Reklama

Banki centralne przed olbrzymim wyzwaniem!

Zdaniem ekspertów, kluczowym wydarzeniem dla rynków w 2022 roku będą próby poradzenia sobie przez banki centralne z inflacją - uważają uczestnicy debaty PAP Biznes. W ich ocenie Fed będzie nadawać ton w polityce monetarnej wśród największych banków centralnych. W dwudziestej piątej debacie "Strategie rynkowe TFI 2021" wzięli udział przedstawiciele TFI PZU, Skarbiec TFI, Pekao TFI oraz Opoka TFI.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Według Dariusza Laska, wiceprezesa zarządu TFI PZU, Rezerwa Federalna USA przyjęła strategię spokojnych zmian parametrów polityki monetarnej

- Wydaje mi się, że Fed rynków nie zaskoczył, środowe decyzje to są konsekwencje tego co się dzieje na świecie. Fed wybrał drogę spokojnego działania, czyli przygotowania rynku przez informowanie jakie działania będą podejmowane. Pamiętamy takie cykle, gdzie Fed co miesiąc podnosił stopy proc. i rynek do tego się dostosowywał. Teraz Fed przyjął strategię przygotowywania rynku, który będzie przeceniał się stopniowo, w taki sposób, by nie przewrócić rynku akcyjnego.

Reklama

Czy to jest dobra strategia, to dowiemy się dopiero po czasie, ale biorąc pod uwagę działania podjęte w Polsce czy innych krajach regionu, wydaje się, że u nas szybko sytuacja szybko została rozbrojona i jesteśmy w lepszej sytuacji niż Fed i inne banki centralne - powiedział.

Zdaniem Grzegorza Zatryba, dyrektora departamentu zarządzania funduszami rynków kapitałowych Skarbca TFI, Europejski Bank Centralny ma przed sobą trudniejsze zadanie niż Fed przy ewentualnej próbie zmiany nastawienia w polityce pieniężnej.

- EBC nie ma przymiotu wysokiej przewidywalności, jaki cechuje Fed. Oczekiwania rynku wskazują na pewne posunięcia w kierunku ograniczania akomodacyjnej polityki pieniężnej, ale biorąc pod uwagę dużą niepewność związaną m.in. z kolejnymi wariantami koronawirusa, niewykluczone jest, że EBC będzie chciał złagodzić obawy rynków, iż zostaną same z rozchwianą gospodarką.

W przypadku EBC może się skończyć na komunikacie hybrydowym, jastrzębio-gołębim. Fed ma łatwiejsze zadanie, bowiem działa na jednolitym organizmie gospodarczym, a strefie euro jest bardzo daleko, by mogła być tak określana. Stopy inflacji i bezrobocia w poszczególnych krajach mocno się różnią. Bez pogłębienia integracji gospodarczej strefy euro, trudno będzie oczekiwać, żeby EBC był tak skuteczny jak Fed - powiedział Zatryb.

 W opinii Macieja Pieloka, dyrektora ds. strategii inwestycyjnej w Pekao TFI, banki centralne będą zmuszone podnosić koszt pieniądza, co może być jednym z czynników hamujących wzrost gospodarczy w nadchodzących kwartałach.

- Obecnie nie mamy podstaw do tego, by powiedzieć, gdzie cykl podwyżek stóp proc. w USA miałby się skończyć. Fed będąc zakładnikiem z jednej strony rynku obligacji, a z drugie realnej gospodarki, próbował połączyć te dwie kwestie i będziemy mogli obserwować zwrot w kierunku polityki antyinflacyjnej. Czy to będą zmiany, które będą w stanie zaburzyć ożywienie gospodarcze?

Na początku prawdopodobnie nie, aczkolwiek drożejący pieniądz mu nie sprzyja. Gospodarki były mocno oparte w ostatnich miesiącach o wydatki rządowe. Ten wzrost został odratowany kosztem olbrzymiego zadłużenia. Na pewno jest apetyt polityczny na więcej, ale przy rosnącym koszcie finansowania tych programów będzie ciężej. Spodziewamy się, że minęliśmy już szczyt aktywności gosp., a wzrost PKB będzie raczej hamował - powiedział.

- EBC ma wiele cech japońskich w swojej polityce, lecz powszechne przekonanie, że EBC nie może podnieść stóp proc. może okazać się punktem ogromnego zaskoczenia, gdy te stopy proc. w końcu ruszą. CPI jeszcze nie jest tak wysoka, ale ceny producenta idą już znacznie wyżej. EBC nie jest do końca odporny na presję inflacyjną i może to być przyczynek do wyjścia z polityki ujemnych stóp proc., które w naszej ocenie są nietrafionym eksperymentem. Banki centralne będą zmuszone podnosić koszt pieniądza, co może być jednym z czynników hamujących wzrost gospodarczy w nadchodzących kwartałach - dodał.

W ocenie Tomasza Tarczyńskiego, prezesa Opoka TFI, banki centralne są tylko częścią składową, która ma wpływ na światowy system gospodarczy.

- Interpretacja rynkowa środowego posiedzenia Fedu była następująca - dla każdego było coś dobrego. Z jednej strony sektory defensywne jak użyteczność publiczna i ochrona zdrowia kontynuowały wzrosty z ostatnich tygodni, a z drugiej sektory cykliczne obroniły poziomy wsparcia, a dolar próbuje zrobić odwrót. Chwilowo interpretacja rynków jest taka, że hossa trwa. W dłuższym horyzoncie uważamy, że wkroczyliśmy w niestabilne czasy, banki centralne są tylko niewielką częścią tego systemu. Mamy koniec pauzy geopolitycznej po trzydziestu latach, mamy wysokie wyceny na giełdach i wysoki impuls inflacyjny, który nie jest przejściowy. Połączenie tych trzech czynników sprawia, że będziemy mieli do czynienia ze środowiskiem podwyższonej długoterminowej zmienności - powiedział.

Podczas debaty rozmawiano również o prognozach gospodarczych na przyszły rok. Według Dariusza Laska, wiceprezesa zarządu TFI PZU, przyszły rok w światowej gospodarce najprawdopodobniej będzie przebiegał pod dyktando Amerykanów.

- Wydaje się, że na koniec przyszłego roku będziemy rozmawiać jak banki poradziły sobie z inflacją, czemu rynek akcji przyniosły niższe stopy zwrotu. Te prognozy są w miarę przewidywalne, ale oczywiście mogą się wydarzyć rzeczy, które zmienią rozwój sytuacji na rynkach. Historycznie wiemy, że Europa wychodziła z programów pomocowych dużo później niż USA i najpewniej tak też będzie tym razem. Jeśli USA poradzą sobie z zacieśnieniem polityki, to pewnie Europa będzie też musiała to zrobić - powiedział Lasek.

Grzegorz Zatryb, dyrektor w Skarbiec TFI, wskazywał, że przyszły rok będzie stać pod kątem radzenia sobie z inflacją.

- Program minimum dla banków centralnych to niedopuszczenia do spirali płacowej i 2,5-proc. inflacja. (...) Polityka pieniężna ma jednak swoje skutki uboczne. Znana nam polityka pieniężna powstawała w latach 70. po szokach naftowych, a obecnie tak radykalne działania, które doprowadziłyby do wzrostu bezrobocia, są społecznie nieakceptowalne - powiedział.

Według Macieja Pieloka, CFA w Pekao TFI, w przyszłym roku inflacja na pewno będzie nam towarzyszyć.

- Nie mamy wątpliwości, że zostanie z nami na dłuższy czas i będzie odbiegać od celów banków centralnych. W związku z inflacją nasuwają się dwa czynniki, które warto obserwować. Po pierwsze odblokowywanie się łańcuchów dostaw, czyli czynnika napędzającego inflację podażową. W przyszłym roku będziemy mogli obserwować zjawisko przeradzania się gospodarki niedoboru w gospodarkę obfitości przez zwiększanie mocy produkcyjnych.

Z drugiej strony mamy jednak realne ryzyko, że pojawi się spirala płacowa, a inflacja będzie nakręcana mocny konsumentem. Po pandemii są potężne oszczędności, statystyki z USA nie pozostawiają ku temu wątpliwości, że gospodarstwa domowe nimi dysponują - powiedział.

W ocenie Tomasza Tarczyńskiego, prezesa Opoka TFI, na świecie rosną niepewności związane z geopolityką, lecz przewidywanie wydarzeń i ich konsekwencji jest jednak trudne.

-Pomimo tego, że jesteśmy na początku długoterminowego trendu inflacyjnego, to wydaje się, że władze monetarne sobie z tym problemem poradzą w najbliższym czasie. Przewidywanie zdarzeń geopolitycznych to ruletka, ale trzeba brać pod uwagę ten czynnik, ponieważ wprowadza do systemu długotrwałą zmienność. Jednak jest pewna prawidłowość, że tego typu zdarzenia mają miejsce, gdy gospodarki i rynki są w kłopotach - powiedział Tarczyński.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »