Reklama

Bezpieczeństwo energetyczne Polski: Zachód ma Nord Stream, my - terminal LNG

Otwarcie techniczne terminala LNG w Świnoujściu, którego dokonano w październiku bm. nie rozwiązuje wszystkich problemów energetycznego bezpieczeństwa Polski. Daje jednak podstawy, by z większą swobodą mówić o uniezależnieniu się od Rosji.

O solidarności energetycznej w Europie wiele się mówi. Na tym jednak najczęściej "nasza" wspólna polityka się kończy i ostatecznie każdy musi we własnym zakresie budować swoje bezpieczeństwo energetyczne. Z tym zaś związana jest dywersyfikacja dostaw gazu, czyli jeden z najważniejszych projektów ostatnich lat.

Prawie 10 lat temu zdecydowano o strategicznej inwestycji

Powodem były rosnące obawy dotyczące pewności (bądź raczej jej braku) dostaw błękitnego paliwa z Rosji, czyli głównego eksportera surowców do Europy. Wschodni partner wielokrotnie udowadniał, że jest w stanie wykorzystać dostawy gazu jako środek nacisku na kraje byłego bloku wschodniego. Szantaż gazowy, przerwy w dostawie paliwa, nierynkowa polityka cenowa - to tylko wybrane przykłady "dyplomacji" stosowanej przez Gazprom (rosyjski koncern państwowy, największy światowy wydobywca gazu ziemnego).

Reklama

W obawie o swoje bezpieczeństwo kolejne kraje podejmowały próby zmniejszenia uzależnienia od Rosji. Inne, wręcz przeciwnie - zacieśnienia współpracy i dodatkowego scementowania "solidarności energetycznej" na lata. Tym samym, gdy Polska budowała terminal LNG w Świnoujściu a Litwa podobny w Kłajpedzie, czołowe spółki paliwowe w Europie podpisywały kolejne porozumienie o realizacji projektu gazowego Nord Stream.

Czy słusznie? Krytycznie do tego podchodzi Andrzej Szczęśniak: - Błędy popełniane przez rządzących 10 lat temu będą nas sporo kosztować. Bezpieczeństwo energetyczne w Polsce dzisiaj to koncepcja polityczna, która nie została oparta na zasadach ekonomii, a wzajemnych animozjach. Jeśli sprowadzamy droższy surowiec, to już na wstępie tracimy jakąkolwiek konkurencyjność. Nie możemy konkurować z kimś, kto ma tańszy surowiec. To polityka gospodarczego samobójcy - dodaje Szczęśniak, ekspert rynku ropy i paliw.

Kopacz: Jesteśmy niezależni gazowo

Od podjęcia decyzji o budowie terminalu LNG świat przeszedł istotną transformację. - Rynek gazu jest teraz spokojny. Jednakże w 2006 roku, kiedy była podejmowana decyzja o budowie LNG, mieliśmy zupełnie inne warunki. Byliśmy przed kryzysem ekonomicznym, wszystko wydawało się wtedy poukładane. Zagrożenie rosyjskie było realne, funkcjonowaliśmy w oparciu o znacznie gorsze warunki gazowe (droższy gaz - przyp. red.). Wydawało się, że popyt na błękitne paliwo będzie się zwiększać a ceny rosnąć - komentuje dla Interii Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu Energii i Zmian Klimatu w Konfederacji Lewiatan.

Ostatnie osiągnięcia w zakresie dywersyfikacji źródeł, którymi może płynąć gaz do Polski sprawiły, że dzisiaj, przy optymalnych warunkach, przy rozwoju rewersu fizycznego, rozbudowie gazociągów łączących nas z Niemcami, zmianą regulacji sprawia, Polska uzyskała możliwość pozyskania ok. 11 mld m. sześc. gazu rocznie, z kierunków innych niż rosyjski. Jest to zupełnie inna sytuacja, niż ta, z którą mieliśmy do czynienia w rządzie Jerzego Buzka - komentuje Janusz Steinhoff, były wicepremier.

Terminal, który stoi, ale nie do końca jeszcze działa

Sytuacja przez ostatnie lata diametralnie się zmieniła. Pozycja Gazpromu nie jest już tak silna jak kiedyś. Rewolucja łupkowa wywróciła rynek gazu. Ceny spadły, OPEC nie ogranicza wydobycia, gdyż nie chce wpuścić Amerykanów na jeszcze szerszy rynek. Przełożyło się to pośrednio na kondycję rosyjskiej spółki paliwowo-wydobywczej, która nie dyktuje już warunków: otwiera aukcje na gaz, pozwala reeksportować błękitne paliwo.

Trzeba powiedzieć, że terminal LNG w Świnoujściu nie został jeszcze uruchomiony, a jedynie zakończono prace budowlane. Tym niemniej konstrukcja stoi, ale jej wykorzystanie dzisiaj nie jest już tak niezbędne i korzystne z ekonomicznego punktu widzenia, jakby się mogło wydawać. - Na pewno jest to zakończenie pewnego etapu, który został zaplanowany jeszcze w czasach rządu PiS. To inwestycja bardzo trudna, skomplikowana pod wieloma względami ze strony technicznej. Trzeba mieć świadomość opóźnienia, ale również wskazać, że podobne poślizgi zdarzają się w wielu krajach. Jeszcze daleka droga do uruchomienia pierwszej regazyfikacji. Zdecydowanie jednak jest to etap, który należy ocenić pozytywnie - podkreśla Steinhoff.

Terminal LNG miał być oddany do użytku w czerwcu 2014 roku. W 2015 roku termin ten także przekładano (z lipca na wrzesień), co skutkuje tym, że dzisiaj opóźnienie sięga już przeszło półtora roku. Mało tego, do systematycznego przyjmowania kolejnych gazowców minie jeszcze sporo czasu, co najmniej kilka miesięcy. Wszystko to sprawia, że gaz szerokim strumieniem popłynie dopiero w 2016 roku, i to nie w jego pierwszych miesiącach, a raczej - w drugiej połowie.

Kosztowny projekt tworzenia bezpieczeństwa

Czy terminal LNG, którego budowa pochłonęła 3 mld złotych, rozwiązuje nasze problemy gazowe? Gazoport jest w stanie odebrać 5 mld m. sześc. gazu rocznie (możliwa rozbudowa i zwiększenie zdolności wysyłkowej do 7,5 mld m. sześc. gazu/rok). Zdaniem Szczęśniaka potencjał nie będzie jednak wykorzystany w całości. - Pierwszy kontrakt na dostawę gazu opiewa na 1,5 mld m. sześc. rocznie. Oparty został na zasadach, z którymi walczyliśmy z Gazpromem - długoletnia umowa, z cenami gazu skorelowanymi z cenami ropy naftowej. Model i założenia rządu są nie do wykonania - komentuje Szczęśniak. Odmiennego zdania jest jednak Steinhoff. - Padają uwagi, że LNG to gaz droższy, niż sieciowy. W mojej opinii jednak - zauważa Steinhoff - będziemy mogli uzyskać lepsze warunki dostaw gazu z Rosji, w sytuacji posiadania alternatywy. Przykład Litwy pokazuje, że już uruchomienie pływającego gazoportu natychmiast poskutkowało lepszą ofertą ze strony Gazpromu i obniżką cen gazu - dodaje.

Roczne zużycie gazu w Polsce wynosi średnio 16,6 mld m. sześc./rok, przy czym wydobycie własne to 4,7 mld m. sześc., a import - 10,9 mld m. sześc. Aż 70 proc. gazu sprowadzanego pochodzi z Rosji. Terminal LNG jest zatem w stanie zaspokoić, przynajmniej w teorii, 30 proc. naszych rocznych potrzeb gazowych.

LNG - drogi problem wszystkich Polaków?

Budowa terminalu LNG, nawet jeśli była uzasadniona pare lat temu, dzisiaj - zdaniem ekspertów - jest dla nas ogromnym kłopotem. W szczególności dla spółki PGNiG. - LNG jest droższy niż gaz rosyjski. PGNiG musi kupować gaz do 2022 roku od Rosji, a do tego zakontraktowany umową gaz z Katarem, przeznaczony dla obsługi gazoportu - podkreśla Kulczycka z Konfederacji Lewiatan.

Wychodzi zatem na to, że mamy dzisiaj w Polsce wręcz nadmiar źródeł dostaw dla błękitnego paliwa, a terminal LNG jest już wariantem dodatkowej optymalizacji, nie - jak zakładano wcześniej - niezbędnym dla bezpieczeństwa elementem. - Spada liczba odbiorców dla gazu dostarczanego przez PGNiG. Rynek się liberalizuje - podkreśla Kulczycka. To problem dla regulatorów, na kogo koszty gazoportu przerzucić. Jak to zrobić, jeśli nie można obciążać odbiorców indywidualny. Dobrze że mamy taką inwestycję na ukończeniu, ale jak wykorzystać jej potencjał, kiedy nagle okazuje się, że tego typu gazu już nie potrzebujemy. Jak to wpłynie na cenę energii? Jak sobie poradzi z nadmiarem źródeł PGNiG - zastanawia się Kulczycka.

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »