarekwirują cały sprzęt komputerowy. Dalsze losy takiego internauty zależą od tego, jak jego czyn zakwalifikują organy ścigania. Przepisy ostrzej traktują osoby, które ze sprzedaży kopii nielegalnie ściągniętych plików lub wymiany plików uczyniły sobie stałe źródło dochodu. Wtedy sprawcy grożą nawet trzy lata więzienia. Zwykłym użytkownikom sieci, którzy bezpłatnie rozpowszechniają utwory, grozi kara grzywny (od 100 zł do 720 tys. zł), ograniczenia wolności (od miesiąca do 12 miesięcy pracy społecznej), a nawet kara pozbawienia wolności do lat dwóch.

Mimo, że rozpowszechnianie plików jest przestępstwem, to jednak ściganym rzadko. Informacje pojawiające się w mediach, że policja przeszukuje mieszkania internautów, którzy ściągają muzykę, filmy i oprogramowanie z witryn internetowych lub poprzez serwisy P2P, są grubo przesadzone (takie akcje były i są prowadzone, ale na niedużą skalę i zazwyczaj przy okazji innych działań). W istocie niewielu stróżów prawa monitoruje internet (zajmują się głównie przestępstwami gospodarczymi i pedofilią w sieci). Interwencje w mieszkaniach piratów są sporadyczne i ograniczają się do rekordzistów, którzy udostępniają zasoby liczone w terabajtach.

Policja czuwa

W jednostkach policji w całym kraju powstają zespoły do walki z przestępczością komputerową i internetową. Ich członkowie wiedzą, jak szukać i identyfikować osoby popełniające przestępstwa za pośrednictwem internetu

Internet
  • 70 lat od śmierci twórcy prawnie chronione jest dzieło zamieszczone w internecie
  • 1998 rok pojawiła się w USA pierwsza sieć P2P - Napster, założona przez 18-letniego Shawna Fanninga
  • 8,5 tys. euro kary zapłacił w 2004 roku niemiecki internauta, który ściągnął za pośrednictwem P2P 6 tysięcy plików mp3 chronionych prawem autorskim. Był to pierwszy tego typu wyrok w Niemczech
Podstawa prawna

Ustawa z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. z 2006 r. nr 90, poz. 631 z późn. zm.).

Reklama

Adam Makosz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »